Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010

Po przesiadce na Linuxa brakowało mi jednego - dobrego odtwarzacza muzycznego. Niby jest spory wybór, ale nie czarujmy się... Testowałem wiele i żaden z nich nie umywał się nawet do mojego ukochanego foobara2000, którego używałem bodajże od wersji 0.6. Zniechęcony i zawiedziony wróciłem do domyślnego w Ubuntu Rhythmboxa tracąc nadzieję na coś choćby zbliżonego do foobara2000. Na szczęście niedawno pojawił się DeaDBeeF i muszę przyznać, że wiara w dobry linuksowy odtarzacz muzyczny wróciła!

DeaDBeeF - odtwarzacz prawie doskonały

Odtwarzacz DeaDBeeF

Pierwszą rzeczą jaka rzuca się w oczy to ascetyczna wręcz prostota. W DeaDBeeF znajdziemy tylko to co konieczne. W końcu odtwarzacz muzyczny ma odtwarzać muzykę, a nie wyglądać. Tu niepotrzebne są żadne fajerwerki. I tak większość czasu jest zminimalizowany. O wiele ważniejsze jest to co siedzi "pod maską". A tu DeaDBeeF ma się czym pochwalić! Oto najważniejsze możliwości programu:

  • Obsługa wielu formatów, w tym bezstratnych, czy formaty trackerów, chiptunes.
  • Obsługa stacji radiowych i podcastów.
  • Wsparcie dla plików .cue!
  • Playlisty w tabach, wybór widocznych kolumn (i definiowania własnych), możliwość grupowania utworów, wyświetlanie okładek.
  • Wsparcie dla ReplayGain.
  • Gapless playback - czyli odgrywanie albumu bez słyszalnych przerw pomiędzy ścieżkami.
  • Edytor tagów.
  • Graficzny equalizer.
  • System wtyczek, można się więc spodziewać, że w przyszłości pojawi się sporo ciekawych dodatków rozszerzających możliwości odtwarzacza.

Na razie jeszcze kilka rzeczy nie działa jak trzeba - miałem problemy z plikami .mpc, czy tworzeniem skrótów klawiszowych. Ale trzeba pamiętać, że to jeszcze dość wczesna wersja programu (testowałem 0.4.1), który jest ciągle dynamicznie rozwijany.

Jeśli ktoś szuka lekkiego, minimalistycznego odtwarzacza o dużych możliwościach na pewno nie będzie zawiedziony!

16:13, kosciak1 , Linux
Link Komentarze (10) »
czwartek, 24 czerwca 2010

Kilka dni temu przy okazji porównywania Soup.io i Tumblra wspominałem o pomyśle na nowego bloga. Najwyższa więc pora ogłosić start mojego nowego projektu! Oto przed wami...

Poranna prasówka

Poranna prasówka

Jak sama nazwa bloga wskazuje Poranna prasówka poświęcona jest prasie. Tej internetowej ma się rozumieć. Nie wiem jak was, ale mnie prasa elektroniczna fascynuje od dawna. To niesamowite ile błędów można popełnić w jednym akapicie, ile literówek zmieści się w jednym zdaniu, jak bardzo błąd logiczny lub źle postawiony przecinek może wypaczyć sens zdania. Już nie wspominając o tych wszystkich debilnych tytułach i nagromadzeniu przygnębiających wiadomości.

Zamiast zgrzytać zębami widząc wszystkie te błędy, postanowiłem trochę się z nich ponabijać. O brak materiałów jakoś się nie obawiam. Przynajmniej do czasu, gdy dla portali informacyjnych kliki będą ważniejsze od korekty.

18:37, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 czerwca 2010

Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł na bloga. A raczej na takiego tyci bloga. Zbyt małego jak na tradycyjną platformę blogową z jednej strony, a nie mieszczącego się w ograniczeniach mikroblogów z drugiej. Potrzebowałem czegoś pomiędzy tymi dwoma rozwiązaniami - czegoś lekkiego, szybkiego i nowoczesnego.

Tumblelog

Soup.io vs tumblr.com

Tym czego szukałem są tak zwane tumblelogi. Przykładami mogą być serwisy takie jak Tumblr i Soup.io. Pozwalają na wrzucenie krótkich tekstów, zdjęć i obrazów, filmów, odnośników, cytatów. Co najwyżej okraszonych krótkim komentarzem. Tylko tyle i aż tyle. Jednak mimo swego minimalizmu zachowują formę bloga. Co dość ważne dla mnie, w przeciwieństwie do typowych mikroblogów, efekt naszej działalności na takim tumblelogu może być traktowany jako samodzielny byt.

Ale którą platformę wybrać, która jest lepsza? Niestety, jako że nie udało mi się znaleźć wyczerpującego porównania, postanowiłem przeprowadzić testy samemu.

Soup.io

Na pierwszy ogień poszedł serwis Soup.io. Kilka zupek od czasu do czasu tu przeglądam i już kiedyś zastanawiałem się nad założeniem własnej do składowania różnych głupotek. Oto wrażenia:

  • Jeszcze niedawno można było przetestować Soup.io bez potrzeby rejestracji, niestety już tak się nie da. Brak też jakiegoś spisu możliwości, dokumentacji, czy FAQ. Może to zniechęcić potencjalnych użytkowników, którzy nie chcą się od razu rejestrować.
  • Trzy słowa: minimalizm, prostota, szybkość.
  • Praktycznie wszystko jest pod ręką i wystarczą 2-3 kliki by zrobić to co chcemy. Wszystko to dzięki dużej dawce AJAXu.
  • Niestety mamy mały wybór skórek, nie widzę też żadnej oficjalnej biblioteki. Dla ambitnych pozostaje ręczna zabawa z CSS (i tylko CSSem, kodu HTML zmienić nie możemy).
  • Za to niezależnie od wybranego stylu mamy łatwą możliwość włączania i wyłączania różnych elementów (opisy, listy znajomych, nasz awatar, daty wpisów, etc).
  • Praktycznie nie możemy dodać niczego niestandardowego (możliwe, że się da coś dodać w pole opisu i potem ostylować). Nie ma też stron statycznych.
  • Importować dane możemy z bardzo dużej ilości serwisów - świetna sprawa, jeśli ktoś chce traktować zupę jako life-stream.
  • W zakładce eksportu widzę tylko Facebooka. Gdzie Twitter ja się pytam, gdzie inne serwisy...
  • Brak możliwości dodania komentarzy (tylko tak zwane reakcje).
  • Możliwość tworzenia grup - zachowują się podobnie jak prywatne zupy, z tą różnicą, że mogą być prowadzone przez wiele osób jednocześnie.
  • Brak API... Jak to możliwe, że webdwazerowy serwis nie ma API?!?
  • Jeśli to dla kogoś ważne i chciałby wspierać naszych to dodam, że Soup.io to serwis europejski.
  • Niestety zdarzają się problemy z wydajnością serwisu. Czasem pojawiają się błędy, obrazki potrafią się długo wgrywać.

Tumblr

Od Tumblr.com chyba wszystko się zaczęło. Jest to też chyba najpopularniejsza platforma tego typu. Oto moje wrażenia:

  • Strona główna serwisu robi bardzo dobre wrażenie - jest lista funkcjonalności, dział pomocy, katalog blogów, informacje o samym Tumblerze.
  • Po zalogowaniu pierwsza myśl to "trochę to wszystko skomplikowane". Mamy osobny panel administracyjny, osobna strona do ustawiania wyglądu, od strony administracyjnej wygląda to bardziej jak klasyczny blog.
  • Skórek jest mnóstwo i to bardzo różnych, każdy znajdzie coś dla siebie.
  • W dodatku można do woli zmieniać zarówno CSS, jak i kod HTML strony, co daje bardzo duże możliwości modyfikowania wyglądu, jak i umożliwia dodawanie własnych elementów (np. różne widgety, skrypty).
  • Jeśli komuś jeszcze mało to można dodawać strony statyczne.
  • Lista serwisów, z których można importować wpisy nie jest tak duża jak w przypadku Soup.io, wystarczy jednak, że serwis udostępnia kanał RSS.
  • Eksportować można zarówno na Facebooka, jak i na Twittera. Co dość ważne dla osób, które będą chciały podpiąć bloga pod Buzza kanał RSS Tumblera wykorzystuje PubSubHubbub (czyli wpisy będą pojawiać się na Buzzie w czasie rzeczywistym).
  • Bardzo podoba mi się możliwość dodawania wpisów ze wsteczną datą, określenia daty, kiedy wpis ma zostać opublikowany, jak i utworzenie kolejki wpisów (z której wpisy mogą być automatycznie dodawane w wybranych odstępach czasu). Można też zapisywać szkice wpisów.
  • Jest możliwość uruchomienia komentarzy z użyciem Disqus.
  • Można wykorzystać Feedburner do obsługi kanału RSS.
  • Podoba mi się możliwość udostępnienia innym formularza, przez który można podsyłać materiały, czy też zadać pytanie.
  • Można zapraszać innych użytkowników do prowadzenia bloga. Nie dotyczy to jednak podstawowego bloga, jedynie kolejne, trochę z tym namieszali...
  • Jest katalog różnych dodatków i programów (w tym aplikacje dla iPhone'a, Blackberry i innych telefonów).
  • Co dość ważne jest dostępne API.

Cechy wspólne

Oba serwisy pozwalają na:

  • Dodawanie treści za pomocą skryptozakładki, jak i za pomocą e-maila.
  • Tagowanie wpisów.
  • Użycie własnej domeny.
  • Ustawienie dostępu do bloga i jego widoczności.
  • Pozwalają na uspołecznienie bloga - tworzenie listy znajomych, ponowne udostępnienie wpisów u siebie, etc.

Werdykt

Wybór prosty nie jest. Jeśli chciałbym stworzyć takiego mini bloga na różne śmiesznostki znalezione w sieci to pewnie wybrałbym Soup.io (choć brakuje strasznie API i PubSubHubbub). Jednak w projekcie, który chcę uruchomić Tumblr powinien sprawdzić się o wiele lepiej. I tak muszę wcześniej opracować materiały, więc te kilka dodatkowych klików nie jest dla mnie problemem. Za to większe możliwości modyfikacji bloga oraz możliwość określenia daty publikacji wpisów to jest to co mnie przkonało.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Wuwuzele na Mundialu w RPA

BzzzzzZZZZZZwwwwZzZZZzzzZZwwwWWWWwwrrrr
BRRRRRrrrrrZzZZZzzzzzzZZZZ
BrrrrrRRRRRWWWWWWwwwwwzZZZZZZzzzzrrRRRRRrrrrWWWW
BbbbzZZZzzzzrrRRRRRrrrrrrrWWWWwwwwwwwwwwwww
BrrrrRRRRRRRRrrrrWWWWWWwwwwwwZZZzzzzzzzz

13:58, kosciak1 , Varia
Link Komentarze (5) »
sobota, 12 czerwca 2010

Nigdy bym nie pomyślał, że przeróbka Sapera może mnie tak wciągnąć. Tak! Tego Sapera - prawdopodobnie najpopularniejszej gry logicznej, w którą zapewne choć raz grał każdy użytkownik Windowsa na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Zastanawiacie się, co też można wymyślić nowego? Zmiany kształtu planszy, czy pól, dodanie trzeciego wymiaru - to wszystko już było. Ale jeszcze nikt nie połączył Sapera z grą RPG!

Mamono Sweeper

Mamono Sweeper

W Mamono Sweeper nie szukamy min, naszym celem jest... walka z potworami. Jak to w grach RPG bywa, na początku nasz bohater jest w stanie pokonać jedynie te najsłabsze. Jednak z każdą zabitą bestią zwiększa się jego doświadczenie, dzięki któremu awansuje on na kolejny poziom, pozwalający zmierzyć się z coraz to silniejszymi monstrami. I tak powolutku odsłaniamy kolejne pola planszy, aż uda nam się pokonać wszystkie paskudne stwory.

Dostępnych jest kilka poziomów trudności:

  • Easy - banalnie prosty i pozwala na zapoznanie się z grą
  • Normal - stosunkowo prosty, akurat na kilka minut wolnego czasu
  • Huge - duża plansza, wymaga sporo intensywnego myślenia
  • Extreme - jak sama nazwa wskazuje ekstremalny
  • Blind - w którym tylko zaznaczamy poziom potwora
  • Huge x Extreme oraz Huge x Blind - dla prawdziwych hardcore'ów

Jeśli chodzi o kwestie stricte techniczne:

  • wyświetlane liczby na odsłoniętych polach oznaczają sumę siły potworów, na sąsiadujących polach,
  • HP to ilość pozostałych punktów życia,
  • LV to nasz obecny poziom (z zarazem siła),
  • EX to zdobyte doświadczenie,
  • NE to ilość doświadczenia jaką należy zdobyć by awansować na kolejny poziom,
  • u dołu ekranu możemy zobaczyć ile jeszcze pozostało potworów na kolejnych poziomach,
  • za pomocą A i D (lub strzałek ← i →) można oznaczyć siłę potwora na nieodkrytym polu,
  • po kliknięciu na pokonanego potwora zobaczymy siłę otaczających go potworów.

Uważajcie, ta gra wciąga!

17:17, kosciak1 , gry
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 czerwca 2010

Pod Buzza można podpiąć wiele różnych serwisów - bloga, Google Readera, YouTube'a, konto na Twitterze i by wymienić tylko kilka usług. Czy zastanawialiście się kiedyś, co się stanie gdy postanowicie usunąć raz ustawioną witrynę pokrewną? Co się stanie z buzznięciami pochodzącymi z tego źródła? Czy nadal będą widoczne, a jeśli tak to dla kogo? Co z dyskusjami jakie się pod nimi wywiązały? Postanowiłem to sprawdzić wykonując mały eksperyment.

Ustawienia witryn pokrewnych w Google Buzz

Upublicznienie witryny prywatnej

  1. Dodaję witrynę jako prywatną.
  2. Publikuję buzznięcie, ma status Prywatne.
  3. Buzznięcie jest niewidoczne na profilu, w Gmailu widzą je tylko członkowie grupy.
  4. Zmieniam ustawienie witryny na publiczna.
  5. Publikuję nowe buzznięcie, ma status Publiczne.
  6. Nowe buzznięcie widoczne jest zarówno na profilu, jak i w Gmailu u wszystkich osób, które mnie obserwują.
  7. Buzznięcie wykonane w kroku 2. nadal ma status Prywatne i jest widoczne jedynie dla członków grupy.

Usunięcie witryny publicznej

  1. Dodaję witrynę jako publiczną.
  2. Publikuję buzznięcie, ma status Publiczne.
  3. Buzznięcie jest widoczne zarówno na profilu, jak i w Gmailu u wszystkich osób, które mnie obserwują.
  4. Usuwam witrynę z witryn pokrewnych.
  5. Buzznięcie znika z profilu.
  6. Buzznięcie nadal jest widoczne w gmailu u wszystkich osób, które mnie obserwują.
  7. Osoby, które rozpoczynają mnie obserwować po zmianie statusu witryny nie widzą w Gmailu buzznięcia.

Przywrócenie usuniętej witryny

  1. Ponownie dodaję witrynę jako publiczną.
  2. Publikuję nowe buzznięcie.
  3. Nowe buzznięcie widoczne jest zarówno na profilu, jak i u obserwujących.
  4. Osoby, które rozpoczynają mnie obserwować widzą tylko nowe buzznięcie.
  5. Osoby, które obserwowały mnie cały czas widzą oba buzznięcia.

Zamiana witryny publicznej w prywatną

  1. Dodaję witrynę jako publiczną.
  2. Publikuję buzznięcie, ma status Publiczne.
  3. Buzznięcie jest widoczne zarówno na profilu, jak i w Gmailu u wszystkich osób, które mnie obserwują.
  4. Zmieniam ustawienie witryny na prywatną.
  5. Buzznięcie znika z profilu.
  6. Buzznięcie nadal jest widoczne w gmailu u wszystkich osób, które mnie obserwują.
  7. Osoby, które rozpoczynają mnie obserwować po zmianie statusu witryny nie widzą buzznięcia w Gmailu.
  8. Publikuję nowe buzznięcie, ma status Prywatne.
  9. Buzznięcie widoczne jest tylko w Gmailu u członków grupy.

Przywrócenie dostępu publicznego

  1. Ponownie ustawiam witrynę jako publiczną.
  2. Na stronie profilu pojawia się poprzednio opublikowane buzznięcie publiczne (to które zniknęło).
  3. Osoby, które rozpoczynają mnie obserwować widzą w Gmailu poprzednie buzznięcie.
  4. Opublikowane przed ponowną zmianą buzznięcie prywatne pozostaje widoczne jedynie dla członków grupy.
  5. Publikuję kolejne buzznięcie.
  6. Jest widoczne zarówno na profilu, jak i w Gmailu u osób obserwujących.

Inne uwagi

  • Nawet jeśli usuniemy witrynę publiczną, lub zmienimy jej status na prywatną, to buzznięcie, które za jej pomocą publikowaliśmy nadal można znaleźć z użyciem wyszukiwarki wbudowanej w Buzza. Mimo, że już są niewidoczne na naszym profilu.
  • Zmiana ustawień wpływa tylko na to co widać na profilu. Osoby, które nas obserwowały, czy też komentowały nie zauważą żadnej zmiany.
czwartek, 03 czerwca 2010

Od premiery Google Buzz minęło ledwie kilka miesięcy, a ja właśnie zauważyłem, że wpadłem w niego po uszy. Dlaczego? Dobre pytanie... Zwłaszcza, że większość błędów o których już kiedyś pisałem nie została naprawiona. A mimo wszystko ostatnio więcej czasu poświęcałem na dyskusje na Buzzie, niż na pisanie nowych wpisów na blogu.

Buzz... czyli co?

Łatwiej chyba wytłumaczyć czym według mnie Buzz nie jest. Mianowicie na pewno nie jest mikroblogiem. Od klasycznych mikroblogów różni go praktycznie wszystko. Czy tego chcemy, czy nie, limit 140/160 znaków bardzo silnie wpływa na sposób wyrażania myśli, narzuca używanie skrótów myślowych, uproszczeń. Pisząc na Twitterze, czy Blipie tak się tego nie odczuwa, człowiek przyzwyczaja się do tej wymuszonej zdawkowości i po pewnym czasie zaczyna myśleć w 160 znakach.

Na Buzzie, zamiast zastanawiać się, czy zmieścimy się w limicie znaków, można skupić się na tym co chcemy przekazać, czym chcemy się podzielić. Nie trzeba ograniczać się do prostych komunikatów typu: robię to i owo, obejrzałem/przeczytałem i polecam, mam problem z tym i tym, wpadłem na jakiś pomysł. Bez problemu opiszemy bardziej złożone kwestie, przedstawimy naszą argumentację, opiszemy powody dla których coś uważamy za warte polecenia. Jeśli do tego dodamy proste formatowanie tekstu i możliwość dołączania klipów wideo, zdjęć, czy odnośników do innych stron uzyskamy takiego "prawie bloga", coś na wzór tumblra, czy soupy. Jednak fakt wbudowania Buzza w Gmaila oraz sposób prezentacji (a zwłaszcza sposób sortowania) sprawiają, że czyjejś aktywności na Buzzie blogowaniem również nazwać nie można.

Niekończące się dyskusje

Na mikroblogach pojedynczy status jest w zasadzie zamkniętą całością. Owszem, można się do niego odnieść, można próbować dyskutować (czy to wysyłając wiadomości skierowane, czy to używając cytowań i wzmianek o danej osobie), jednak jest to dosyć utrudnione. Śledzenie dyskusji, zwłaszcza z kilkoma osobami na raz, które w dodatku nie obserwują siebie nawzajem, może być prawdziwym wyzwaniem.

Na Buzzie wygląda to zupełnie inaczej. By coś skomentować nie trzeba nigdzie się dodatkowo logować, wystarczy jedno kliknięcie. W każdym momencie możemy też przejrzeć całą dotychczasową dyskusję. Co najważniejsze komentować może praktycznie każdy, nie tylko obserwujący autora (zawsze można komentować w Buzzie na stronie profilu Google). W dodatku, dzięki sposobowi sortowania buzznięć, zawsze jesteśmy na bieżąco i żadna nowa wypowiedź nam nie zginie. W efekcie pojedyncza wypowiedź nie jest li tylko komunikatem, lecz staje się zaproszeniem do dyskusji.

Ta "dyskusjogenność" Buzza sprawia, że przypomina on trochę fora, czy grupy dyskusyjne. Coś jak stary, dobry Usenet, z długaśnymi wątkami, które z każdą kolejną wypowiedzią oddalały się od początkowego tematu. Bo dyskusja, niejednokrotnie jest o wiele ciekawsza niż wpis, który był do niej impulsem. Zwłaszcza jeśli zgromadzi się w jednym miejscu wielu ciekawych komentatorów.

Ciekawi ludzie

Tak to chyba najważniejszy aspekt buzzowania. Sam na Buzzie obserwuję ledwie garstkę osób. Mimo to, dzięki dyskusjom pod ich wpisami, miałem już okazję poznać naprawdę wielu bardzo interesujących ludzi, z którymi można podyskutować na tematy wszelakie. Gdyby nie oni, prawdopodobnie szybko z Buzza bym zrezygnował. Może miałem szczęście trafić na właściwe osoby, cieżko powiedzieć. Na pewno może być to problemem na samym początku, szczególnie dla osób nietechnicznych, które nie prowadzą blogów, które nigdy nie mikroblogowały.

Zwłaszcza, że jest sporo osób, które idą na łatwiznę i cała ich buzzowa aktywność to zaciąganie treści z Twittera, kanału RSS bloga, czy wrzucanie przypadkowych wpisów z Google Readera. Nie widzę jednak powodów by nimi się zajmować. O wiele ważniejsza jest obecność całkiem sporej grupy osób bardzo aktywnych, o wiele aktywniejszych niż na Blipie, czy Twitterze. Jeśli już takie osoby uda się znaleźć, to potem jest już z górki - wystarczy od czasu do czasu zerknąć co też piszą komentatorzy pod ich buzznięciami.

P.S. A gdyby ktoś chciał zerknąć co też tam buzzuję to zapraszam serdecznie.

Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes