Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS

Varia

środa, 29 grudnia 2010

Nie wiem czy wiecie, ale dawno, dawno temu, za Starych Dobrych CzasówTM, gdy miałem jeszcze za dużo wolnego czasu, w przerwach między modowaniem Quake'a zajmowałem się sztuką. Może niekoniecznie Sztuką przez duże SZY, ale taką malusieńką, mocno geekowatą sztuką ASCII-Artową.

ASCII-Art

    ____  _
   /    \/..
--|______|~_)
  /      \ 

Zanim przejdę do prezentacji moich dzieł szybkie przypomnienie o co tak na prawdę chodzi (nie każdy jest starym zgredem, który przesiadywał na pl.rec.ascii-art). Jak sama nazwa wskazuje ASCI-Art to sztuka tworzenia obrazów za pomocą podstawowych znaków ASCII, czyli wszystkich literek, cyferek i znaków interpunkcyjnych wszelkiej maści. Oczywiście wszystko to wyświetlane za pomocą czcionki o stałej szerokości znaków (jak sobie przypomnę te wojny o wyższości Courier New nad Lucida Console i vice versa). Gdyby ktoś się chciał dokształcić to polecam znalezioną pracę magisterską Pauliny Piotrowskiej o ASCII-Arcie, a ja tymczasem przejdę już do konkretów:

Na początek dwa obrazki około świąteczne:

wtorek, 28 grudnia 2010

Co jakiś czas w blogosferze przewija się dyskusja o zarabianiu na treściach, reklamach i ich blokowaniu. Tym razem sprawę "rozpętał" Paweł Opydo, co spotkało się z odpowiedziami fanatyka i Mekka (pod którą to podpisuję się obiema rękami). Sam jako czytelnik jestem zajadłym wrogiem nachalnych, inwazyjnych reklam. Z drugiej zaś strony jako twórca kontentu chciałbym mieć możliwość czerpania zysków ze swojej pracy na blogu. Czy jest więc jakiś sposób, który byłby do zaakceptowania dla obu stron?

Mikropłatności i mikrodarowizny

Jednym z rozwiązań, z którego sam chciałbym korzystać, jest zastosowanie mikropłatności i mikrodarowizn (jeśli chciałbym zapłacić za oferowaną za darmo treść). Jak chciałbym by to wyglądało? Już tłumaczę.

Prostota użycia

By mikropłatności były skuteczne muszą być banalne w użyciu. Jeśli tylko zapragnę komuś rzucić groszem za przeczytaną blognotkę cały proces nie może trwać dłużej niż jedno kliknięcie. Każdy dodatkowy krok może sprawić, że się rozmyślę. Nie powinno wymagać to ode mnie więcej wysiłku niż kliknięcie w "Lajka". Ba! Myślę, że można by nawet sprawę jeszcze bardziej uprościć. W końcu jeśli i tak za każdym razem dokonuję wpłaty na rzecze danego wydawcy to powinienem mieć możliwość utworzenia listy automatycznych płatności. I tak, za każdym razem, gdy dajmy na to przeczytam artykuł na blogu lub w serwisie, automatycznie przekazywane byłyby pieniądze. Oczywiście z późniejszą możliwością cofnięcia wpłaty (na przykład w przeciągu 24 godzin), czy też zwiększenia sumy.

Mikro skala

Tu pojawia się kolejny problem - wysokość wpłat. Moim zdaniem pojedyncza płatność, czy też darowizna musi pozostać bardzo niska. O wiele poniżej psychologicznej bariery płacenia. Tak by nie dochodziło do takiej oto sytuacji. Mówię tu o kwotach na poziomie kilku, maksymalnie kilkunastu groszy. Tak bym nawet przez chwilę nie musiał się zastanawiać nad dokonaniem wpłaty.

To jedna z przyczyn, dla których zupełnie nie przemawiają do mnie pomysły opłat abonamentowych (na tydzień, czy co gorsza miesiąc z góry), czy też wprowadzanie opłat za określony czas dostępu do zasobów archiwalnych. Jeśli w planach mam przeczytanie jednego, dwóch artykułów a wydać muszę kilka złotych to poważnie się zastanowię i najprawdopodobniej zrezygnuję. Co innego gdybym płacił minimalną stawkę za każdy artykuł z osobna. Weźmy taki serwis informacyjny - dziennie przeczytam od 10 do 15 artykułów, przy stawce w okolicach 1-2 groszy za artykuł i tak serwis byłby w stanie zarobić na mnie 5 złotych miesięcznie.

W przypadku blogów spokojnie mógłbym zaakceptować wpłaty rzędu kilkudziesięciu groszy, w niektórych przypadkach może nawet złotówki. Zwłaszcza jeśli to ja mógłbym zdecydować, czy i ile chcę zapłacić. Jak pokazuje przykład The Humble Indie Bundle zasada płać ile uważasz może dać dość dobre wyniki.

Powszechność

Jedyna szansa na to by system taki działał, to jego powszechność i spory zasięg już na starcie. I to zarówno jeśli chodzi o ilość wydawców oferujących treści, jak i o dostępność rozwiązania dla osób, które chciałyby za jego pomocą płacić. Bez przekroczenia początkowej masy krytycznej nie ma szans na sukces.

Boję się, że musi za tym stanąć któryś z dużych graczy - PayPal, Google, czy Facebook. Chyba tylko oni mogą zapewnić odpowiednią ilość użytkowników, infrastrukturę, bezpieczeństwo (również finansowe) i stabilny rozwój w dłuższym okresie czasu.

Obecne rozwiązania

Niestety nie jest dobrze. Do tej pory gdy miałem dobry humor i nadwyżkę środków na PayPalu jako formę darowizny wykorzystywałem system AdTaily i kupowałem reklamę. Jednak nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie, w dodatku wymagające przygotowania grafiki i zaakceptowania ceny reklamy.

Na chwilę obecną jedynym znanym mi systemem mikropłatności z prawdziwego zdarzenia jest Flattr. Niestety nie do końca odpowiadają mi jego założenia i mam spore opory przed dołączeniem. W dodatku przy obecnym zasięgu pozostaje raczej ciekawostką dla geeków. Nawet jeśli zdecydowałbym się przystąpić to nie miałbym gdzie wyklikać wpłat.... Znam może jeden, czy dwa polskie serwisy z buttonami Flattra.

Czy coś takiego pojawi się w najbliższej przyszłości? Mam nadzieję. Jakieś plotki o wprowadzeniu mikropłatności przez PayPal niedawno krążyły w sieci, więc jest jakaś szansa.

czwartek, 24 czerwca 2010

Kilka dni temu przy okazji porównywania Soup.io i Tumblra wspominałem o pomyśle na nowego bloga. Najwyższa więc pora ogłosić start mojego nowego projektu! Oto przed wami...

Poranna prasówka

Poranna prasówka

Jak sama nazwa bloga wskazuje Poranna prasówka poświęcona jest prasie. Tej internetowej ma się rozumieć. Nie wiem jak was, ale mnie prasa elektroniczna fascynuje od dawna. To niesamowite ile błędów można popełnić w jednym akapicie, ile literówek zmieści się w jednym zdaniu, jak bardzo błąd logiczny lub źle postawiony przecinek może wypaczyć sens zdania. Już nie wspominając o tych wszystkich debilnych tytułach i nagromadzeniu przygnębiających wiadomości.

Zamiast zgrzytać zębami widząc wszystkie te błędy, postanowiłem trochę się z nich ponabijać. O brak materiałów jakoś się nie obawiam. Przynajmniej do czasu, gdy dla portali informacyjnych kliki będą ważniejsze od korekty.

18:37, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010

Wuwuzele na Mundialu w RPA

BzzzzzZZZZZZwwwwZzZZZzzzZZwwwWWWWwwrrrr
BRRRRRrrrrrZzZZZzzzzzzZZZZ
BrrrrrRRRRRWWWWWWwwwwwzZZZZZZzzzzrrRRRRRrrrrWWWW
BbbbzZZZzzzzrrRRRRRrrrrrrrWWWWwwwwwwwwwwwww
BrrrrRRRRRRRRrrrrWWWWWWwwwwwwZZZzzzzzzzz

13:58, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

A teraz, proszę Państwa, coś naprawdę niesamowitego. Wręcz epickiego. Chyba nie skłamię mówiąc, że jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie ostatnio widziałem. W dodatku z godziny na godzinę, z dnia na dzień staje się coraz lepsza. Coraz zabawniejsza, coraz ciekawsza i coraz bardziej wciągająca. Oto przed Państwem...

PlayPen

PlayPen

Czym jest PlayPen? Dobre pytanie! To zdecydowanie coś więcej niż tylko hipertekstowa opowieść, przedstawiona za pomocą rozpikselowanych obrazków, przypominających grafikę z komputerów 8-bitowych. PlayPen to cały świat powstający na naszych oczach. Świat pełen specyficznego humoru i dziwnych skojarzeń. Miejscami trochę psychodeliczny, dziecinny i wulgarny zarazem.

Powyższa animacja to tylko przedsmak tego co znajdziemy w tym przedziwnym świecie. W dodatku w każdym momencie możemy włączyć się w jego tworzenie dorysowując nowe plansze, postacie, kolejne elementy historii. Jedyne co nas i innych odwiedzających ogranicza to wyobraźnia. Dzięki temu za każdym razem gdy wejdziemy na PlayPen będą na nas czekać nowe miejsca do zwiedzenia.

Kto by pomyślał, że można wykorzystać silnik MediaWiki do tak niesamowitych rzeczy. Mam tylko nadzieję, że PlayPen nadal będzie się rozwijał w dobrym kierunku i nie zostanie zniszczony przez internetowych wandali.

EDIT: A tutaj tumblog Best of PlayPen, na którym zbierane są najlepsze prace powstałe w serwisie.

09:16, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 marca 2010

Dziś przeglądając RSSy natrafiłem na ten obrazek porównujący 20GB w 1980 roku i 32GB w 2010. Uzmysłowiłem wtedy sobie, że przecież mój pierwszy pecet miał dysk twardy, wcale nie taki mały, o pojemności 1080MB (słownie: tysiąca osiemdziesięciu megabajtów), a terabajt to była jakaś zupełnie abstrakcyjnie wielka ilość danych. Tak wspominając sobie Stare Dobre Czasy (słownie: połowa lat dziewięćdziesiątych) przypomniałem sobie o rewolucji, która miała wtedy nadejść.

Rewolucja 3D (słownie: trzy de)

Na początek może mały rys (pre)historyczny. W połowie lat dziewięćdziesiątych minionego wieku w świecie komputerów działo się bardzo wiele ciekawych rzeczy. Nowe technologie powstawały jak grzyby po deszczu. Z roku na rok pecety stawały się coraz szybsze i coraz wydajniejsze. Najnowsze procesory Pentium potrafiły osiągnąć prędkość ponad 100MHz! A pierwsze karty graficzne z akceleracją 2D i 3D (3D Virge, ATI Rage, 3DFX VooDoo) to już było prawdziwe szaleństwo.

Rynek kart graficznych napędzał rozwój gier, a rozwój gier napędzał zapotrzebowanie na karty 3D. Producenci gier prześcigali się w tworzeniu super realistycznej, jak na ówczesne czasy rzecz jasna, grafiki 3D. Każdy kolejny tytuł pokazywał, że da się wycisnąć z komputera jeszcze więcej. Praktycznie wszystko musiało być wtedy w trójwymiarze.

Wirtualna Rzeczywistość

Forte VFX1 Virtual I/O i-glasses

Tak! Wirtualna Rzeczywistość! Virtual Reality! Całkowicie trójwymiarowe, komputerowo generowane światy, to było coś na co wszyscy czekali. Pełen realizm i pełna wolność. Jak w Tronie czy Kosiarzu umysłów. Dla wszystkich wydawało się to wtedy całkowicie naturalnym kolejnym krokiem w rozwoju komputerów. Tak, wirtualna rzeczywistość zawładnęła wyobraźnią wielu ludzi. Wszystkim się wydawało, że staliśmy u progu prawdziwej (cyberpunkowej) rewolucji.

Rok 1995 miał być przełomem. Wirtualna rzeczywistość stała się wtedy dostępna dla każdego użytkownika peceta. Wreszcie pojawiły się pierwsze urządzenia. Najprostsze urządzenie były jedynie stereoskopowymi wyświetlaczami. Te bardziej zaawansowane były naszpikowanymi elektroniką hełmami z nowoczesnymi wyświetlaczami LCD, stereofonicznymi słuchawkami, systemem śledzenia ruchu głowy i futurystycznymi kontrolerami.

Z początku początku urządzenia te były piekielnie drogie, lecz miało się to szybko zmienić, gdy tylko rzeczywistość wirtualna się upowszechni. Jednymi z pierwszych urządzeń były Forte VFX1 oraz Virtual IO i-glasses. Pamiętam jak na jakiś targach komputerowych stałem w długiej kolejce do stoiska dystrybutora którejś z tych firm by choć przez chwilę zagrać w Magic Carpet z hełmem na głowie...

A jeśli ktoś mi nie wierzy, że w roku 2000 wirtualna rzeczywistość miała trafić pod strzechy niech obejrzy poniżej znakomitą reklamówkę hełmu VFX1 z 1995 roku. Hełmu nad którym zachwycały się wszystkie branżowe pisma.

Może jeszcze kiedyś doczekamy się domowej wirtualnej rzeczywistości... Może kiedyś...

00:35, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 stycznia 2010

Przez ostatnie kilka dni Blip coś niedomaga wieczorami... W ramach małej prokrastynacji (to coś jak mały głód) postanowiłem jakość odnieść się do tego, jakże poważnego dla wielu, problemu. W efekcie powstało takie oto "dzieło":

Blip rage!

Od razu chciałbym zdementować wszelkie plotki, jakobym nie lubił pana Oponki. To spoko koleś i należy się cieszyć, że to on informuje o przeciążaniach Blipa, a nie na przykład pani Zofia.

EDIT:
Na bliplogu pojawiła się notka opisująca powody częstych występów pana Oponki. Jeszcze przez kilka(naście) dni trzeba się będzie pomęczyć...

18:53, kosciak1 , Varia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zastanawialiście się czasem, dlaczego to właśnie Brytyjczycy kręcą najlepsze seriale komediowe? Dlaczego to właśnie angielskie poczucie humoru jest tak popularne na świecie? W końcu nawet kręcony w USA House jest tak zabawny głównie dlatego, że jest to serial na wskroś angielski. Jednak zamiast wdawać się w teoretyczne dywagacje nad wyższością brytyjskiego humoru, zachęcę do zajęcia się czymś praktycznym. Na przykład do obejrzenia jednego z najlepszych seriali komediowych ostatniej dekady.

Peep Show

Peep Show

Serial przedstawia życie dwójki dwudziestoparu letnich, mieszkających we wspólnym mieszkaniu przyjaciół z czasów studenckich - Marka i Jeremiego. Różni ich praktycznie wszystko. Mark Corrigan (David Mitchell) pracuje w JLB Credit (korporacji związanej z kredytami), jest aspołecznym introwertykiem z zasadami, racjonalistą, uwielbia historię i jest odrobinę geekowaty. Jeremy 'Jez' Usbourn (Robert Webb) natomiast, to uwielbiający się zabawić luzak i leń, przekonany o swoim wielkim talencie muzycznym. Oprócz niedojrzałości emocjonalnej łączy ich prawdziwy talent do pakowania się w kłopoty i ciągłe niepowodzenia w sprawach sercowych. Nie da się ukryć, że często ich problemy są spowodowane wybraniem najgorszego i najgłupszego rozwiązania jakie tylko jest możliwe (lub zdawałoby się, że nie jest możliwe). Jednak nawet pozornie sensowne i racjonalne działania kończą się w większości wypadków spektakularną klęską. Cóż można poradzić, że cały świat staje im na drodze i zawsze padają ofiarą splotów niefortunnych wydarzeń i pomyłek.

O sile tego serialu stanowią niewątpliwie świetnie napisane i zagrane postacie. Może odrobinę przerysowane, ale dzięki temu bardzo wyraziste i wiarygodne. Po prostu nie można nie czuć do nich sympatii. Nawet jeśli zdarzy im się zrobić coś wyjątkowo podłego, czy głupiego. W końcu każdy z nas zna kogoś takiego jak Mark, Jeremy, Sophie, Jeff, Johnson, Super Hans, Biz Suze, Toni, Dobby, czy Nancy. Do tego nie można zapomnieć o znakomitych, soczystych dialogach, pełnych śmiesznych point i haseł.

Jednak tym, co wyróżnia Peep Show na tle innych seriali jest sposób kręcenia. Większość scen pokazywanych jest w pierwszej osobie, oczami bohatera. W dodatku każdemu działaniu towarzyszy wewnętrzny monolog, dzięki któremu możemy się dowiedzieć o wątpliwościach, obawach i motywach ich działań. Może właśnie dzięki temu tak łatwo jest zrozumieć ich przedziwne zachowania. Przecież każdy z nas codziennie przeżywa dokładnie to samo. Tak. Jest w tym trochę trochę perwersyjnej przyjemności poznawania najgłębiej skrywanych sekretów by przekonywać się, że nie tylko nam się takie rzeczy przytrafiają i że inni mają gorzej.

OK, ale gdzie można Peep Show obejrzeć. O ile mi wiadomo w Polsce serial był (jest?) emitowany jedynie przez Comedy Central. Może jeśli ktoś ma dostęp do Channel 4 będzie mógł obejrzeć Peep Show w telewizji. Od czego jednak jest internet! Teoretycznie Channel 4 udostępnia odcinki online, niestety nie są dostępne w Polsce. Na szczęście jest YouTube. Wystarczy uruchomić kanał Peep Show na YouTube by móc obejrzeć pierwsze 5 serii (szósta seria też jest do odnalezienia). W  dodatku w pełni legalnie, prezentowane odcinki znajdują się w serwisie za zgodą stacji. A potem już tylko wystarczy poszukać wydania DVD.

Na koniec krótkie ostrzeżenie. To nie jest serial dla dzieci. Tematyka jest zdecydowanie "dorosła". Jest tu mnóstwo wulgaryzmów i sporo seksu (mimo, że golizny chyba się nie uświadczy). Nie każdemu przypadnie też ten, dość specyficzny typ humoru.

16:37, kosciak1 , Varia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 stycznia 2010

Są rzeczy, których żaden człowiek na poziomie nigdy nie zrobi. Są rzeczy, o których osoba kulturalna, szanująca siebie i innych, nawet nie pomyśli. A jednak... Od czasu do czasu mamy wątpliwą przyjemność takie żenujące zachowania obserwować.

Jedną z takich rzeczy jest wstrzymywanie się z wykonaniem prawomocnego wyroku. Orzeczenie sądu nakazujące Zbigniewowi Ziobro przeproszenie dr Mirosława Garlickiego uprawomocniło się 9 grudnia 2008. Jednak przedstawiciel partii z "prawem" i "sprawiedliwością" w nazwie, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, poseł i prawnik nie wykonał tego wyroku przez ponad rok. W głowie się to nie mieści, ale dopuszczam do siebie myśl, że jeśli ktoś się bardzo, bardzo uprze, mógłby to jeszcze jakoś zrozumieć, jakoś usprawiedliwić.

Nie znajduję natomiast żadnego wytłumaczenia dla tego, co Zbigniew Ziobro zrobił dzisiaj. A dokonał czegoś, czego nikt nigdy nie powinien robić. Zobaczcie sami... W blokach reklamowych TVP, TVN i Polsatu ukazało się dziś wieczorem takie oto "coś":

Ziobro - przeprosiny

Widzicie to?!? Widzicie?! Tak! On użył Comic Sans! I to boldem!

Tu nie ma już żadnego usprawiedliwienia. Tak się po prostu nie robi. Są pewne granice, których się nie przekracza. Po prostu nie mieści się to w żadnym kanonie dopuszczalnych zachowań. Nie pojmuję jak nisko trzeba upaść by użyć Comic Sans wykonując orzeczenie sądu? I to na oczach milionów Polaków... Przecież to mogły zobaczyć dzieci!

EDIT:
Jeśli ktoś chciałby zobaczyć w pełnej krasię tą typograficzną ucztę dla oczu to niech zerknie na stronę TVN24.

21:55, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (25) »
środa, 23 grudnia 2009

Miałem nadzieję, że jeszcze przed Świętami uda mi się napisać jakąś merytoryczną notkę, jednak czasu starczyło na napisanie jedynie kilku szkiców, by nie zapomnieć.

Nie pozostało więc nic innego jak tylko życzyć wszystkim czytelnikom wesołych Świąt, wielu radości, zdrowia i sukcesów!

Wesołych Świąt!

19:48, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes