Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
środa, 20 października 2010

Wydawało mi się, że wiem wszystko o zarządzaniu okienkami. Cóż... Myliłem się... Spójrzcie sami:

Belka tytułowa okna

Pewnie zastanawiacie się, co tu niby jest takiego ciekawego. W końcu to najzwyklejsze obramowanie okna - belka z ikoną programu, tytułem oraz ikonami minimalizacji, maksymalizacji i zamykania okna. No to przyjrzyjcie się raz jeszcze. Widzicie już? Może zrobię zbliżenie, żeby lepiej było widać.

Przycisk maksymalizacji okna

Tak, to przycisk maksymalizacji okna. Jeszcze niedawno myślałem, że wiem jak z niego korzystać. No bo co to niby za filozofia - klikam i maksymalizuję okno. Wszyscy to przecież wiedzą. Jednak nie wszyscy wiedzą, że to dopiero początek możliwości przycisku maksymalizacji! Kliknięcie środkowym przyciskiem maksymalizuje okno w pionie, a prawym - w poziomie. W dodatku działa to w większości menadżerów okien.

Mała rzecz, a cieszy. Szczególnie przydatne gdy nie mam uruchomionego PyWO i zmuszony jestem przestawiać i ustawić okna za pomocą myszki.

22:58, kosciak1 , Hacks
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 października 2010

Ale się porobiło... Już dawno nie miałem takiego kryzysu blogowego. Owszem, zdarzały się już spokojniejsze okresy, ale żeby cały miesiąc bez choćby jednej malutkiej notki... Po dość mocnej pierwszej połowie roku, gdzie udało mi się osiągnąć zabójczą jak dla mnie częstotliwość 3 wpisów na tydzień, trochę się chyba wypaliłem. Zapał opadł, a brak czasu też zrobił swoje. Zupełnie wypadłem z rytmu i coraz ciężej było ponownie zabrać się za pisanie. Ale jest jeszcze jeden powód - dużo poważniejszy i groźniejszy...

Jak to drzewiej bywało

Na samym początku mojej przygody z internetem wielkiego wyboru nie było jeśli chodzi o możliwości publikowania swoich tekstów. Mogłem ręcznie stworzyć statyczną stronę www, jednak było z nią sporo roboty, a i tak mało kto do niej mógł dotrzeć (bo polskie wyszukiwarki i katalogi stron działały bardzo słabo). Z drugiej strony do dyspozycji były grupy dyskusyjne na Usenecie, z których namiętnie korzystałem.

Potem pojawił się Web 2.0 i wszystko stało się banalnie proste - wystarczyło założyć bloga! Jeśli o czymś chciałem napisać, podzielić się znalezionym linkiem, czy też opinią po prostu pisałem o tym na blogu. I nie trzeba było się zastanawiać nad długością wpisu, czy dopasowaniem tematycznym. Co najwyżej można było rozważać stworzenie osobnego bloga na wpisy mniej techniczne.

Kolejny etap to pojawienie się mikroblogów i postępująca profesjonalizacja blogosfery. Jednak nadal wszystko było w miarę proste. Na Blipie lądowały różne bzdurki i śmiesznostki, oraz rzeczy trochę poważniejsze, gdzie jednak wystarczyło lakoniczne "Podoba mi się", czy "Ciekawa sprawa, warto przeczytać". Na blogu natomiast poruszałem tematy, które wymagały głębszego przemyślenia i opisu dłuższego niż te 160 znaków. Sielanka nie trwała jednak zbyt długo...

Cichy zabójca

Buzz - blogozabijacz

Pojawienie się Google Buzz wywróciło wszystko do góry nogami... Już tłumaczę dlaczego:

  • Buzz jest pod ręką - Gmaila i tak mam otwartego przez praktycznie cały czas, więc nigdzie nie muszę się dodatkowo logować. Wystarczą dwa kliki i już mogę dzielić się linkiem, lub opinią.
  • Buzz jest szybki - nie trzeba przygotowywać screenów, specjalnie formatować tekstu, wystarczy napisać swój komentarz, dodać link i wybrać jeden, czy dwa znalezione obrazki.
  • Buzz nie ogranicza - nie ma znaczenia czy to jedno lakoniczne zdanie plus link, czy post na kilka akapitów. Nie muszę się ograniczać do 160 znaków, ani specjalnie się rozpisywać. Po prostu piszę tyle, na ile mam ochotę.
  • Buzz jest ulotny - to co napiszę przeczyta góra kilkadziesiąt osób, mała jest też szansa by w przyszłości ktoś do archiwalnego buzznięcia dotarł. Nie czuję więc presji by jakoś szczególnie dbać o styl i formę, poprawiać w nieskończoność każde zdanie i akapit. Wystarczy napisać coś z marszu poświęcając na to góra kilkanaście minut i kliknąć "Wyślij".
  • Buzz daje szybki feedback - "lajkowanie" i komentowanie (oraz co ważne śledzenie odpowiedzi na nasze komentarze) jest banalnie proste i bardzo szybkie. Daje to poczucie bliskości z czytelnikami - nawet jeśli jest ich mniej wydaje się, że są aktywniejsi.

Wszystko to sprawia, że mając mało czasu łatwiej jest wrzucić coś na szybko na Buzza niż przygotować porządną notkę na bloga. Nie ma już wtedy znaczenia, że jest to nadal dosyć lakoniczne i powierzchowne. Co z tego, że na blogu dotarłbym do zdecydowanie większej ilości czytelników, że wpis będzie w przyszłości łatwiejszy do znalezienia, a więc też bardziej przydatny dla innych. Ważne jest tylko to, że dana myśl już została opublikowana, można więc zająć się innymi rzeczami, szukać nowych, ciekawych znalezisk. A stan blogowego rozleniwienia cały czas się pogłębia.

Efekty widać już od dawna. Nie chodzi mi tu nawet o stagnację na blogu, raczej zmianę jego profilu. Coraz mniej pojawia się tu wpisów niekoniecznie bardzo poważnych - recenzji albumów, gier, różnych ciekawostek. To wszystko przeniosło się na Buzza. Niestety wpisy techniczne, wymagające wiele przygotowań (czy to w warstwie merytorycznej, czy też wymagają wielu zrzutów ekranu, dodatkowych materiałów) również cierpią. Choćby planowany od jakiegoś czasu mini cykl o konfiguracji Vima, który odkładam ciągle na później. O kilku pomysłach, które zdążyły się już zdezaktualizować, lub zostały już dawno opisane przez innych blogerów nawet nie wspominam.

18:59, kosciak1 , Blog
Link Komentarze (10) »
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes