Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
niedziela, 28 września 2008
Dawno, dawno temu, gdy Gmail działał jeszcze w wersji 1.0 stosowałem bardzo przydatny skrypt Greasemonkey GMail Smart-Read Button. Skrypt dodawał przycisk pozwalający na szybkie oznaczanie zaznaczonych wiadomości jako przeczytane / nieprzeczytane. Niestety wraz z nadejściem nowej wersji Gmaila działać przestał.
Na szczęście chłopcy i dziewczęta pracujący nad Gmail Labs poszli po rozum do głowy. Wraz z detektorem zapomnianych załączników pomyśleli o ułatwieniu oznaczania maili jako przeczytane.
By włączyć tą opcję należy w ustawieniach zmienić język na "English (US)", wejść do zakładki "Labs" w ustawieniach i uruchomić "Mark as read" button. Po powrocie do języka polskiego naszym oczom ukaże się taki oto widok:



Niestety nie pozwala na oznaczanie jako nieprzeczytane ale lepsze to niż każdorazowe przedzieranie się przez menu "Więcej czynności"
Jakiś czas temu Paweł Wimmer narzekał na brak obsługi Google Gears dla Google Docs, czy raczej Dokumentów Google, bo o polską wersję językową chodzi.
Niestety w polskiej wersji nadal brak obsługi Gearsów. Na szczęście jest na to bardzo prosty sposób! Wystarczy
  • wejść w ustawienia i przełączyć język na "English (US)". Od razu wyskoczy okienko Gearsów i zapyta czy zezwalamy na instalację obsługi w trybie offline, a następnie o utworzenie skrótu na pulpicie.
  • kliknąć zapisz by przełączyć język i wrócić na stronę główną Google Docs.
  • klikamy w link "Offline" na górnej belce i czekamy aż zakończy się synchronizacja.
  • wracamy do ustawień i przywracamy język polski.
  • Jeśli mimo wyboru języka polskiego strona główna nadal jest po angielsku wracamy do ustawień i jeszcze raz klikamy "Zapisz"
GOTOWE! Mamy działającą obsługę Google Gears dla Dokumentów Google w polskiej wersji językowej tego narzędzia.
sobota, 27 września 2008

Czy tego chcemy, czy nie, przychodzi taki moment w życiu mężczyzny (i kobiety!), gdy trzeba trochę uporządkować swoje życie. Nie ma wyboru - kalendarz musi się stać naszym najlepszym przyjacielem.

Oczywiście można skorzystać ze sprawdzonej metody, czyli kalendarza papierowego. Jest on intuicyjny w obsłudze, nie potrzebuje połączenia z internetem, można łatwo i szybko edytować w nim wpisy, świetnie współpracuje z szeregiem narzędzi takich jak ołówki czy długopisy. Ale... jest taki... wczorajszy...

Rozwiązaniem na miarę naszych czasów jest kalendarz w formie aplikacji internetowej. Niedawno zdałem sobie sprawę, że Kalendarz Google to chyba jedyne narzędzie Google, którego nigdy nie przetestowałem. Teraz wiem, że był to błąd.

Kalendarz Google to:

  • łatwe tworzenie kalendarzy, z którymi możemy pracować w dowolnych programach
  • dzielenie się kalendarzami ze znajomymi (dając im prawo edycji zdarzeń lub tylko pozwalając na przeglądanie)
  • w miarę intuicyjne tworzenie nowych zadań
  • powiadomienia przez e-mail lub SMS - dla każdego z zadań można ustawić kiedy ma zostać wysłane powiadomienie
  • możliwość zagnieżdżania kalendarzy na stronie
  • przeszukiwanie kalendarzy publicznych, stworzonych przez innych
  • importowanie kalendarzy w formacie iCal
  • włączenie prognozy pogody na najbliższe dni
  • powiadamianie mailem o planie dnia
  • i pewnie jeszcze kilka możliwości, których jeszcze nie odkryłem

Bardzo ciekawa jest zwłaszcza możliwość importu kalendarzy. Ja dodałem sobie kalendarze z różnymi świętami czy imieninami.

 

EDIT: W pierwszej wersji notki (jak można wnioskować po jej adresie) była mowa o imporcie do Kalendarza Google programów telewizyjnych. Jednak na prośbę autora kalendarzy z programami usunąłem te informacje.

czwartek, 18 września 2008
Dzisiaj o małej, acz niezwykle przydatnej aplikacji, o której dowiedziałem się dzięki Blipowi. Wspomniał o niej ^kef i już po chwili zainstalowałem ją i nie wiem jak do tej pory mogłem bez niej żyć. Ale do rzeczy!

KatMouse to prosta aplikacja przejmująca kontrolę nad kółkiem myszy.



Możliwości programu:
  • Przewijanie okienka, nad którym znajduje się kursor myszy. Nawet jeśli okienko to nie jest aktywne. Koniec z klikaniem w okno, które chcemy przewinąć!
  • Możliwość ustawienia prędkości przewijania dla każdej aplikacji z osobna.
  • Zamiana działania środkowego (lub jednego z dodatkowych) przycisku myszy - naciśnięcie go powoduje przesunięcie okna na spód. Patrząc z innej perspektywy - przesunięcie okna pod spodem na wierzch.
  • Na szczęście można wyłączyć tą opcję przywracając normalne działanie środkowego przycisku myszy.
  • Możliwość ukrycia ikonki znajdującej się w trayu.
  • Niskie zużycie pamięci na poziomie 3-4 mega RAMu.

wtorek, 16 września 2008
W dzisiejszym odcinku "Z kamerą wśród zwierząt" porozmawiamy o dwóch spokrewnionych ze sobą gatunkach z rodziny Markapowatych.
Pierwszym z nich są dostojne iXeMeLe. Można je łatwo poznać po wspaniale uformowanych ciałach. Uwielbiają schematy, hierarchię, są poukładane i dobrze uporządkowanie. Po udomowieniu świetnie sprawdzają się jako zwierzęta juczne do przenoszenia dużych ilości danych pomiędzy aplikacjami. Są wręcz ubóstwiane przez programistów, wielu nawet śni o nich na Javie. Programiści często bawią się ze swoimi iXeMeLami za pomocą XPath, zapraszają je do DOMów czy nawet na SAX!
Dalekimi kuzynami iXeMeLi są niepokorne HaTeMeLe. W warunkach laboratoryjnych programiści potrafią wyhodować odmiany bardzo podobne do iXeMeLi, lecz zdarza się to nad wyraz rzadko. Występujące na wolności HaTeMeLe są dzikie i niepoukładane. Wszelkie próby ich usytematyzowania za pomocą wszelakich standardów spełzają na niczym. Ciała HaTeMeLi są często groteskowo zniekształcone. Nikogo nie dziwi widok HaTeMela biegającego z otwartym tagiem, czy pomieszanymi atrybutami. Jeśli dodamy, że HaTeMeLe nie znoszą się walidować staje się oczywiste dlaczego programiści ich nie lubią. Gdy zmuszeni są z nimi pracować strasznie się złoszczą, a często nawet rwą włosy i zgrzytają zębami....

JTidy

JTidy to biblioteka będącą implementacją HTML Tidy w Javie. Służy do wytreso^H^H^H^H^H^H^Hnaprawienia i wyczyszczenia nieprawidłowego kodu HTML - domknięcia tagów, prawidłowego zapisania atrybutów, ładnego sformatowania kodu, dodania odpowiedniego DOCTYPE czy też zamiany na XHTML. Dzięki JTidy servlet możemy nawet zintegrować JTidy z naszą aplikacją webową.
Co nam daje takie narzędzie?
  • wykorzystanie jako parser DOM dla dokumentów HTML. Dużo łatwiej wybrać informacje ze strony za pomocą narzędzi typu XPath niż bawić się z wyrażeniami regularnymi
  • naprawa efektów pracy edytorów WYSYWIG
  • oczyszczenie HTMLa generowanego przez naszą aplikację webową dzięki wykorzystaniu filtra wchodzącego w skład JTidy servlet
Użycie JTidy jest niezmiernie proste:
// Tworzymy nowy obiekt JTidy

org.w3c.tidy.Tidy tidy = new org.w3c.tidy.Tidy();

// Wyciszamy komunikaty o błędach, napotkanych problemach
tidy.setQuiet(true);
tidy.setShowWarnings(false);
tidy.setShowErrors(0);

// Ustawiamy opcje czyszczenia
tidy.setSmartIndent(true);
tidy.setWraplen(1000);
tidy.setXmlOut(true);

// Tworzymy InputStream
InputStream in = null;
try {
in = new FileInputStream(new File("[PATH TO FILE]"));
} catch (FileNotFoundException ex) {
ex.printStackTrace();
}

// Parsujemy plik otrzymując Document
// Jeśli zamiast null damy System.out oczyszczony HTML zostanie wyświetlony na konsoli
org.w3c.dom.Document document = tidy.parseDOM(in, null);
W efekcie mamy piękny dokument DOM, na którym możemy do woli bawić się XPathem. Niestety dostarczana przez JTidy implementacja DOM nie jest zgodna z DOM level 3 i nie wszystkie metody są prawidłowo zaimplementowane (np getTextContent zawsze zwraca null).
Na koniec mała uwaga. Na sourceforge w Download znajduje się dość stara wersja JTidy (bodajże siódma), warto poszukać trochę nowszej wersji ósmej.
13:07, kosciak1 , Dev
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 września 2008

W poprzedniej notce wspominałem o odnalezieniu mojej (najprawdopodobniej) pierwszej strony internetowej. Nie napisałem jednak cóż to się na niej znajdowało. A jest to coś, czego od dawna poszukiwałem w czeluściach przepastnego dysku i uznałem już za bezpowrotnie zaginione. Ale po kolei
Rys historyczny


Tak! Quake był jedną z najlepszych i najważniejszych gier komputerowych. Długo oczekiwany następca Dooma powalał na kolana. Wspaniała, w pełni trójwymiarową grafiką (a nie jakieś sprite'y jak w Duke Nukem 3D). Świetna muzyka Trenta Reznora z Nine Inch Nails. Niesamowity mroczny klimat. No i ta grywalność! Zarówno w trybie single player jak i w multiplayerze (ehhh... te LAN party i nocne fragowanie...). I chyba najważniejsza sprawa - łatwość modowania!
Bardzo szybko zaczęły powstawać różnorakie modyfikacje i rozszerzenia. QuakeWorld a później Team Fortress i Capture The Flag - nadające nowe znaczenie rozgrywkom multiplayerowym. Boty pozwalające ćwiczyć do deathmatchy w zaciszu własnego pokoju. Nowe mapy, skiny, bronie, modele - co tylko dało się zmodyfikować było modyfikowane. Powstawały nawet pełne konwersje na przykład QuakeRally zamieniający Quake'a w wyścigi samochodowe! Czy AlienQuake przenoszący nas w uniwersum filmów o Obcym. Nie wspominając już o tworzonych za pomocą Quake'a filmach czy komiksach. Powstawały klany, organizowano konwenty.
Wielki wpływ na cały hype związany z Quake'iem miał rozwój internetu. Jak grzyby po deszczu powstawały strony Quake'owe (przodował o ile mnie pamięć nie myli Planet Quake). Jeśli ktoś nie miał dostępu do internetu (lub ściąganie plików trwało zbyt długo) zawsze mógł delektować się modyfikacjami dostępnymi na płytach CD dodawanych do pism komputerowych (kto jeszcze pamięta Secret Service?).

Moje boje
Ja o ile dobrze pamiętam w modowanie zacząłem się bawić dość późno. Jeśli dobrze kojarze to dopiero w okolicach 1997 roku, gdy wyszedł już Quake II, który nawiasem mówiąc jakoś niespecjalnie mi się podobał - nie miał już tego klimatu. Na płytce z jakiegoś pisma natrafiłem na źródła i kompilator QuakeC i tak się wszystko zaczęło.
Na początku uważne przeglądanie kodu, drobne modyfikacje i obserwowanie efektów po skompilowaniu. Analizowanie modyfikacji innych twórców. A wszystko to w zwykłym Notatniku (tak! bez kolorowania składni), bez użycia narzędzi typu diff i patch. Jako typowy, jeszcze początkujący, użytkownik Windows nawet nie miałem pojęcia, że coś takiego może istnieć. Teraz nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak mogłem w ten sposób cokolwiek napisać.
Inna sprawa, że to był mój pierwszy poważniejszy kontakt z programowaniem. C nie znałem, a jedyne moje doświadczenie to jakieś podstawy BASICa. Ale kroczek po kroczku jakoś to szło. Aż się boję zerknąć do źródeł. Pewnie teraz zdziwiłbym się, że to w ogóle działało.
Efekty modowania
A efekty były więcej niż zadowalające!
  1. Mr Smiley - czyli podmiana awataru Mr Quake'a (smiley.zip)

    -->
  2. Model kija baseballowego zamiast toporka (baseball.zip)

  3. Skin dla psa dla miłośników 101 Dalmatyńczyków (s_dog.zip)

  4. Skin dla bossa z pierwszego epizodu (s_boss.zip)

  5. Skiny dla gracza (s_play.zip)


  6. KosciaK's Quake - moja mini konwersja (m_kos.zip). Zawiera szereg modyfikacji (część wymieniona już wyżej, część dostępna jako osobne mody):

    • miotacz płomieni i napalm czyli niewinne zabawy z ogniem
    • miotacz płomieni w rękach grunta

    • rzucane granaty (m_gran.zip) - rzucanie na podobnej zasadzie jak w Wormsach - ustal kąt a siła rzutu zależna jest od długości przytrzymania przycisku strzału. Jako mały bonus koktajle mołotowa
    • Improved shotgun (m_shot.zip) - dwa tryby strzału ze strzelby: z pojedynczej lufy lub obu na raz oraz potrzeba przeładowywania
    • Minigun (m_mini.zip) - milutka ośmiolufowa, szybkostrzelna zabawka (model "pożyczony" z jakiegoś innego moda)

    • Freezer - zamrażacz przeciwników

    • Blaster (m_blast.zip) - laser Enforcera
    • dodatki typu flary, miny, podmieniony model rakietnicy, dające się rozwalać ciała, zostawianie wybuchającego plecaka

Nie pytajcie jak to zainstalować, jak uruchomić. Już nie pamiętam... Co nieco powinno być napisane w plikach readme, ale nie wiem na ile to wystarczające. Z tego co pamiętam to część z modów wymagała pełnej wersji Quake'a. Bodajże GLQuake nieprawidłowo wyświetlał nowe modele broni.

13:50, kosciak1 , Dev
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 września 2008
Podczas niedawnych porządków, na jednej z płytek odnalazłem moją (najprawdopodobniej) pierwszą stronę internetową! Łezka się w oku kręci i powracają wspomnienia. Pierwszy pecet, pierwsze połączenia z internetem...

Nnooo, proszę sobie wyobrazić...

... druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Dlaczegóż by nie druga połowa lat dziewięćdziesiątych? Dlaczegóż by nie?
  • nowoczesne procesory Pentium taktowane były zegarem stu kilkudziesięciu megaherzy
  • o dwóch czy czterech rdzeniach w domowym komputerze nikomu się nawet nie śniło
  • dyski twarde miały niesamowitą pojemność kilku gigabajtów
  • a dane przenosiło się pomiędzy komputerami za pomocą dyskietek
  • komputer wyposażony był w kilkanaście (no, w porywach do kilkudziesięciu) megabajtów RAMu - czyli mniej niż obecnie karty graficzne
  • a karty graficzne - tu następował prawdziwy przełom. Zaczęły się pojawiać pierwsze karty z akceleratorami 3D (np S3 ViRGE)! 
  • w 1997 pojawiła się rzecz wręcz rewolucyjna - port AGP!
  • wszyscy zachwycali się bogatą 16 bitową paletą kolorów - High Color
  • rozdzielczość ekranu 800x600 była rozdzielczością wysoką (i niezbyt często stosowaną w grach)
  • wyższa rozdzielczość i tak nie sprawdziłaby się na monitorze (kineskopowym rzecz jasna) o przekątnej 13 cali 
  • na ekrany których trzeba było nakładać specjalne filtry chroniące przed szkodliwym promieniowaniem
  • wydany właśnie Windows 95 zachwycał swoją nowoczesnością i możliwościami
  • ale i tak uruchamiany był niezbyt często bo większość gier działała wDOSie (na którym królował Norton Commander)
  • no właśnie! GRY! Wśród FPS królowały Duke Nukem 3D i wydany nieco później Quake Natomiast Warcraft (zwłaszcza część druga) a później Command & Conquer zapoczątkowały modę na RTSy
  • w bólach rodził się Internet!
  • w Polsce upowszechniał się głównie dzięki numerowi 0-202122 (wprowadzony przez TP SA w kwietniu 1996) na który wdzwaniało się za pomocą modemów o zawrotnej prędkości 56kb/s
  • dopiero w 1999 firma Open NET zaczęła oferować internet na zasadzie callbacku w pakietach liczonych w godzinach na miesiąc
  • pierwsze komunikatory powstały dość późno - ICQ w listopadzie 1996,Gadu Gadu dopiero w 2000 - więc korzystało się z IRCa
  • wykorzystywało się więc pocztę elektroniczną a skrzynki mailowe miały wielkość jednego (do kilku, ale to o wiele później) megabajtów
  • na szczęście już od 1996 roku można było założyć darmową (!) skrzynkę w free.poblox.pl
  • a w 1997 roku można było nawet  założyć sobie pierwsze darmowe strony internetowe!
  • for internetowych nie było. Były za to listy mailingowe i Usenet
  • za to można było sobie pograć w gry sieciowe MUD (ciekawe kto jeszcze wie co to było)
  • w ogóle strony www były przeraźliwie statyczne i z niewielką ilością grafiki 
  • by jakąś znaleźć można było wykorzystać różne katalogi i wyszukiwarki -LycosAltaVistaInfoseekWebCrawler czy HotBot (najpewniej nazwy te kompletnie nic ci nie mówią)
  • tak, tak wyszukiwarki Google jeszcze nie było! Powstała dopiero w 1998 roku
Ehhh... To były czasy! Stare Dobre CzasyTM 
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes