Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
czwartek, 25 listopada 2010

Zauważyłem w statystykach bloga, że od pewnego czasu pojawia się coraz więcej wejść dotyczących kalendarza. To więc chyba najwyższa pora na przygotowanie wersji na przyszły rok.

Kalendarz kompaktowy 2011

Compact calendar 2011

Jest to polska wersja Compact Calendar autorstwa Davida Seah - przetłumaczyłem co trzeba i ustawiłem daty dni wolnych od pracy w Polsce (w porównaniu z edycją dla roku 2010 pojawiło się święto Trzech Króli). Inny jest też sposób obliczania daty Wielkanocy (powinien działać zarówno w MS Excelu jak i OOo Calcu).

To co wyróżnia Kalendarz kompaktowy od zwykłych kalendarzy to sposób prezentacji. Tu w centrum uwagi jest podział na tygodnie (a nie na miesiące), co ułatwia ocenę czasu trwania wydarzeń.

Do pobrania

22:50, kosciak1 , Hacks
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010

Od zawsze powtarzam, że to komputer jest dla człowieka, a nie człowiek dla komputera. Inaczej mówiąc psim obowiązkiem każdego programu i serwisu jest być nie tylko skutecznym, ale i wygodnym. No dobra, ale co to tak na prawdę znaczy "wygodny" w przypadku oprogramowania? O ile skuteczność dość łatwo zdefiniować, tak z wygodą już nie jest tak prosto.

Wygodnie, czyli jak?

Pracując na komputerze ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest siłowanie się z używanym narzędziem. Nie chcę zmagać się z nieintuicyjnym interfejsem. Nie chcę szukać okrężnych sposobów na wykonanie zdawałoby się banalnej operacji, o której jednak twórcy programu nie pomyśleli. Nie chcę wykonywać żadnych czynności w sposób dla mnie zupełnie nieintuicyjny i/lub przeczący zdrowemu rozsądkowi. Nie chcę klikać ani ruszać myszką więcej niż jest to absolutnie konieczne. Nie chcę być zmuszany do podejmowania decyzji w sprawach, które zupełnie mnie nie obchodzą. Z drugiej zaś strony nie chcę być pozbawiony prawa do decyzji w sprawach, które są dla mnie istotne.

Dla mnie wygodny program to taki, którego w czasie pracy po prostu nie zauważam. Jedyne co ma robić to ułatwiać mi wykonanie wszystkich zadań, w sposób w jaki to ja sobie zaplanowałem i do jakiego to ja jestem przyzwyczajony. Tylko tyle i aż tyle. Musi pozwolić mi skupić się nad tym co chcę zrobić, a nie nad tym jak to zrobić. A jest to możliwe tylko wtedy gdy w pełni współpracuje z użytkownikiem, a nie działa wbrew niemu.

Sprawa mogłaby się więc wydawać prosta, jednak trzeba pamiętać, że dla różnych osób i w różnych sytuacjach wygoda oznaczać może zupełnie różne rzeczy. Ja wyróżniłbym dwa skrajne sposoby na osiągnięcie wygody.

Prostota i minimalizm

Pierwszy przypadek to zachowanie maksymalnej prostoty. W końcu im mniej funkcji i udziwnień, tym mniejsza szansa, że coś zostało zepsute. Jak również im mniej funkcji, tym mniej decyzji jakie musi podejmować użytkownik (zarówno podczas użytkowania, jak i konfiguracji programu) i krótszy czas nauki obsługi i przyzwyczajania się.

Przykładem może tu być komunikator Pidgin, czy też produkty Google - poczta GMail, czy przeglądarka Chrome. Zawierają tylko i wyłącznie najbardziej podstawowe i najistotniejsze funkcje. W zasadzie wystarczy je włączyć i praktycznie od razu można efektywnie z nimi pracować. Co również istotne praktycznie nie trzeba sobie zaprzątać głowy ich konfiguracją.

Można by się tu też pokusić o przywołanie Zasady Pareto - czyli program udostępnia 20% funkcji używanych przez 80% użytkowników, przez 80% czasu pracy z danym narzędziem. Jeśli tylko wystarczy nam te 20% funkcjonalności, a interfejs jest dla nas dostatecznie intuicyjny, zapewne dany program uznamy za wygodny. I nie ma tu znaczenia czy ktoś jest początkującym użytkownikiem, czy też najzwyczajniej w świecie nie przyjmuje zbyt dużej wagi do narzędzia, jedynie chce by dobrze działało.

100% kontroli

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy w perspektywie mamy setki godzin pracy z danym programem. Wtedy 20% funkcjonalności na pewno nam nie wystarczy. Często nawet 100% będzie mało. Tu nie ma już miejsca na kompromisy. Albo jest tak jak tego chcemy, albo szukamy innego narzędzia. Pełna kontrola, nawet nad najdrobniejszymi szczegółami staje się nieodzowna. Tydzień (lub dwa) spędzony na czytaniu dokumentacji, poznawaniu różnych trików i przygotowywaniu wypieszczonego do granic możliwości pliku konfiguracyjnego absolutnie nie jest czasem straconym. To inwestycja, która zwróci się bardzo szybko, bo pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i nerwy.

W przypadku dajmy na to środowiska programistycznego (obojętnie czy mowa tu o IDE, czy o zaawansowanym edytorze tekstu i jego dodatkach) każda, nawet zdawałoby się drobna niedogodność może stać się w dłuższym okresie czasu bardzo irytującym problemem. Problemem poważenie spowalniającym pracę, obniżającym produktywność, podnoszącym poziom frustracji do poziomu, w którym zaczynamy myśleć o rozbiciu monitora za pomocą klawiatury.

Każdy dłużej obcujący z komputerami na pewno ma tego typu programy. Czy to przeglądarka (kochany Firefox z Vimperatorem), wspomniane środowisko programistyczne (Vim, my precious), klient poczty, grup dyskusyjnych (jak sobie przypomnę czasy slrn'a), menadżer plików, czy menadżer okien. Istotne mogą się nawet okazać dorobne zmiany układu klawiatury. To wszystko sprawia, że praca na komputerze staje się prawdziwą przyjemnością.

Granice wygody...

Gdy już uda nam się wybrać najlepsze narzędzia, skonfigurować je w 150% pod swoje potrzeby może się okazać, że wcale nie jest tak różowo, jak mogłoby się wydawać. Owszem, gdy tylko pracujemy na swoim komputerze wszystko jest w więcej niż najlepszym porządku. Wystarczy jednak, że zmuszeni jesteśmy pracować w innym środowisku, bez dostępu do ulubionych narzędzi i naszych konfiguracji...

Tak... Nagle sielanka zamienia się w koszmar. Paradoksalnie przez dążenie do ekstremalnej wygody wpadamy w niebezpieczną pułapkę. Okazuje się, że tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do wypracowanych przez nas rozwiązań, że nie jesteśmy już w stanie normalnie pracować na domyślnych ustawieniach, czy też z innymi niż nasze narzędziami.

No bo kto pomyślał, że trzeba sięgać co chwilę po myszkę w trakcie używania przeglądarki internetowej. Tam pal licho przeglądarkę, w trakcie pisania kodu! Pisania! To niewyobrażalne ile trzeba wykonać zbędnych czynności by, dajmy na to, rozpocząć pisanie linijkę wyżej przy zachowaniu wcięć (Home, Enter, strzałka w górę, zamiast po prostu nacisnąć "O"). Już nie wspomnę o braku możliwości zaznaczania dowolnego miejsca w kodzie, pojedynczym schowku, utrudnionym wyszukiwaniu i o tym jak beznadziejnie zaznacza się fragmenty kodu przeskakując strzałkami - znak, po znaku, słowo, po słowie...

Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes