Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
poniedziałek, 28 września 2009

Do Flaker.pl próbowałem podchodzić już kilka razy i zawsze rezygnowałem nawet się nie rejestrując. Niedawno się przełamałem i postanowiłem osobiście sprawdzić o co w tym całym Flakerze chodzi. Po ponad trzech miesiącach niezbyt intensywnego korzystania z serwisu nadal nie wiem co o nim myśleć... Na pewno nie mogę odmówić mu wielkiego potencjału, wielka szkoda że jest on skutecznie marnowany. Ale po kolei.

Flaker - czym to się je?

Odpowiedź na pytanie "Czym jest Flaker" nie jest taka prosta. Na pewno jest tam bardzo społecznościowo i bardzo webdwazerowo, to nie ulega wątpliwościom. Jednak jeśli chodzi o dalsze szczegóły to łatwiej mi będzie wymienić co serwis oferuje, czyli pokazać wiele twarzy Flakera:

  • Lifestreaming czyli zbieranie w jedno miejsce naszej internetowej aktywności. To chyba podstawową funkcją Flakera. Możemy podpiąć przeróżne serwisy: blogi, mikroblogi, Allegro, Naszą Klasę, Wykop, Delicious, Last.FM, Flickr i wiele innych a wszystkie nasze działania na nich będą agregowane na Flakerze.
  • Mikroblogging na samym Flakerze. Czy może raczej mezoblogging, bo pojedynczy wpis może mieć nawet 1000 znaków plus zdjęcie. Sprawia to, że Flaker bardziej podobny jest do np Pingera, Tumblra, czy Soup.io niż do Blipa czy Twittera. Chyba nic nie stoi na przeszkodzie by móc traktować Flakera jako swego rodzaju pełnoprawną platformę blogową.
  • Komentowania każdego flaknięcia, skierowanie całej dyskusji w jedno miejsce jeszcze bardziej upodabnia go do bloga.
  • Ocenianie flaknięć.
  • Rankingi użytkowników - pokazanie najbardziej aktywnych i najbardziej emocjonujących.
  • Wspominanie o użytkownikach używając @UŻYTKOWNIK, nie ma jednak możliwości wysłania wiadomości skierowanej ani prywatnej.
  • Tagowanie wypowiedzi z użyciem #TAGów.
  • Tworzenie historyjek - możemy zebrać flaknięcia o wspólnym mianowniku i prezentować je na osobnej stronie. Czy to ręcznie dodają flaknięcia czy też automatycznie na podstawie tagów. Z tego co widzę istnieje możliwość podpięcia historyjki pod własną domenę jak również redagowania historyjki przez wielu użytkowników.
  • Wiele kanałów dostępu: strona WWW, GG, Jabber, SMS i MMS, email, skryptozakładki, rozszerzenia dla przeglądarek, klienty, API.
  • Promocja własnej strony przy użyciu Trakera. Strony odwiedzane przez wielu flakerowiczów są dość skutecznie promowane w serwisie.
  • Umieszczanie reklam AdTaily na Flakerze, czy też zamawianie reklam in-flak. Strefa E-Commerce.
  • Wiele flakerowych akcji (np ostatnio zorganizowany Flakmecz) oraz integracja z różnymi serwisami (np Tetrykowo). Widać, że twórcy serwisu mają wiele pomysłów na (za przeproszeniem) jego monetyzację.
  • Bardzo zgrana społeczność oddanych użytkowników (przynajmniej takie mam wrażenie).

Prawdopodobnie to jeszcze nie wszystko i o części z funkcji mogę po prostu nie wiedzieć. Flaker rozwija się bardzo dynamicznie i co rusz pojawia się coś nowego.

Jak widać możliwości jest sporo i to od użytkownika zależy w jaki sposób je wykorzysta. Ja osobiście używam Flakera głównie jako serwis life-streamingowy by pozbierać w jedno miejsce notki z bloga, blipnięcia i twittnięcia. Do aktywnego używania Flakera jako samodzielnej platformy mikrobologowej jakoś nie umiem się przekonać, w końcu i tak blip jest już agregowany, więc nie ma sensu tego dublować.

Jak zmarnować potencjał

Niestety, mimo mojej sympatii do serwisu nie jestem w stanie przymknąć oczu na sprawy, które moim zdaniem powodują, że Flaker nie ma szans zdobyć popularności na jaką zasługuje... A niestety jest tego trochę.

  • Nazwa i logo. Cóż... Ciężko brać na poważnie serwis z flakami w nazwie i logiem przedstawiającym dziwne, zielone, martwe coś z wywalonym językiem...
  • Brak zdecydowania czym jest Flaker. Twórcy Flakera chyba chcą by Flaker był wszystkim po trochu a nie tędy droga. Jak coś jest do wszystkiego to... dopowiedzcie sobie sami.
  • Brak dokumentacji i związany z tym przeraźliwie wysoki próg wejścia. To jest chyba największy problem skutecznie odstraszający potencjalnych nowych użytkowników. Po wejściu na Flakera czułem mieszaninę zagubienia i frustracji. Nie wiadomo gdzie i co ustawić, co ani jak można w serwisie robić. Zupełny brak dokumentacji, helpa, FAQ, kompletnie nic... Pozostaje działać po omacku, na chybił trafił, klikać i patrzeć co się dzieje lub pytać użytkowników czekając aż ktoś łaskawie odpowie na n-te pytanie o jedną z podstawowych funkcji serwisu. Jeśli ktoś nie ma za wiele czasu i samozaparcia zrezygnuje po kilkunastu minutach od rejestracji, o ile w ogóle zdecyduje się zarejestrować.
  • Mnóstwo funkcji, z których nie wiadomo jak korzystać. Jeszcze kilka dni temu o historyjkach wiedziałem tylko tyle, że istnieją. Dopiero wczoraj, jakoś zupełnie przez przypadek, odkryłem co i jak. Podobnie z rankingami użytkowników, ciężko mi powiedzieć na jakiej zasadzie powstają. No i niestety sporo jest niedoróbek i prowizorek. Przykłady pierwsze z brzegu - nie mam zielonego pojęcia jak dotrzeć do listy flaknięć oznaczonych jako ulubione czy też źle działający kalendarz aktywności, w dodatku z niewiadomych przyczyn po angielsku. Sprawia to wrażenie, jakby ktoś zaczął dodawać jakąś funkcjonalność a potem o niej zapomniał. Moim zdaniem o wiele lepiej Flakerowi by zrobiło dopracowanie tego co jest a dopiero potem zabranie się za dodawanie nowych funkcjonalności.
  • Chaos na stronie - po ostatnim redesignie trochę się poprawiło ale nadal ciężko się połapać co gdzie jest. Na różnych podstronach znajdują się różne elementy, czasem różnie ułożone. Na przykład zawartość strony głównej i strony "moje", pojawiająca się i znikająca wyszukiwarka, inne elementy opcji dostępne po rozwinięciu menu a inne po kliknięciu w "opcje". Dodatkowo od czasu do czasu coś się nagle zmieni, przemieści, zniknie lub pojawi i nie wiadomo co się stało bo nigdzie nie jest publikowany oficjalny komunikat o zmianach.
  • Flaker wymusza korzystanie ze strony www. Dla mnie o wiele wygodniejszy byłby bot jabberowy, jednak nie działa tak jak można by się tego spodziewać. Nie dostarcza na przykład flaknięć z obserwowanych tagów. Czy dostarcza flaknięcia obserwowanych osób niestety nie wiem, bo od kilku dni bot najzwyczajniej w świecie nie działa i nie mam jak sprawdzić.
  • Problemem też bywa stabilność serwisu, głównie ze względu na problemy z kodem Trakera umieszczanym na stronie.
  • To już może kwestia niezbyt intensywnego korzystania z serwisu ale mam wrażenie, że gdzie nie zerknę to widzę stała grupę kilkunastu, kilkudziesięciu najaktywniejszych użytkowników.
  • A na koniec coś skrajnie subiektywnego - jak dla mnie Flaker jest potwornie nachalny ze swoją "fajnością", trochę jak przy słuchaniu RMFu, czy Zetki, gdzie wszystko musi być cool.

Wszystko to powoduje, że Flarker sprawia wrażenie strasznie über-geekowskie i power-userskie. Sądząc po zachowaniu wąskiej grupy najaktywniejszych użytkowników wielu osobom to na pewno odpowiada i świetnie się bawią. Jednak osoba, która chce dopiero zacząć i nie obserwowała przez ostanie pół roku flaknięć developerów i adminów Flakera czuje się strasznie nieswojo i może nawet trochę obco. Zamiast dobrej zabawy jest zmaganie się z podstawowymi funkcjami.

Kibicuję cały czas Flakerowi i mam nadzieję, że jak najszybciej twórcy zrobią coś ze wskazanymi problemami by stał się on o wiele przyjaźniejszy niż jest teraz. Trochę dokumentacji, naprawienie kilku niedoróbek, ujednolicenie podstron. Na prawdę niewiele potrzeba by odmienić Flakera na lepsze.

czwartek, 24 września 2009

Dziś o poszanowaniu dla języka polskiego. Czy może raczej o braku poszanowania. Nie wiem czy z roku na rok jest z tym coraz gorzej czy też ja się starzeję i staję się coraz większym zgryźliwym zgredem. Ale fakt pozostaje faktem, coraz częściej natrafiam na różne "kwiatki" powodujące zgrzytanie zębów. I to nie tylko na "RoOShoFfyCh bLoGasKacH" czy forach dla gimnazjalistów. Coraz więcej błędów pojawia się nawet w tekstach na Gazecie czy Onecie...

Pisać poprawnie? Ale po co?!

Jak to po co? Powodów jest całe mnóstwo:

  • Pisanie z błędami to jak mówienie do kogoś z pełnymi ustami. A chyba nikt nie lubi słuchać osoby, która sepleni i podczas mówienia pluje śliną i kawałkami jedzenia.
  • Pisanie z błędami to wyraz braku szacunku dla czytelnika. Skoro piszący nie zadał sobie odrobiny trudu napisania poprawnie to nie widzę przyczyny, dla której ja mam zadać sobie trud czytania. W końcu to piszącemu powinno zależeć by ktoś przeczytał jego tekst.
  • Ważne jest nie tylko to co piszemy, ale również jak. Chyba nie chcemy by nasze przemyślenia na bardzo poważny temat zostały skwitowane słowami: Co za baran! Nawet nie umie napisać "który" bez błędu! Czy tego chcemy, czy nie, błędy w tekście sprawiają, że nawet największe mądrości wyglądają niepoważnie i nieprofesjonalnie.
  • Na koniec coś co przekona nawet najbardziej opornych... Pisanie poprawną polszczyzną jest sexy!
  • A argument "patriotyczny", odnoszący się do miłości ojczyzny, lat zaborów i poszanowania dla polskiej mowy, za którą ginęli nasi ojcowie po prostu pominę...

A przecież wystarczy tak niewiele!

Błędy logiczne i gramatyczne

Niestety... O ten typ błędów bardzo łatwo podczas pisania tekstów na komputerze. Niewielka zmiana na początku zdania, wklejenie fragmentu ze zdania następnego, drobne poprawki gdzieś w środku. W efekcie bardzo łatwo stworzyć zdanie-potworka z błędnie odmienionymi słowami albo w ferworze edycji zgubić sens wypowiedzi. A wystarczy przeczytać tekst przed publikacją by szybko zauważyć podejrzane fragmenty.

Interpunkcja

Przyznaje się bez bicia, sam z interpunkcją mam spore problemy. Często zapominam przed którymi spójnikami należy stawiać przecinek, a przed którymi nie i nie zawsze chce mi się sprawdzić. Nic jednak nie może usprawiedliwić pisania z pominięciem wszelkich znaków przestankowych. Czy tak trudno pojąć, że kropki i przecinki nie zostały wymyślone by utrudnić pisanie, tylko by ułatwić przekazanie właściwego sensu wiadomości? Przestawienie umiejscowienia przecinków potrafi często zupełnie wypaczyć sens zdania.

O czymś takim jak brak wielkich liter na początku zdań już nawet nie wspominam. Takiego czegoś po prostu czytać się nie da.

Polskie znaki

Dawnymi czasy w netykietach można było spotkać zalecenie by unikać stosowania polskich znaków diakrytycznych. Było to jednak w czasach gdy skonfigurowanie oprogramowania tak by poprawnie wyświetlało "ogonki" i pozwalało je stosować było trudne, a czasem nawet niemożliwe. Jednak dzisiaj mamy XXI wiek i każdy szanujący się serwis internetowy czy aplikacja nie powinna mieć żadnych problemów z użyciem dowolnych znaków. Nic więc nie stoi na przeszkodzie by pisać poprawnie. Zwłaszcza, że pisanie bez polskich znaków może prowadzić do wielu nieporozumień, bo nikt mnie nie przekona, że nie ma różnic pomiędzy "robieniem komuś łaski" a... no właśnie, więcej tłumaczyć chyba nie trzeba.

Wszelkie tłumaczenia typu "Ale ja nigdy nie używałem polskich znaków, tak pisze się wygodniej" są nic nie warte. Wystarczą jakieś 2-3 tygodnie świadomego naciskania prawego alta by całkowicie się przestawić (jeszcze lepszym pomysłem jest nauka pisania bezwzrokowego!). Potem to właśnie pisanie bez polskich znaków będzie stanowić sporą trudność. A warto włożyć trochę wysiłku w naukwę pisania z ogonkami gdyż w ten sposób zminimalizujemy kolejny problem.

Ortografia

To właśnie błędy ortograficzne najczęściej przyprawiają mnie o zgrzytanie zębów. Jestem w stanie zrozumieć pojawiające się od czasu do czasu błędy czy literówki. Jestem w stanie zrozumieć błędy w trudnych, rzadko używanych słowach. Ale tekstu, w którym widać błąd na błędzie zrozumieć nie mogę. Nikt mi nie wytłumaczy jak możliwe jest napisanie "który" przez "u" a nawet takie coś zdarzało mi się widzieć. Tu nie ma miejsca na tłumaczenia. Zwłaszcza, że dzięki komputerowi możemy ograniczyć problemy z ortografią do minimum. Każda (nowoczesna) przeglądarka internetowa, każdy edytor, nawet część komunikatorów (chociażby Pidgin) posiada wbudowane słowniki ortograficzne. Wyłapanie błędów ortograficznych i literówek nie powinno być więc żadnym problemem.

Ale ja mam dysgrafię / dysortografię!

Pozostaje mi tylko współczuć, na pewno ciężko pracujesz i poświęcasz wiele czasu by pisać poprawnie. Bo chyba robisz coś by zmniejszać skutki dysgrafii / dysortografii? O ile w szkole nauczyciele będą się przejmować zaświadczeniami o zaburzeniach, tak na studiach, w pracy, w kontaktach biznesowych nikogo to obchodzić nie będzie. Life is brutal jak to mówią starzy górale. Ważny jest efekt i żadne tłumaczenia nie mają znaczenia.

Jedyne co trzeba zrobić to użyć odpowiednich narzędzi. Jeśli więc wiedząc o swoich problemach komuś się nie chce poświęcić nawet kilku sekund na użycie słownika i sprawdzenie słów podkreślonych na czerwono, to nie jest żaden problem z dysgrafią czy dysortografią. Jak ktoś pokazuje, że ma w du^H^Hgłębokim poważaniu wszystkich naokoło to nie widzę powodu bym miał poświęcać mu swój czas. A jeśli ktoś ma pretensję i obraża się (lub mnie) po zwróceniu uwagi na błąd w tekście zamiast po prostu go poprawić to równie dobrze mógłby przedstawiać zaświadczenie o byciu głupkiem.

Na koniec

Ja rozumiem, że język polski ze swoimi wyjątkami i często skomplikowaną odmianą jest trudny. Ja rozumiem, że każdy z nas jest tylko człowiekiem. Ja rozumiem, że każdy popełnia od czasu do czasu błędy. Sam czasem popełniam. Ja tylko apeluję by zadać sobie odrobinkę trudu i przynajmniej postarać się ograniczyć ich ilość. Z pożytkiem dla siebie i innych.

12:04, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 września 2009

Po niedawnym wyjściu na jaw informacji o włamaniu na serwer Wykop.pl i wykradzeniu bazy danych z hasłami użytkowników wszyscy piszą o bezpieczeństwie i sposobach na silne hasła. Nie mogłem być gorszy!

Jeśli ktoś chce poczytać o bezpieczeństwie haseł bardziej od strony administracyjno-programistyczno-deweloperskiej zapraszam do lektury wpisu na blogu Piotra Koniecznego. Ja natomiast postanowiłem poznęcać się trochę nad serwisem SimplePassword.com kilka dni temu polecanym przez Jacka.

Na podstawie adresu strony, dla której hasło chcemy wygenerować i hasła głównego, wspólnego dla wszystkich serwisów (a więc jedynego jakie musimy pamiętać) SimplePassword generuje nam za pomocą funkcji skrótu 20 znakowe, stosunkowo silne, alfanumeryczne hasło. Wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku. Niestety w porządku nie jest i to bardzo. Zarówno jeśli chodzi o działanie serwisu:

  • Połączenie z SimplePassword nie jest szyfrowane! Zarówno nasze hasło główne jak i wygenerowane hasło dla serwisu są przesyłane otwartym tekstem. Podsłuchanie tych danych nie będzie dla atakującego problemem. Już nie wspominając o stosowaniu takiego rozwiązania w kafejce internetowej czy będąc podłączonym do jakiegoś ogólnodostępnego hotspota.
  • Skryptozakładka otwiera stronę w tym samym oknie. Po wygenerowaniu hasła musimy ręcznie wrócić do strony, na którą chcemy się zalogować.
  • Przed powróceniem na stronę źródłową oczywiście kopiujemy sobie wygenerowane hasło. Po wklejeniu i zalogowaniu się do serwisu nadal będzie się znajdować w pamięci schowka i wystarczy chwila nieuwagi by wkleić je w nieodpowiednie miejsce.
  • Połączenie z SimplePassword nie jest szyfrowane! Tak, wspominałem o tym na początku, ale to jest bardzo ważna sprawa zupełnie dyskwalifikująca serwis.
  • Nie mamy pewności czy rzeczywiście serwis nie zapamiętuje naszych haseł.
  • Brak informacji o sposobie generowania haseł. Jeśli serwis przestanie działać nie będziemy w stanie odzyskać haseł (o ile nie mamy ich gdzieś zapisanych lub zapamiętanych). Jeśli już zdecydowałbym się na generowanie haseł za pomocą funkcji skrótu zastosowałbym sposób opisany przez Zala.
  • I co najważniejsze połączenie z SimplePassword nie jest szyfrowane!

Jak i samą ideę generowania w ten sposób haseł:

  • Funkcje skrótu generują ciągi alfanumeryczne, o wiele bezpieczniej jest użyć znaków dodatkowych (wykrzyknik, podkreślenie, hash, dolar, znak procentu, gwiazdkę, kropkę, etc)
  • Nie zawsze mamy dostęp do narzędzi pozwalających wygenerować funkcję skrótu, a w głowie raczej sobie tego nie policzymy.
  • Hasła typu DuZorclCqI5aCrRCkluR są praktycznie nie do zapamiętania. A chyba nie po to stosuje się tak silne hasła by zapamiętać je w przeglądarce. O zapisaniu takiego hasła na karteczce i przyklejeniu jej na monitor nawet nie wspominam.
  • Jeśli nawet uda nam się zapamiętać takie hasło to jest ono trudne do wpisania na klawiaturze, bardzo łatwo o naciśnięciu nie tej literki, lub nie wciśnięcie shifta.
  • Jeśli i tak stosujemy jakiś program do zapamiętywania haseł (ja polecam KeePass(X)) to wygodniej jest generować hasła z poziomu takiego programu.
  • Wymyślenie !S1ln3g0#ch@SuA!, które jest proste do zapamiętania i wpisywania jest banalnie proste. Zawsze można użyć różnych mnemotechnicznych sztuczek ułatwiających zapamiętywanie.
  • Jest wiele serwisów o krytycznym dla nas znaczeniu (główne konto pocztowe, logowanie do banku), do których logujemy się bardzo często, więc stosowanie dodatkowych programów, sztuczek jest najzwyczaniej w świecie niewygodne. A brak wygody to najprostsza droga do zaniedbania kwestii bezpieczeństwa.
sobota, 05 września 2009

O Blipie i mikroblogowaniu już trochę na blogu pisałem. Mam jednak wrażenie, że za mało było tam próby opisania samej istoty mikroblogowania. A ostatnio nie daje mi to spokoju. Dlatego dzisiaj trochę moich przemyśleń dotyczących tego jak mikroblogowanie zmienia sposób w jaki zdobywamy informacje i z nimi się obchodzimy.

Odwrócenie kierunku

W przypadku normalnych stron internetowych gdy chcemy się czegoś dowiedzieć sami musimy aktywnie tego poszukać. Czy to przez wykorzystanie wyszukiwarek, czy to przez przeglądanie kolejnych podstron serwisów w poszukiwaniu interesujących nas treści. Informację dostajemy wtedy gdy sami tego chcemy, i to taką jakiej szukamy. W przypadku mikroblogów następuje swego rodzaju odwrócenie kierunku. Określamy interesujące nas źródła informacji - obserwowanych użytkowników, czy też zakres tematów (tagi jak np na Blipie) a system będzie automatycznie przysyłał nam nowe informacje. Nie musimy niczego szukać, to informacja znajduje nas.

Ciągły strumień informacji

Czy tego chcemy czy nie na mikroblogach w pewnym sensie tracimy kontrolę nad docierającymi do nas treściami. W nieregularnych odstępach czasu, przy nieregularnym ich natężeniu, jesteśmy bombardowani nowymi wiadomościami. Teoretycznie pojedyncza wiadomość jest bardzo krótka - ledwie 140, 160 znaków, akurat tyle by móc się zapoznać z całym komunikatem w bardzo krótkim czasie. Czytając je na bieżąco, przy zachowaniu rozsądnej ilości źródeł, nie odczuwamy problemów z ich ogarnięciem. Jednak wystarczy na kilka, kilkanaście godzin odejść od komputera (nie wspominając o dniach) a po powrocie dostaniemy setki takich wiadomości. Zapoznanie się z taką ich ilością stanowi już spory problem i wymaga dużego nakładu czasu. Zwłaszcza, że wiele z tych krótkich statusów zawiera odnośniki do kolejnych materiałów - stron, zdjęć filmów.

Podobny problem możemy spotkać w przypadku nadmiernej ilości subskrybowanych kanałów RSS. Po kilku dniach przerwy ilość nowych artykułów zaczyna przerastać nasze możliwości. Jednak w przypadku RSS zawsze możemy odłożyć przeczytanie nowych wiadomości na później, w przypadku mikroblogów jest to co najmniej utrudnione.

Szybka dezaktualizacja

Na mikroblogach ważne jest to co dzieje się tu i teraz, wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Bardzo szybko informacje przestają być aktualne - przykładem niech będą informacje o korkach w mieście czy krótkotrwałych problemach z działaniem jakiegoś serwisu. Często też już po chwili, w oderwaniu od bieżącego kontekstu, stają się zupełnie niezrozumiałe - choćby komentarze dotyczące odbywających się w trakcie pisania statusów wydarzeń sportowych czy np konferencji prasowych polityków. Już nie wspominając o odbywających się pomiędzy użytkownikami dyskusjach.

Jakość informacji

Problem jakości informacji pojawiających się na mikroblogach jest bardzo często podnoszony przez krytyków tej formy aktywności internetowej. Każdy kto choć trochę wsiąkł w mikroblogi wie, że Blip czy Twitter to nie tylko pisanie o kotach wskakujących na kolana czy o bułkach zjedzonych na śniadanie. Wie również, że na prawdę wartościowe informacje nie pojawiają sie tak często jak byśmy tego chcieli. Informacje ważne są wymieszane z zupełnie błahymi i nieistotnymi. Nie mamy praktycznie żadnej możliwości określenia (lub jest to utrudnione) o czym chcielibyśmy przeczytać w danej chwili czy też określenia ważności informacji.

Aktywne uczestnictwo

Z tego co napisałem powyżej można by odnieść wrażenie, że użytkowanie mikroblogów jest czynnością pasywną, przypominającą raczej skakanie po kanałach telewizora. Nic bardzie mylnego. Na Blipie czy Twitterze jednocześnie jesteśmy odbiorcami jak i twórcami informacji. Wysyłając linka do jakiegoś ciekawego artykułu, komentując, relacjonując czy powiadamiając o różnych wydarzeniach czy zdarzeniach aktywnie tworzymy nowe treści, które zostaną przesłane innym użytkownikom.

Często też zapomina się o chyba najważniejszym aspekcie mikroblogowania - możliwości prowadzenia dyskusji. W każdej chwili możemy zadać pytanie autorowi informacji, wyrazić swoją opinię, skomentować. Wszystko to w czasie rzeczywistym, w sposób o wiele bardziej bezpośredni niż w przypadku np komentarzy pod artykułami na blogu. Mam wrażenie, że tak na prawdę w serwisach mikroblogowych jest o wiele więcej dyskusji niż wysyłania statusów "co się robi".

Szum informacyjny

Niestety... To JEST problem i to poważny. Z każdym kolejnym tagiem, czy użytkownikiem dodanym do obserwowanych wzrasta ilość docierających do nas informacji, które zupełnie nas nie interesują.

Owszem są ludzie tacy jak ^konieczny, czy ^vagla, których wpisy rzadko wykraczają poza bardzo wąski zakres tematów. Jednak większość użytkowników pisze o bardzo wielu rzeczach, z których tylko część jest dla nas interesująca.

Na Blipie pewnym ratunkiem jest podejście tagocentryczne - zamiast obserwować osoby obserwuję tagi. Lecz tu też nie jest tak różowo jak mogłoby się wydawać. Popularny tag to większa szansa na ciekawą treść, ale rówież większa ilość spamu i powtarzających się informacji. W końcu co mnie obchodzi, że komuś zawiesił się #Firefox, już nie mówiąc o czytaniu po raz dwudziesty, że #gmail nie działa. Jest to szczególnie dokuczliwe w przypadku tematów, które nie są w samym centrum moich zainteresowań. Drugi problem to brak ścisłego określenia zakresu tematycznego tagów i z drugiej strony wiele tagów dotyczących jednego tematu.

Nowe obszary

Efektem ubocznym wspomnianego wyżej szumu informacyjnego jest możliwość natrafienia na ciekawe treści zupełnie spoza obszaru naszych zainteresowań. Takich, na które nigdy byśmy nie natrafili podczas codziennego przeglądania, mniej więcej stałego zestawu, blogów czy serwisów internetowych. Może to być dosłownie wszystko - link do ciekawego artykułu, filmu na youtube, nowej muzyki, fajnego webcomicsu, genialny lifehack, czy smakowity pomysł na obiad. Często rekompensuje to całkiem sporą ilość umiarkowanie interesujących treści przez jakie musimy przebrnąć.

Problemy z wyszukiwaniem

Tu mamy do czynienia z dwoma kwestiami. Z jednej strony można mówić o wykorzystaniu mikroblogów jako swego rodzaju wyszukiwarkę. Często zdobyta w ten sposób wiedza jest o wiele bardziej wartościowa od tej jaką oferują wyszukiwarki. W końcu dostajemy odpowiedzi od ekspertów, z którymi zawsze możemy porozmawiać i uściślić pewne kwestie. Jednak trzeba pamiętać, że nie odbywa się to automatycznie jak w przypadku tradycyjnych wyszukiwarek. Jedyne co możemy zrobić to zadać pytanie, starając się dotrzeć do odpowiednich osób przez użycie właściwych tagów. Jednak nigdy nie mamy pewności czy w ogóle dostaniemy odpowiedź, kiedy to nastąpi, ani czy będzie dla nas satysfakcjonująca.

Z drugiej strony pojawia się problem wyszukiwania informacji jakie były publikowane w przeszłości. Charakter mikroblogów sprawia, że wyszukiwanie konkretnych informacji (o ile w ogóle jest zasadne) staje się niezmiernie trudne. Nawet jeśli istnieją odpowiednie mechanizmy - archiwa, czy wyszukiwarki (czy to wbudowane, czy też dostarczane przez zewnętrzne serwisy) ich działanie często jest mało efektywne. Często po prostu łatwiej zadać pytanie i poczekać na odpowiedź.

 

No i znowu się rozpisałem... A i tak mam wrażenie, że tylko dotknąłem tematu...

czwartek, 03 września 2009

Dziś trochę prywaty. Jak już od pewnego czasu można zauważyć na blogu pojawiły się reklamy. Przyznaje, kiedyś sam byłem przeciwny wszelkim formom reklamy w internecie. Ale z wiekiem spojrzenie na pewne sprawy się zmienia. Nadal jestem przeciwny wszelkim formom reklamy inwazyjnej i oszukańczej - taka na blogu się nie pojawi. Jednak nie za duży box z reklamami pokrewnymi tematycznie nie jest już takim problemem.

AdSense

Reklamy AdSense pojawiły się jako pierwsze. Szczerze powiedziawszy nie jestem z nich zbytnio zadowolony i chyba znikną przy okazji planowanego w najbliższej przyszłości redesignu bloga. Główny mój zarzut to nie najlepiej dobrane reklamy, niby ma być kontekstowo, a często nijak się mają do wyświetlanych treści. Druga sprawa to brak wpływu (lub przynajmniej niezbyt wielki) na prezentowane treści. Trzeci to przychody. Przy obecnym ruchu i braku wpływu na stawki jeszcze długo będę musiał czekać na pierwszą wypłatę...

AdTaily

AdTaily to stosunkowo młody, polski system sprzedaży reklam. Wygląda naprawdę zachęcająco. Wydawca ma wpływ na stawki, może moderować reklamy, no i przede wszystkim rozliczany jest od czasu emisji a nie od liczby kliknięć. Mimo wspomnianej na początku mojej niechęci do reklam sam już kilka razy klikałem w reklamy AdTaily (tak między innymi trafiłem na bloga Playr.pl, którego polecam). Można więc sądzić, że ta forma reklamy jest rzeczywiście skuteczna.

Trochę statystyk

Skoro zapraszam do reklamowania sie na blogu warto by było napisać co oferuję, może to zachęci potencjalnych reklamodawców. Tematyka to internet, ciekawe serwisy internetowe i aplikacje oraz okolice (czasem trafi się coś bardziej technicznego np związanego z programowanie). Polecam otagowany spis treści na Delicious.
Jeśli chodzi o statystyki to zapraszam na stronę z informacjami dla reklamodawców, gdzie publikuję aktualne dane.

Najwięcej wejść oczywiście po publikacji nowej notki. Jako, że publikuję dość nieregularnie, jeśli ktoś chciałby rozpocząć emisję reklamy gdy coś nowego pojawi się na blogu proszę o kontakt.

12:52, kosciak1 , Blog
Link Komentarze (5) »
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes