Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
czwartek, 06 stycznia 2011

Niedawno poproszony zostałem o pomoc w przygotowaniu fiszek (z ang. flashcards). Zadanie wydawałoby się proste, cóż może być trudnego w wygenerowaniu plików graficznych na podstawie listy słówek. Jak się okazało wcale nie było tak łatwo.

Python Imaging Library

Na początku postanowiłem sprawdzić najprostsze znane mi rozwiązanie. Postanowiłem użyć do renderowania tekstu PIL. Szybko napisałem prosty skrypcik by sprawdzić działanie biblioteki:

#!/usr/bin/env python
# -*- coding: utf-8 -*-

from PIL import Image, ImageDraw, ImageFont

WIDTH = 375
HEIGHT = 50

FOREGROUND = (0, 0, 0)
BACKGROUND = (255, 255, 255)

TEXT = 'zażółć gęślą jaźń'

font_path = '/usr/share/fonts/truetype/ttf-dejavu/DejaVuSans.ttf'
font = ImageFont.truetype(font_path, 32, encoding='unic')

text = TEXT.decode('utf-8')
(width, height) = font.getsize(text)
image = Image.new('RGBA', (WIDTH, HEIGHT), BACKGROUND)
draw = ImageDraw.Draw(image)
draw.text(((WIDTH - width)/2, (HEIGHT - height)/2), 
          text, 
          font=font, fill=FOREGROUND)
image.save('PIL_output.jpg')

A oto efekt:

Prawda, że ładnie? Wydawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku - tekst wygenerowany, pliterki wyświetlone poprawnie, czego chcieć więcej. Nic tylko brać się za renderowanie słówek z listy. A tak, zapomniałem wspomnieć, że słówka są po... arabsku. Jeśli komuś się wydaje, że w XXI wieku, w erze Unicodu nie powinno być żadnych niech spojrzy na to:

Nawet jeśli ktoś nie zna arabskiego od razu zauważy, że coś tu jest nie tak. Frazę można przetłumaczyć jako odwrócony do góry nogami. A przynajmniej powinna to oznaczać, bo to co zostało wyrenderowane to jakaś zupełna sieczka... Trzeba było poszukać innego rozwiązania.

Pango i cairo

Po wieczorze poszukiwań znalazłem właściwe narzędzia: pango, Pycairo] i pangocairo. Oto prosty skrypt wykorzystujące te biblioteki:

#!/usr/bin/env python
# -*- coding: utf-8 -*-

import cairo, pango, pangocairo

WIDTH = 375
HEIGHT = 50

FOREGROUND = (0, 0, 0)
BACKGROUND = (255, 255, 255)

TEXT = 'zażółć gęślą jaźń'

font_description = pango.FontDescription('DejaVuSans 24')
surface = cairo.ImageSurface(cairo.FORMAT_ARGB32, WIDTH, HEIGHT)
cairo_context = cairo.Context(surface)
pangocairo_context = pangocairo.CairoContext(cairo_context)

# layout settings
pango_layout = pangocairo_context.create_layout()
pango_layout.set_font_description(font_description)
pango_layout.set_alignment(pango.ALIGN_CENTER)
pango_layout.set_width(WIDTH*pango.SCALE)

# background
pangocairo_context.set_source_rgb(*BACKGROUND)
pangocairo_context.rectangle(0, 0, WIDTH, HEIGHT)
pangocairo_context.fill()

# render text
pangocairo_context.set_source_rgb(*FOREGROUND)
pango_layout.set_text(TEXT)
layout_width, layout_height = pango_layout.get_pixel_size()
ink, logical = pango_layout.get_pixel_extents()
pangocairo_context.move_to(0, HEIGHT/2 - logical[3]/2)
pangocairo_context.show_layout(pango_layout)

# write to file
surface.write_to_png('pangocairo_output.png')

Zobaczmy efekty:

No! I to mi się podoba! Trzeba napisać trochę więcej kodu, jednak możliwości są o wiele większe.

Powyższe przykłady można pobrać z mojego repozytorium.

20:29, kosciak1 , Dev
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 stycznia 2011

Ale ten czas leci... Przecież dopiero co pisałem podsumowanie roku 2009, a tu już 2010 się zakończył. Nie ma więc co zwlekać tylko napisać parę słów o mijającym roku. Zwłaszcza, że wydaje się całkiem udany.

Rok w liczbach

Wykres wyświetleń bloga w 2010 roku

Większych zmian na blogu chyba nie było, więc przejdę od razu do statystyk:

  • W 2010 roku udało mi się umieścić 69 wpisów. Obawiałem się, że wynik będzie o wiele gorszy. Po dosyć intensywnym pierwszym półroczu nastąpiło zmęczenie materiału i ilość publikowanych notek drastycznie spadła (na przykład we wrześniu nie pojawiła się ani jedna). Sam jestem ciekaw jak to wyjdzie w tym roku, zwłaszcza że niestety czasu na pisanie jakoś ostatnio brakuje.
  • Niestety Blox nie daje mi możliwości na sprawdzenie liczby komentarzy z danego roku, a nie chce mi się pisać narzędzia, które by to sprawdziło. Wydaje mi się jednak, że pojawiło się ich więcej niż w poprzednio.
  • Liczba odwiedzin i wyświetleń w porównaniu z rokiem poprzednim wzrosła o ponad 40%, co wydaje mi się całkiem dobrym wynikiem. Mam nadzieję, że uda się taki trend utrzymać.
  • Dwukrotnie wpisy z bloga pojawiły się na głównej Wykopu (w styczniu i lutym co bardzo dobrze widać na wykresie), a 3 razy na głównej gazeta.pl co dało spory wzrost liczby odwiedzin.
  • Blisko 58% z was używa Firefoxa, 16,5% Opery, 15,75% Chrome, a tylko 6,5% Internet Explorera. W porównaniu z rokiem poprzednim można zauważyć delikatny wzrost ilości użytkowników Opery, oraz spadek liczby użytkowników Internet Explorera i Firefoxa na rzecz Chrome (do którego sam jakoś nie mogę się przekonać).
  • 80% czytelników bloga używa Windowsa (z czego blisko 60% to stary, dobry XP), ponad 16% to użytkownicy Linuksa, a 2,6% stanowią użytkownicy Maców. Pojawia się też coraz więcej użytkowników platform mobilnych (głównie iPhone i Android).

Najpopularniejsze wpisy

  1. Gdzieś na skrzyżowaniu prawa, polityki i typografii - czyli rzecz o doborze (nie)właściwej czcionki na (nie)właściwą okazję.
  2. Programowanie to sztuka (popełniania błędów) - odpowiedź na pytanie dlaczego programowanie sprawia tyle radości.
  3. Subversion - instalacja i tworzenie repozytorium - początek cyklu o Subversion, co roku w TOP 10.
  4. Ubuntu - czcionki, fonty - poradnik dotyczący instalacji windowsowych czcionek.
  5. Prokrastynacja - choroba zawodowa informatyków - wygląda na to, że sporo osób cierpi na tą przypadłość.
  6. Gmail, Google Reader - Cheat Sheets - ściągawki ze skrótami klawiaturowymi dla Gmaila i Google Readera.
  7. Google Buzz Cheat Sheet - do kompletu ściągawka ze skrótami dla Google Buzz. Linki do tych dwóch wpisów pojawiły się na wielu zagranicznych serwisach, czasem dość egzotycznych.
  8. VisualSVN Server - prosta instalacja serwera Subversion - opis jak szybko uruchomić serwer SVN w systemie Windows.
  9. TortoiseSVN - graficzny klient SVN - opis klienta Subversion integrującego się z Windows Explorerem (użytkownicy Linuksa mogą zainteresować się opisem RabbitVCS i Meld).
  10. Subversion - podstawy pracy z wersjonowanymi plikami - początek cyklu o Subversion.

Jak widać listę w tym roku zdominowały głównie wpisy techniczne i poradnikowe. W dodatku głównie te starsze. Spośród wpisów z roku 2010, które nie zmieściły się do głównej 10 bardzo dobrze spisywały się jeszcze:

Plany na 2011

Przede wszystkim mam wielką nadzieję, że uda mi się znaleźć więcej czasu na pisanie na blogu. Niestety (czy może raczej stety) pojawiły się nowe obowiązki, trochę się w moim życiu zmieniło, a tu jeszcze inne formy internetowej aktywności dosyć absorbują. W efekcie trochę wyszedłem z pisarskiej wprawy i coraz trudniej się zmobilizować by coś napisać...

Jest spora szansa, że zrobi się tu trochę bardziej technicznie i Pythonowo - na przykład chodzi mi po głowie cykliczne opisywanie jakiejś ciekawej biblioteki, czy pakietu. Zastanawiam się też nad poradnikiem o systemie Baazar (skoro cykl o Subversion jest tak popularny to chyba jest zapotrzebowanie). Ale co z tego wyjdzie, zobaczy się w praniu.

19:05, kosciak1 , Blog
Link Komentarze (6) »
środa, 29 grudnia 2010

Nie wiem czy wiecie, ale dawno, dawno temu, za Starych Dobrych CzasówTM, gdy miałem jeszcze za dużo wolnego czasu, w przerwach między modowaniem Quake'a zajmowałem się sztuką. Może niekoniecznie Sztuką przez duże SZY, ale taką malusieńką, mocno geekowatą sztuką ASCII-Artową.

ASCII-Art

    ____  _
   /    \/..
--|______|~_)
  /      \ 

Zanim przejdę do prezentacji moich dzieł szybkie przypomnienie o co tak na prawdę chodzi (nie każdy jest starym zgredem, który przesiadywał na pl.rec.ascii-art). Jak sama nazwa wskazuje ASCI-Art to sztuka tworzenia obrazów za pomocą podstawowych znaków ASCII, czyli wszystkich literek, cyferek i znaków interpunkcyjnych wszelkiej maści. Oczywiście wszystko to wyświetlane za pomocą czcionki o stałej szerokości znaków (jak sobie przypomnę te wojny o wyższości Courier New nad Lucida Console i vice versa). Gdyby ktoś się chciał dokształcić to polecam znalezioną pracę magisterską Pauliny Piotrowskiej o ASCII-Arcie, a ja tymczasem przejdę już do konkretów:

Na początek dwa obrazki około świąteczne:

wtorek, 28 grudnia 2010

Co jakiś czas w blogosferze przewija się dyskusja o zarabianiu na treściach, reklamach i ich blokowaniu. Tym razem sprawę "rozpętał" Paweł Opydo, co spotkało się z odpowiedziami fanatyka i Mekka (pod którą to podpisuję się obiema rękami). Sam jako czytelnik jestem zajadłym wrogiem nachalnych, inwazyjnych reklam. Z drugiej zaś strony jako twórca kontentu chciałbym mieć możliwość czerpania zysków ze swojej pracy na blogu. Czy jest więc jakiś sposób, który byłby do zaakceptowania dla obu stron?

Mikropłatności i mikrodarowizny

Jednym z rozwiązań, z którego sam chciałbym korzystać, jest zastosowanie mikropłatności i mikrodarowizn (jeśli chciałbym zapłacić za oferowaną za darmo treść). Jak chciałbym by to wyglądało? Już tłumaczę.

Prostota użycia

By mikropłatności były skuteczne muszą być banalne w użyciu. Jeśli tylko zapragnę komuś rzucić groszem za przeczytaną blognotkę cały proces nie może trwać dłużej niż jedno kliknięcie. Każdy dodatkowy krok może sprawić, że się rozmyślę. Nie powinno wymagać to ode mnie więcej wysiłku niż kliknięcie w "Lajka". Ba! Myślę, że można by nawet sprawę jeszcze bardziej uprościć. W końcu jeśli i tak za każdym razem dokonuję wpłaty na rzecze danego wydawcy to powinienem mieć możliwość utworzenia listy automatycznych płatności. I tak, za każdym razem, gdy dajmy na to przeczytam artykuł na blogu lub w serwisie, automatycznie przekazywane byłyby pieniądze. Oczywiście z późniejszą możliwością cofnięcia wpłaty (na przykład w przeciągu 24 godzin), czy też zwiększenia sumy.

Mikro skala

Tu pojawia się kolejny problem - wysokość wpłat. Moim zdaniem pojedyncza płatność, czy też darowizna musi pozostać bardzo niska. O wiele poniżej psychologicznej bariery płacenia. Tak by nie dochodziło do takiej oto sytuacji. Mówię tu o kwotach na poziomie kilku, maksymalnie kilkunastu groszy. Tak bym nawet przez chwilę nie musiał się zastanawiać nad dokonaniem wpłaty.

To jedna z przyczyn, dla których zupełnie nie przemawiają do mnie pomysły opłat abonamentowych (na tydzień, czy co gorsza miesiąc z góry), czy też wprowadzanie opłat za określony czas dostępu do zasobów archiwalnych. Jeśli w planach mam przeczytanie jednego, dwóch artykułów a wydać muszę kilka złotych to poważnie się zastanowię i najprawdopodobniej zrezygnuję. Co innego gdybym płacił minimalną stawkę za każdy artykuł z osobna. Weźmy taki serwis informacyjny - dziennie przeczytam od 10 do 15 artykułów, przy stawce w okolicach 1-2 groszy za artykuł i tak serwis byłby w stanie zarobić na mnie 5 złotych miesięcznie.

W przypadku blogów spokojnie mógłbym zaakceptować wpłaty rzędu kilkudziesięciu groszy, w niektórych przypadkach może nawet złotówki. Zwłaszcza jeśli to ja mógłbym zdecydować, czy i ile chcę zapłacić. Jak pokazuje przykład The Humble Indie Bundle zasada płać ile uważasz może dać dość dobre wyniki.

Powszechność

Jedyna szansa na to by system taki działał, to jego powszechność i spory zasięg już na starcie. I to zarówno jeśli chodzi o ilość wydawców oferujących treści, jak i o dostępność rozwiązania dla osób, które chciałyby za jego pomocą płacić. Bez przekroczenia początkowej masy krytycznej nie ma szans na sukces.

Boję się, że musi za tym stanąć któryś z dużych graczy - PayPal, Google, czy Facebook. Chyba tylko oni mogą zapewnić odpowiednią ilość użytkowników, infrastrukturę, bezpieczeństwo (również finansowe) i stabilny rozwój w dłuższym okresie czasu.

Obecne rozwiązania

Niestety nie jest dobrze. Do tej pory gdy miałem dobry humor i nadwyżkę środków na PayPalu jako formę darowizny wykorzystywałem system AdTaily i kupowałem reklamę. Jednak nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie, w dodatku wymagające przygotowania grafiki i zaakceptowania ceny reklamy.

Na chwilę obecną jedynym znanym mi systemem mikropłatności z prawdziwego zdarzenia jest Flattr. Niestety nie do końca odpowiadają mi jego założenia i mam spore opory przed dołączeniem. W dodatku przy obecnym zasięgu pozostaje raczej ciekawostką dla geeków. Nawet jeśli zdecydowałbym się przystąpić to nie miałbym gdzie wyklikać wpłat.... Znam może jeden, czy dwa polskie serwisy z buttonami Flattra.

Czy coś takiego pojawi się w najbliższej przyszłości? Mam nadzieję. Jakieś plotki o wprowadzeniu mikropłatności przez PayPal niedawno krążyły w sieci, więc jest jakaś szansa.

wtorek, 14 grudnia 2010

Przerywamy stagnację na blogu by nadać specjalny komunikat! Stało się! Oni znowu to zrobili. Nie ma co owijać w bawełnę, sprawa jest poważna i trzeba działać. Zwłaszcza, że czas ucieka.

The Humble Indie Bundle #2

Tak jak poprzednim razem grupa niezależnych twórców gier komputerowych połączyło swe siły by podczas szalonej akcji promocyjnej zarobić trochę kasy, a przy okazji wspomóc organizacje pozarządowe (EFF i Child's Play).

Przechodząc do rzeczy... W ramach The Humble Indie Bundle #2 w nasze ręce może trafić pięć znakomitych gier:

  • Braid - przepiękna graficznie platformówka z elementami logicznymi, w której możemy bawić się czasem.
  • Cortex Command - coś jakby Wormsy na sterydach, w czasie rzeczywistym, elementami zbierania surowców i kupowania sprzętu.
  • Machinarium - przygodówka twórców Samorosta, chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
  • Osmos - na pewno jest ślicznie i ambientowo, coś więcej będę mógł powiedzieć gdy skończy się ściągać.
  • Revenge of Titans - skrzyżowanie RTSa z grą tower defence w retro oprawie.

Wszystkie gry dostępne są zarówno dla systemu Windows, Mac, jak i dla Linuksa. Żadna z nich nie jest zabezpieczona DRMem, nie ma żadnych ograniczeń ilości pobrań, instalacji, wyboru platformy, ograniczenia czasu ściągania - pełna wolność. Do tego wszystkiego możemy ściągnąć soundtracki do Machinarium, Osmos i Revenge of Titans. A kto wie, czy jak poprzednio ktoś jeszcze się nie dołączy już w trakcie trwania promocji.

Płać ile uważasz!

Za wszystkie te gry możemy zapłacić dokładnie tyle ile uważamy. Mamy też możliwość ustalenia ile z naszej kwoty zostanie przekazane dla twórców gier, a ile dla poszczególnych fundacji.

Podczas poprzedniej edycji The Humble Indie Bundle udało się zebrać 1 273 613 dolarów (tak! ponad milion dolców!), z czego blisko 400 tysięcy zostało przekazane fundacjom. Można więc to chyba uznać za sukces. Co ciekawe najwięcej skłonni byli zapłacić użytkownicy Linuksa - blisko dwukrotnie wyższa średnia wpłata niż w przypadku użytkowników Windowsa. Jak będzie w tej edycji? Podejrzewam, że wyniki mogą być jeszcze lepsze. Już teraz (w kilka godzin po rozpoczęciu) zebrano ponad 200 tysięcy dolarów, a kwota ta cały czas rośnie.

A teraz szybko klikajcie na The Humble Indie Bundle #2 i kupujcie. Dla siebie i jako gwiazdkowy prezent dla znajomych!

23:38, kosciak1 , gry
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 listopada 2010

Zauważyłem w statystykach bloga, że od pewnego czasu pojawia się coraz więcej wejść dotyczących kalendarza. To więc chyba najwyższa pora na przygotowanie wersji na przyszły rok.

Kalendarz kompaktowy 2011

Compact calendar 2011

Jest to polska wersja Compact Calendar autorstwa Davida Seah - przetłumaczyłem co trzeba i ustawiłem daty dni wolnych od pracy w Polsce (w porównaniu z edycją dla roku 2010 pojawiło się święto Trzech Króli). Inny jest też sposób obliczania daty Wielkanocy (powinien działać zarówno w MS Excelu jak i OOo Calcu).

To co wyróżnia Kalendarz kompaktowy od zwykłych kalendarzy to sposób prezentacji. Tu w centrum uwagi jest podział na tygodnie (a nie na miesiące), co ułatwia ocenę czasu trwania wydarzeń.

Do pobrania

22:50, kosciak1 , Hacks
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010

Od zawsze powtarzam, że to komputer jest dla człowieka, a nie człowiek dla komputera. Inaczej mówiąc psim obowiązkiem każdego programu i serwisu jest być nie tylko skutecznym, ale i wygodnym. No dobra, ale co to tak na prawdę znaczy "wygodny" w przypadku oprogramowania? O ile skuteczność dość łatwo zdefiniować, tak z wygodą już nie jest tak prosto.

Wygodnie, czyli jak?

Pracując na komputerze ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest siłowanie się z używanym narzędziem. Nie chcę zmagać się z nieintuicyjnym interfejsem. Nie chcę szukać okrężnych sposobów na wykonanie zdawałoby się banalnej operacji, o której jednak twórcy programu nie pomyśleli. Nie chcę wykonywać żadnych czynności w sposób dla mnie zupełnie nieintuicyjny i/lub przeczący zdrowemu rozsądkowi. Nie chcę klikać ani ruszać myszką więcej niż jest to absolutnie konieczne. Nie chcę być zmuszany do podejmowania decyzji w sprawach, które zupełnie mnie nie obchodzą. Z drugiej zaś strony nie chcę być pozbawiony prawa do decyzji w sprawach, które są dla mnie istotne.

Dla mnie wygodny program to taki, którego w czasie pracy po prostu nie zauważam. Jedyne co ma robić to ułatwiać mi wykonanie wszystkich zadań, w sposób w jaki to ja sobie zaplanowałem i do jakiego to ja jestem przyzwyczajony. Tylko tyle i aż tyle. Musi pozwolić mi skupić się nad tym co chcę zrobić, a nie nad tym jak to zrobić. A jest to możliwe tylko wtedy gdy w pełni współpracuje z użytkownikiem, a nie działa wbrew niemu.

Sprawa mogłaby się więc wydawać prosta, jednak trzeba pamiętać, że dla różnych osób i w różnych sytuacjach wygoda oznaczać może zupełnie różne rzeczy. Ja wyróżniłbym dwa skrajne sposoby na osiągnięcie wygody.

Prostota i minimalizm

Pierwszy przypadek to zachowanie maksymalnej prostoty. W końcu im mniej funkcji i udziwnień, tym mniejsza szansa, że coś zostało zepsute. Jak również im mniej funkcji, tym mniej decyzji jakie musi podejmować użytkownik (zarówno podczas użytkowania, jak i konfiguracji programu) i krótszy czas nauki obsługi i przyzwyczajania się.

Przykładem może tu być komunikator Pidgin, czy też produkty Google - poczta GMail, czy przeglądarka Chrome. Zawierają tylko i wyłącznie najbardziej podstawowe i najistotniejsze funkcje. W zasadzie wystarczy je włączyć i praktycznie od razu można efektywnie z nimi pracować. Co również istotne praktycznie nie trzeba sobie zaprzątać głowy ich konfiguracją.

Można by się tu też pokusić o przywołanie Zasady Pareto - czyli program udostępnia 20% funkcji używanych przez 80% użytkowników, przez 80% czasu pracy z danym narzędziem. Jeśli tylko wystarczy nam te 20% funkcjonalności, a interfejs jest dla nas dostatecznie intuicyjny, zapewne dany program uznamy za wygodny. I nie ma tu znaczenia czy ktoś jest początkującym użytkownikiem, czy też najzwyczajniej w świecie nie przyjmuje zbyt dużej wagi do narzędzia, jedynie chce by dobrze działało.

100% kontroli

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy w perspektywie mamy setki godzin pracy z danym programem. Wtedy 20% funkcjonalności na pewno nam nie wystarczy. Często nawet 100% będzie mało. Tu nie ma już miejsca na kompromisy. Albo jest tak jak tego chcemy, albo szukamy innego narzędzia. Pełna kontrola, nawet nad najdrobniejszymi szczegółami staje się nieodzowna. Tydzień (lub dwa) spędzony na czytaniu dokumentacji, poznawaniu różnych trików i przygotowywaniu wypieszczonego do granic możliwości pliku konfiguracyjnego absolutnie nie jest czasem straconym. To inwestycja, która zwróci się bardzo szybko, bo pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i nerwy.

W przypadku dajmy na to środowiska programistycznego (obojętnie czy mowa tu o IDE, czy o zaawansowanym edytorze tekstu i jego dodatkach) każda, nawet zdawałoby się drobna niedogodność może stać się w dłuższym okresie czasu bardzo irytującym problemem. Problemem poważenie spowalniającym pracę, obniżającym produktywność, podnoszącym poziom frustracji do poziomu, w którym zaczynamy myśleć o rozbiciu monitora za pomocą klawiatury.

Każdy dłużej obcujący z komputerami na pewno ma tego typu programy. Czy to przeglądarka (kochany Firefox z Vimperatorem), wspomniane środowisko programistyczne (Vim, my precious), klient poczty, grup dyskusyjnych (jak sobie przypomnę czasy slrn'a), menadżer plików, czy menadżer okien. Istotne mogą się nawet okazać dorobne zmiany układu klawiatury. To wszystko sprawia, że praca na komputerze staje się prawdziwą przyjemnością.

Granice wygody...

Gdy już uda nam się wybrać najlepsze narzędzia, skonfigurować je w 150% pod swoje potrzeby może się okazać, że wcale nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać. Owszem, gdy tylko pracujemy na swoim komputerze wszystko jest w więcej niż najlepszym porządku. Wystarczy jednak, że zmuszeni jesteśmy pracować w innym środowisku, bez dostępu do ulubionych narzędzi i naszych konfiguracji...

Tak... Nagle sielanka zamienia się w koszmar. Paradoksalnie przez dążenie do ekstremalnej wygody wpadamy w niebezpieczną pułapkę. Okazuje się, że tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do wypracowanych przez nas rozwiązań, że nie jesteśmy już w stanie normalnie pracować na domyślnych ustawieniach, czy też z innymi niż nasze narzędziami.

No bo kto pomyślał, że trzeba sięgać co chwilę po myszkę w trakcie używania przeglądarki internetowej. Tam pal licho przeglądarkę, w trakcie pisania kodu! Pisania! To niewyobrażalne ile trzeba wykonać zbędnych czynności by, dajmy na to, rozpocząć pisanie linijkę wyżej przy zachowaniu wcięć (Home, Enter, strzałka w górę, zamiast po prostu nacisnąć "O"). Już nie wspomnę o braku możliwości zaznaczania dowolnego miejsca w kodzie, pojedynczym schowku, utrudnionym wyszukiwaniu i o tym jak beznadziejnie zaznacza się fragmenty kodu przeskakując strzałkami - znak, po znaku, słowo, po słowie...

środa, 20 października 2010

Wydawało mi się, że wiem wszystko o zarządzaniu okienkami. Cóż... Myliłem się... Spójrzcie sami:

Belka tytułowa okna

Pewnie zastanawiacie się, co tu niby jest takiego ciekawego. W końcu to najzwyklejsze obramowanie okna - belka z ikoną programu, tytułem oraz ikonami minimalizacji, maksymalizacji i zamykania okna. No to przyjrzyjcie się raz jeszcze. Widzicie już? Może zrobię zbliżenie, żeby lepiej było widać.

Przycisk maksymalizacji okna

Tak, to przycisk maksymalizacji okna. Jeszcze niedawno myślałem, że wiem jak z niego korzystać. No bo co to niby za filozofia - klikam i maksymalizuję okno. Wszyscy to przecież wiedzą. Jednak nie wszyscy wiedzą, że to dopiero początek możliwości przycisku maksymalizacji! Kliknięcie środkowym przyciskiem maksymalizuje okno w pionie, a prawym - w poziomie. W dodatku działa to w większości menadżerów okien.

Mała rzecz, a cieszy. Szczególnie przydatne gdy nie mam uruchomionego PyWO i zmuszony jestem przestawiać i ustawić okna za pomocą myszki.

22:58, kosciak1 , Hacks
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 października 2010

Ale się porobiło... Już dawno nie miałem takiego kryzysu blogowego. Owszem, zdarzały się już spokojniejsze okresy, ale żeby cały miesiąc bez choćby jednej malutkiej notki... Po dość mocnej pierwszej połowie roku, gdzie udało mi się osiągnąć zabójczą jak dla mnie częstotliwość 3 wpisów na tydzień, trochę się chyba wypaliłem. Zapał opadł, a brak czasu też zrobił swoje. Zupełnie wypadłem z rytmu i coraz ciężej było ponownie zabrać się za pisanie. Ale jest jeszcze jeden powód - dużo poważniejszy i groźniejszy...

Jak to drzewiej bywało

Na samym początku mojej przygody z internetem wielkiego wyboru nie było jeśli chodzi o możliwości publikowania swoich tekstów. Mogłem ręcznie stworzyć statyczną stronę www, jednak było z nią sporo roboty, a i tak mało kto do niej mógł dotrzeć (bo polskie wyszukiwarki i katalogi stron działały bardzo słabo). Z drugiej strony do dyspozycji były grupy dyskusyjne na Usenecie, z których namiętnie korzystałem.

Potem pojawił się Web 2.0 i wszystko stało się banalnie proste - wystarczyło założyć bloga! Jeśli o czymś chciałem napisać, podzielić się znalezionym linkiem, czy też opinią po prostu pisałem o tym na blogu. I nie trzeba było się zastanawiać nad długością wpisu, czy dopasowaniem tematycznym. Co najwyżej można było rozważać stworzenie osobnego bloga na wpisy mniej techniczne.

Kolejny etap to pojawienie się mikroblogów i postępująca profesjonalizacja blogosfery. Jednak nadal wszystko było w miarę proste. Na Blipie lądowały różne bzdurki i śmiesznostki, oraz rzeczy trochę poważniejsze, gdzie jednak wystarczyło lakoniczne "Podoba mi się", czy "Ciekawa sprawa, warto przeczytać". Na blogu natomiast poruszałem tematy, które wymagały głębszego przemyślenia i opisu dłuższego niż te 160 znaków. Sielanka nie trwała jednak zbyt długo...

Cichy zabójca

Buzz - blogozabijacz

Pojawienie się Google Buzz wywróciło wszystko do góry nogami... Już tłumaczę dlaczego:

  • Buzz jest pod ręką - Gmaila i tak mam otwartego przez praktycznie cały czas, więc nigdzie nie muszę się dodatkowo logować. Wystarczą dwa kliki i już mogę dzielić się linkiem, lub opinią.
  • Buzz jest szybki - nie trzeba przygotowywać screenów, specjalnie formatować tekstu, wystarczy napisać swój komentarz, dodać link i wybrać jeden, czy dwa znalezione obrazki.
  • Buzz nie ogranicza - nie ma znaczenia czy to jedno lakoniczne zdanie plus link, czy post na kilka akapitów. Nie muszę się ograniczać do 160 znaków, ani specjalnie się rozpisywać. Po prostu piszę tyle, na ile mam ochotę.
  • Buzz jest ulotny - to co napiszę przeczyta góra kilkadziesiąt osób, mała jest też szansa by w przyszłości ktoś do archiwalnego buzznięcia dotarł. Nie czuję więc presji by jakoś szczególnie dbać o styl i formę, poprawiać w nieskończoność każde zdanie i akapit. Wystarczy napisać coś z marszu poświęcając na to góra kilkanaście minut i kliknąć "Wyślij".
  • Buzz daje szybki feedback - "lajkowanie" i komentowanie (oraz co ważne śledzenie odpowiedzi na nasze komentarze) jest banalnie proste i bardzo szybkie. Daje to poczucie bliskości z czytelnikami - nawet jeśli jest ich mniej wydaje się, że są aktywniejsi.

Wszystko to sprawia, że mając mało czasu łatwiej jest wrzucić coś na szybko na Buzza niż przygotować porządną notkę na bloga. Nie ma już wtedy znaczenia, że jest to nadal dosyć lakoniczne i powierzchowne. Co z tego, że na blogu dotarłbym do zdecydowanie większej ilości czytelników, że wpis będzie w przyszłości łatwiejszy do znalezienia, a więc też bardziej przydatny dla innych. Ważne jest tylko to, że dana myśl już została opublikowana, można więc zająć się innymi rzeczami, szukać nowych, ciekawych znalezisk. A stan blogowego rozleniwienia cały czas się pogłębia.

Efekty widać już od dawna. Nie chodzi mi tu nawet o stagnację na blogu, raczej zmianę jego profilu. Coraz mniej pojawia się tu wpisów niekoniecznie bardzo poważnych - recenzji albumów, gier, różnych ciekawostek. To wszystko przeniosło się na Buzza. Niestety wpisy techniczne, wymagające wiele przygotowań (czy to w warstwie merytorycznej, czy też wymagają wielu zrzutów ekranu, dodatkowych materiałów) również cierpią. Choćby planowany od jakiegoś czasu mini cykl o konfiguracji Vima, który odkładam ciągle na później. O kilku pomysłach, które zdążyły się już zdezaktualizować, lub zostały już dawno opisane przez innych blogerów nawet nie wspominam.

18:59, kosciak1 , Blog
Link Komentarze (10) »
wtorek, 31 sierpnia 2010

Blog Day 2010

Ale ten czas leci! Już trzeci raz mam okazję włączyć się w obchody święta bloggerów. Jak rok temu i dwa lata temu w ramach Dnia Bloga wybrałem 5 blogów, które chciałbym wam polecić.

  • Internetowy Obserwator Mediów - blog Bogdana Misia, na którym niezmiernie ciekawie komentuje bieżące wydarzenia z kraju i ze świata.
  • BIZNES BEZ STRESU - blog dla tych, którzy szukają motywacji i inspiracji do działania. A w archiwach mnóstwo materiałów o GTD i ZTD.
  • pattern recognition - blog bardzo (pop)kulturalny.
  • Niebezpiecznik - blog, na którym znajdziemy wszystko na temat bezpieczeństwa komputerowo-internetowego.
  • Archeowieści - archeologicznie, naukowo i bardzo ciekawie.
  • Hungover Owls - jako bonus coś nie do końca poważnego, wręcz zupełnie niepoważnego. Fotoblog poświęcony sowom, wyjątkowo skacowanym sowom.

Przy okazji smutna refleksja... W tym roku wybór pięciu blogów (aż pięciu blogów) był dla mnie wyjątkowo trudny. Przeglądając RSSy i zakładki w poszukiwaniu czegoś ciekawego do polecenia zdałem sobie sprawę, że obecnie aktywna jest może z połowa blogów, które jeszcze niedawno czytywałem. Sporo zakończyło już swój żywot, albo już prawie nie jest aktualizowana. Część (zwłaszcza spośród blogów z dość szeroko pojętego IT) to ja przestałem czytać, gdy przerodziły się w bezduszne serwisy publikujące (najczęściej bez jakiejkolwiek weryfikacji) tłumaczenia wpisów z anglojęzycznej blogosfery.

Mam cichą nadzieję, że dzięki tegorocznemu BlogDayowi uda mi się znaleźć kilka nowych, ciekawych pozycji.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes