Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Kategorie: Wszystkie | Aplikacje | Blog | Dev | Hacks | Linux | Subversion | Varia | gry | khoomei | książki | mjuzik
RSS
piątek, 26 lutego 2010

Minęły już ponad 2 tygodnie od startu Google Buzz i emocje związane z premierą powoli już opadają. Pomimo pozytywnego nastawienia zaczynam zauważać coraz więcej poważnych problemów utrudniających korzystanie z Buzza. Mam wrażenie, że upublicznienie Buzza nastąpiło zdecydowanie za wcześnie.

Co w Google Buzz nie działa tak jak powinno

Zepsuty Google Buzz

Co poszło nie tak? Co Google zepsuło? Oto moja lista najbardziej denerwujących problemów:

  1. Zarządzanie znajomymi - to małe wyskakujące okienko to jakaś wielka pomyłka. Zasłania interfejs Buzza, trzeba przewijać, nie pokazuje wszystkich na raz, osobno trzeba przeglądać obserwujących, osobno obserwowanych...
  2. Podpowiadanie znajomych - o ile na samym starcie podpowiedzi były w miarę trafne (choć nie wiem dlaczego wskazało osoby posiadające maile poza Gmailem, więc nie mogące korzystać z Buzza), tak teraz podpowiedzi są zupełnie nie trafione. Może to ludzie z list dyskusyjnych, nie wiem... Taki Facebook jakoś jest w stanie pokazać przerażająco trafne propozycje, mimo że praktycznie z Facebooka nie korzystam.
  3. Wyszukiwanie znajomych - znowu to małe, paskudne okienko... W dodatku najczęściej nie mogę zobaczyć profilu Google i buzznięć znalezionych osób (brak odnośnika). By przekonać się czy to na pewno jest poszukiwana osoba i czy pisze coś ciekawego (czy warto ją obserwować) muszę ją dodać niejako w ciemno.
  4. Brak osobnego interfejsu - integracja z Gmailem jest fajna, nowoczesna i w ogóle, ale potwornie potrafi obniżyć produktywność rozpraszając nowymi buzznięciami. Na pewno jest sporo osób, które chciałyby pobuzzować nie narażając się na utratę produktywności.
  5. Integracja z Google Readerem - jestem w stanie jakoś przeżyć, że obserwując kogoś na Buzzie, automatycznie obserwuję go w Google Readerze i (chyba) vice versa. Ale znieść nie mogę, że muszę dwa razy oznaczać coś jako przeczytane - raz w Buzzie, drugi raz w GReaderze.
  6. Edycja buzznięć i komentarzy - zgoda, czasem się przydaje, ale nadal uważam, że powinno to być jakoś ograniczone.
  7. Chronologia - czy może raczej jej brak. Sortowanie po dacie ostatniego komentarza (ale nie zawsze) to zły pomysł. W efekcie mamy całkowity chaos i pomieszanie rzeczy nowych, które nas interesują i starych, które ktoś zupełnie nas nieobchodzący skomentował.
  8. Komentarze - dzięki nim cała dyskusja znajduje się w jednym miejscu i strumień buzznięć jest o wiele czytelniejszy niż w przypadku Blipa, czy Twittera. Często dyskusja w komentarzach jest o wiele ciekawsza od oryginalnego buzznięcia. Często jednak dyskusja zbacza na boczny tor i przestaje mnie zupełnie obchodzić. Niestety nadal będzie wyskakiwać (patrz punkt 7.), w dodatku nie mam możliwości ich zwinięcia. W efekcie pół ekranu zajmuje 20 nowych komentarzy będących dla mnie tylko i wyłącznie szumem. Przydałoby się "Mute new comments".
  9. Mute - dwa powyższe problemy teoretycznie rozwiązuje ignorowanie buzznięć. Jednak wtedy znikają one z Buzza! Nie ma (łatwej!) możliwości ponownie się do nich dostać.
  10. Wyszukiwarka - teoretycznie świetna sprawa, możemy w czasie rzeczywistym (mam przynajmniej nadzieję, że w czasie rzeczywistym) przeglądać buzznięcia. Problem polega na tym, że zawsze przeszukujemy wszystkie publiczne buzznięcia. Nie ma możliwości ograniczenia szukania do buzznięć osób, które obserwujemy.
  11. Filtrowanie - jeśli któryś ze znajomych importuje na Buzza statusy z Twittera na pewno czujesz potrzebę ich odfiltrowania. Teoretycznie da się to zrobić stosując rozbudowane filtry Gmaila, jednak Buzz ma być przyjazny. Chciałbym kilkoma kliknięciami wybrać "Ignoruj buzznięcia z Twittera użytkownika Jan Kowalski".
  12. Działanie w czasie rzeczywistym - niby jest PubSubHubbub i inne magiczne rozwiązania, ale nie chce to działać... Wpisy z Twittera zaciągane są partiami co pół godziny, godzinę, często są już wtedy nieaktualne. Wpisy z blogów również pojawiają się ze sporym opóźnieniem (mimo, że już dawno pojawiły się w Google Readerze).
  13. Witryny pokrewne - już nawet nie będę się czepiał, że ta nazwa jest strasznie pokraczna... Problem polega na tym, że tak na prawdę nie wiadomo jak je skutecznie dodawać.
  14. Załączniki - próbowaliście kiedyś dodać do buzznięcia kilka obrazków z użyciem URLa? To chyba nie powinien być problem i nie powinienem być zmuszany do wcześniejszego zgrywania ich na dysk. Podobnie z obrazkami ze stron. Mogę dodać obrazki tylko z pierwszej podanej strony.
  15. Skróty klawiaturowe - fajnie, że są. Niesamowicie ułatwiają pracę. Nieskromnie dodam, że moje ściągawki ze skrótami dla Buzza zrobiły prawdziwą furorę. Niestety brak najważniejszego - nie da się wysłać nowego buzznięcia bez dotykania myszy!

Czy to wszystkie problemy? Niestety nie... Jest ich sporo więcej, lecz nie są tak uciążliwe.

Buzz miał być rewolucją. Miał wciągnąć do mikroblogowania tych, którzy o mikroblogowaniu nie mają pojęcia. Miał być pierwszą społecznościową usługą Google, która odniesie sukces. Boję się, że Google popełniając tak dużo błędów zaprzepaściło swoją szansę. Teraz będzie musiało ponownie przekonać wszystkich tych, którzy do Buzza zdążyli się zrazić.

czwartek, 25 lutego 2010

Dziś trochę nietypowo - recenzja sprzętu. Jeśli zastanowić się jakie urządzenie jest najważniejsze podczas pracy, to chyba każdy kto sporo pracuje przy komputerze przyzna, że dobra mysz to podstawa. Pod koniec ubiegłego roku, mając już serdecznie dość poprzedniej myszy, postanowiłem poszukać nowego gryzonia. Wydawało mi się, że nie mam zbyt dużych wymagań. Zależało mi tylko na tym by mysz była bezprzewodowa, wygodna, z rolką i dwoma przyciskami pod kciukiem. Niestety okazało się, że po odsianiu małych myszek do notebooków, designerskich dziwactw, tych wypasionych dla graczy i taniego barachła za wiele nie zostało...

Logitech MX1100

Mysz Logitech MX1100

Po długich poszukiwaniach zdecydowałem się na Logitech MX1100. Jest to mysz laserowa z rozdzielczością 1600 DPI (można regulować czułość za pomocą przycisków), bezprzewodowa, kółko oprócz umożliwia też przewijanie na boki, do tego trzy przyciski pod kciukiem - przód, tył, oraz jeden "ukryty" (świetna sprawa!). Oto jak się sprawuje.

Wygoda

Po rozpakowaniu pierwszą moją myślą było "Ależ ona wielka!". Po założeniu baterii okazało się, że jest też dość ciężka. Tak, jest to kawał solidnie wyrośniętej myszy - bardzo masywna, szeroka i stosunkowo wysoka. Dla osób o małych dłoniach lub przyzwyczajonych do maluśkich myszek laptopowych może to być spory problem, może się wydawać dosyć nieporęczna. Przyznam, że sam na samym początku miałem trochę problemów z przyzwyczajeniem się i przed każdym użyciem zastanawiałem pod jakim kątem ją trzymać.

Gdy tylko przestałem myśleć jak ułożyć dłoń, tylko po prostu zacząłem ją normalnie używać zacząłem doceniać ergonomiczne kształty. Dłoń dobrze leży oparta o myszkę, nadgarstek nie ma tendencji do wyginania się w jakiejś dziwnej pozycji jak to czasem ma miejsce. Nawet po dość długim machaniu myszą nie czuję większego zmęczenia. Muszę przyznać, że jest to jedna z najwygodniejszych myszy jakie miałem okazję używać.

Szalona rolka

Rolka ma tu dwa tryby działania, przełączane mechanicznym przyciskiem pod rolką. Pierwszy to zwykłe przeskakiwanie o jeden ząbek jak w normalnej myszce, nic nadzwyczajnego. Drugi tryb, ten szalony, to bezwładne kręcenie się przez nawet kilka(naście) sekund. Wystarczy delikatnie szturchnąć kółko a przeglądana strona zaczyna się przewijać, i przewijać, i przewijać. Aż chce się zacząć krzyczeć "Weeeeeeeeeeeeeeeeee!". Gdy już się człowiek przyzwyczai jest to bardzo fajne, jednak z początku można mieć wrażenie, że jest aż zbyt czuła. Wystarczy lekkie dotknięcie, czy nawet przesunięcie palca podczas podnoszenia z kółka by wykonać kilka obrotów. Na początku może być to dosyć frustrujące. W sumie długo trwało zanim nauczyłem się ją ujarzmiać.

Elektronika

Jak już wspomniałem rozdzielczość wynosi 1600 DPI i jest możliwość zmiany czułości za pomocą przycisków na myszce. Jeśli chodzi o dokładność to nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie gram, ani nie zajmuję się grafiką, więc nie mam jakichś specjalnie wysokich wymagań - po prostu nie widzę żadnych problemów.

Jeśli chodzi o bezprzewodowość to jak jak na razie nie sprawuje się całkiem dobrze. Kilka razy, zdarzyło się delikatne przerywanie, jednak włączenie i wyłączenie (lub wyjęcie i włożenie baterii) rozwiązywało problem. Nie jest to nic uciążliwego w normalnej pracy.

Producent reklamuje się, że mysz może pracować na jednym zestawie baterii ponad pół roku. Sam jestem ciekaw jak to wygląda w rzeczywistości. Na razie, po 2 miesiącach intensywnej pracy (i nie wyłączania jej), nadal wydaje się działać OK.

Oprogramowanie

Po podłączeniu myszki do Ubunti 8.10 od razu zadziałała. Wszystkie klawisze są rozpoznawane i nie ma żadnych problemów. Jedynie w Compizie musiałem ręcznie wpisać Button10 by podpiąć zdarzenie pod "ukryty" przycisk pod kciukiem, gdyż na liście rozwijanej można wybrać jedynie przyciski od 1 do 9.

Jak sprawuje się oprogramowanie dla Windowsa dołączone na płycie niestety nie mam jak sprawdzić.

Wady

Nic niestety nie jest doskonałe. Niektórych mogą trochę denerwować dość głośne przyciski i rolka (w trybie skokowym). Poważniejszym problemem mogą być ślizgacze. Już po 2 miesiącach użytkowania mam wrażenie, że mysz nie ślizga się już tak jak na początku. Dotychczas mysz po prostu jeździła po blacie biurka. Widzę jednak, że muszę zainwestować w jakąś podkładkę by zupełnie ich nie zedrzeć. Nie wiem też jak sprawuje się w testach wytrzymałościowych, jak na razie mysz nie przejawiała tendencji suicydalnych i nie skakała z biurka na podłogę.

poniedziałek, 22 lutego 2010

My tu sobie gadu, gadu o jakichś linuksach, mikroblogach, skryptach, czy innych internetach, a tu niepostrzeżenie parę dni temu niniejszy blogasek skończył 3 lata!


Zdjęcie autorstwa Theresa Thompson na licencji CC-BY

Kto by pomyślał, że to już tyle czasu minęło... W sumie sam jestem zaskoczony, że przez te trzy długie lata nie opadł zapał do pisania, że nie rzuciłem tego w cholerę. A tu proszę!

Przyznać trzeba, że początki były trudne. Sam nie wiedziałem tak do końca o czym chcę pisać, jak mam pisać i po co w ogóle pisać tego całego bloga. Aż dziwne, że ktokolwiek chciał wtedy moją pisaninę czytać. Gdy czasem zerknę do najstarszych wpisów to ogarnia mnie lekkie przerażenie. Słaba treść, mizerny styl. Coż, wtedy traktowałem bloga bardziej jako formę notatnika, zapisując różne rzeczy by móc do nich później wrócić. To że ktoś jeszcze może to przeczytać i z tego skorzystać było raczej efektem ubocznym niż celem.

Chyba dopiero od mniej więcej roku moje podejście zmieniło się dość zasadniczo. Wydaje mi się, że w końcu udało się znaleźć niszę, w której dobrze się czuję, wykrystalizował się pomysł na prowadzenie bloga. No i pojawiło się "parcie na czytelnika". Zacząłem więcej czasu poświęcać na pracę nad stylem, opracowanie tematu, przygotowanie dodatków, doszlifowanie każdej notki. I wiecie co? To chyba działa! Coraz więcej osób tu zagląda (część z Was chyba nawet dosyć regularnie), coraz więcej pojawia się komentarzy. Więc chyba nie tylko ja jestem zadowolony z efektów pracy.

W tym miejscu chciałbym Wam wszystkim podziękować za te trzy długie lata. To właśnie dzięki Wam, drodzy czytelnicy, czerpię coraz więcej radości z blogowania. To dzięki Wam codziennie zastanawiam się co by tu jeszcze nowego wymyślić, z czym się z Wami podzielić, jak pisać coraz lepiej i ciekawiej.

Dziękuję!

20:24, kosciak1 , Blog
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 lutego 2010

Korzystając z odrobiny wolnego czasu napisałem nową wersję skryptu Dropbox-index - skryptu pozwalającego na łatwe udostępnianie katalogów z użyciem Dropboxa. Mam nadzieję, że wprowadzone zmiany okażą się pomocne.

Dropbox-index

W wielkim skrócie skrypt Dropbox-index generuje pliki index.html z zawartością folderu w celu łatwego udostępniania w publicznym folderze Dropboxa. Czym jest Dropbox oraz opis skryptu można znaleźć w notce Dropbox-index - łatwe udostępnianie katalogów. Wszystkie szczegóły są też dostępne na stronie projektu Dropbox-index. Najwyższa więc pora opisać nowości w wersji 0.4

Sortowanie kolejności plików

Dropbox-index - sortowanie plików

Od teraz klikając na nagłówkach można sortować pliki po nazwie, wielkości i dacie ostatniej zmiany. Przy sortowaniu wielkość liter nie jest brana pod uwagę, a katalogi zawsze wyświetlane są na początku. Do sortowania wykorzystuję bibliotekę jQuery, więc powinno działać we wszystkich nowoczesnych przeglądarkach internetowych.

Dodatkowe informacje

Dropbox-index - dodatkowe informacje

Kolejną nowością jest możliwość dodania dodatkowych informacji o zawartości katalogów. Jeśli w folderze znajduje się plik z dir-info w nazwie (nazwy dir-info, dir-info.txt, dir-info.html są poprawne) jego zawartość zostanie dołączona do wygenerowanego pliku index.html, a sam plik nie zostanie umieszczony na spisie. Plik z dodatkowymi informacjami może zawierać kod HTML.

Szablony

Dropbox-index - przykładowy szablon

Poprawkę skryptu z wykorzystaniem szablonów podesłał mi Tommy MacWilliam. O co chodzi? Jako argument wywołania skryptu wystarczy dodać -T a skrypt wygeneruje listy plików na podstawie podanego szablonu. Szablon zostanie użyty do wygenerowania wszystkich stron, wraz z podkatalogami (jeśli użyty został argumenr --recursive). Oryginalny CSS i kod JavaScript zostaną automatycznie dołączone, jednak nic nie stoi na przeszkodzie by dołączyć własny arkusz stylów.

W treści szablonu musimy umieścić znacznik %(FILES)s - w jego miejsce wstawiona zostanie tabela z listą plików. Dodatkowo możemy umieścić następujące znaczniki:

  • %(FAVICON)s - umieść wewnątrz elementy HEAD jeśli chcesz by wygenerowane strony miały Dropboxową faviconkę
  • %(ENCODING)s - kodowanie znaków rozpoznane przez skrypt
  • %(PATH)s - nazwa katalogu
  • %(DIR_INFO)s - w miejsce tego znacznika wstawione zostaną dodatkowe informacje pochodzące z plików dir-info

 

Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły na zmiany, lub znaleźliście jakieś błędy, piszcie!

12:58, kosciak1 , Dev
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2010

O RE.BLIPI.pl niedawno pisałem przy okazji poradnika opisującego jak dodać w Blox wklejkę RE.BLIPI.pl. W wielkim skrócie jest to serwis monitorujący pojawiające się na Blipie linki, tworzący ich ranking, oraz pozwalający zobaczyć kto i co o danym linku pisał. Właśnie tą ostatnią funkcjonalność postanowiłem wykorzystać w poniższym mashupie.

Blip.pl - Rdir.pl stats and re.blipi.pl

Od pewnego czasu Blip pozwala obejrzeć statystyki kliknięć dla odnośników skróconych za pomocą blipowego Rdir.pl. Wystarczy kliknąć w (s) obok linku lub dopisać /stats do skróconego linku. Normalnie strona ze statystykami wygląda tak:

Statystyki Rdir.pl - bez magii RE.BLIPI

Skrypt Blip.pl - Rdir.pl stats and re.blipi.pl (tak, jak w przypadku poprzedniego skryptu Blip.pl - Count online users nazwa nie powala) dodaje do strony ze statystykami linku na Blipie odrobinę magii RE.BLIPI - pojawia się lista osób, których blipnięcia zawierały odnośnik. Po zmianie strona statystyk wygląda następująco:

Statystyki Rdir.pl - z odrobiną magii RE.BLIPI

Prawda, że od razu lepiej?

Instalacja

Dla posiadaczy Firefoxa instrukcja w czterech prostych krokach:

  1. instalujemy Greasemonkey
  2. wchodzimy na stronę skryptu Blip.pl - Rdir.pl stats and re.blipi.pl
  3. klikamy w wielki przycisk "Install"
  4. wchodzimy na Blipa, sprawdzamy odnośnik i podziwiamy magię RE.BLIPI w statystykach linków

Niestety w Chrome skrypt działać nie chce... Może to kwestia niekompatybilności Greasemonkey w Firefox i Chrome, może co innego. Jeśli jakiś magik od Greasemonkey wie dlaczego proszę o kontakt, ja niestety nie mam pojęcia (i nie mam czasu by szukać rozwiązania).

Changelog:

  • 0.3 - kolejna drobna poprawka po zmianie generowanego HTMLa na RE.BLIPI
  • 0.2 - drobna poprawka po zmianie generowanego HTMLa na RE.BLIPI
  • 0.1 - pierwsza wersja
poniedziałek, 15 lutego 2010

Chyba każdy zna starą maksymę "Gdy już wszystko inne zawiedzie, przeczytaj instrukcję". Niestety mam wrażenie, że zdecydowana większość stosuje się do niej i nie widzi w tym niczego zdrożnego. Muszę się przyznać, że do czasu gdy zacząłem zajmować się programowaniem, sam tak najczęściej postępowałem. A przecież to najgłupsza rzecz jaką można zrobić!

RTFM!

Read The F***ing Manual!
Zdjęcie autorstwa adactio na licencji CC-BY

Jeśli ktoś nie wie, RTFM to akronim oznaczający Read The FuckingFriendly Manual (z ang. Przeczytaj Tę PieprzonąPrzyjazną Dokumentację). Dawnymi czasy na grupach Usenetowych tak właśnie zachęcano do przeczytania dokumentacji, zwłaszcza jeśli pytanie dotyczyło rzeczy mniej lub bardziej oczywistych. Podejrzewam, że dziś nadal można ten, zwrot usłyszeć na wielu forach. Może nie jest to sposób zbyt przyjemny sposób by skierować kogoś do dokumentacji, jednak najczęściej skuteczny.

Bo czytanie dokumentacji musi wejść w krew. Fakt, że instrukcje nie zachęcają do czytania niczego tu nie zmienia. Nawet jeśli są pisane jak dla idiotów (lub przez idiotów), albo pełne technicznych, niezrozumiałych zwrotów i tak warto do niej zajrzeć. Już tłumaczę dlaczego.

Szanuj swój czas

Tu nie chodzi o dogłębne studiowanie instrukcji i uczenie się jej na pamięć. Wystarczy pobieżnie przejrzeć spis treści, przeskanować wzrokiem tekst i spojrzeć na rysunki oraz diagramy. To już wystarczy by móc się zorientować z czym mamy do czynienia i poznać wszystkie najważniejsze funkcje. A co najważniejsze już wiemy, co się w dokumentacji znajduje i czy w przyszłości w ogóle jest sens po nią sięgać.

"Ukryte", nieoczywiste funkcje

Ile razy zdarzyło ci się, że po długim czasie korzystania z jakiejś rzeczy, po przypadkowym naciśnięciu przycisków, odkryłeś funkcję, której tak brakowało? Ile razy zdarzyło ci się, że korzystając z jakiegoś programu lub serwisu, odkryłeś że jest dużo prostszy sposób na wykonanie różnych żmudnych czynności, które zajmowały spore ilości czasu? Najczęściej to wszystko jest w miarę dobrze wytłumaczone, wystarczy tylko przeczytać.

Nie daj się zaskoczyć

Przejrzenie dokumentacji pozwala przygotować się na potencjalne problemy. Najczęściej znajdziemy tam uwagi na co uważać by nie dopuścić do pojawienia się problemów. A gdy pojawi się jakiś problem już wiemy czy znajdziemy jego rozwiązanie w instrukcji czy nie. Po co szukać po omacku rozwiązania (ryzykując pogorszenie się sprawy), lub czekać aż ktoś nam odpowie jeśli mamy je od początku podane na tacy.

Szanuj czas innych użytkowników

Nie ulega wątpliwości, że pomaganie innym daje sporo frajdy. Sam bardzo lubię pomagać innym. Jednak krew mnie zalewa, gdy kolejna osoba z rzędu pyta o coś co łopatologicznie wytłumaczone jest w pliku pomocy, czy w FAQ. Jeżeli tobie nie chciało się poświęcić kilku minut na przejrzenie dokumentacji, gdzie dany problem jest wyjaśniony, dlaczego innym ma się chcieć poświęcić swój czas tobie. Czas, który mogliby poświęcić pomocy komuś, kto tego rzeczywiście potrzebuje.

Szanuj czas producenta

Myślisz, że napisanie dokumentacji jest prostą sprawą? Niestety jest to proces żmudny i nudny. W dodatku pochłaniający sporą ilość czasu, którą można by wykorzystać na poprawienie samego produktu. A trzeba pamiętać, że wraz z wprowadzaniem zmian dokumentację trzeba aktualizować. Jeśli więc do produktu, programu, czy biblioteki jest dołączona dobra, aktulna dokumentacja należy to docenić i do niej zajrzeć.

Przekonany?

Ja już nie wyobrażam sobie jak można nie zaczynać od przeczytania dokumentacji. Obojętnie czy jest to opis API biblioteki programistycznej, instrukcja jakiegoś urządzenia, plik pomocy zainstalowanego programu, czy FAQ serwisu internetowego. Nawet czytanie książki (zwłaszcza technicznej) zaczynam od przeczytania ostatniej strony, spisu treści i pierwszego rozdziału objaśniającego zastosowane konwencje.

A na koniec tylko dodam, że w przypadku bardzo wielu aplikacji i bibliotek programistycznych w dokumentacji znajdziemy o wiele więcej niż w wielu książkach, za które musielibyśmy słono zapłacić.

19:33, kosciak1 , Dev
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 lutego 2010

Moje ściągawki ze skrótami klawiaturowymi dla Gmaila i Google Readera cieszą się sporym powodzeniem. Dlatego też postanowiłem przygotować wersję dla Google Buzz.

If you are English user scroll down to the end of the post for some information in your language.

Google Buzz Cheat Sheet

Google Buzz keyboard shortcuts Cheat Sheet

Do ściągnięcia w następujących formatach:

Informacje dodatkowe

Jeśli opis działania znajduje się na górze należy wcisnąć Shift. Oznaczenie "g → ?" oznacza wciśnięcie klawisza "g" a następnie klawisza odpowiadającemu danemu widokowi. Kolory odpowiadają różnym typom poleceń.

Dlaczego wybrałem język angielski? Nazwy angielskie są bardziej zwięzłe i łatwiej je zmieścić w kratce. Z ściągawek po angielsku skorzysta też więcej osób. Jeśli komuś bardzo by zależało na wersji polskiej niech pisze, może dam się przekonać.

Ściągawki publikowane są na licencji CC-BY-NC (można kopiować, rozpowszechniać oraz modyfikować pod dwoma warunkami: jedynie w celach niekomercyjnych i z uznaniem mojego autorstwa).

Jeśli gdzieś wkradł się błąd lub macie uwagi jak coś poprawić proszę pisać. Na razie w pomocy Buzza brak oficjalnej informacji o skrótach klawiaturowych. Znalazłem je podczas krótkich testów, mogą się jeszcze zmieniać (będę starał się je aktualizować).

Google Buzz Cheat Sheets - some informations in English

It should be clear whether you have to press Shift or not. The "g → ?" means that you have to press "g" and then some other key. The colours are just to categorize different types of actions.

Cheat sheets are published under Creative Commons BY-NC license. That means you can use, redistribute and modify it freely, under two conditions: it's non-commercial use and you add information about original author.

If you find any errors or have some suggestion please write. There's no official keyboard shortcut list for Buzz in the Help files, I have found these during some testing. They might change in time (I'll try to keep them up to date).

If you are interested I've created similar Gmail and Google Reader Cheat Sheets.

20:35, kosciak1 , Hacks
Link Dodaj komentarz »

Oto słowo stało się ciałem! Plotki jakie pojawiały się w ostatnim czasie okazały się prawdą. Wprowadzając usługę Buzz Google postanowiło namieszać wśród sieci społecznościowych, mikroblogów i lifestreamingu. Czy tego chcemy czy nie, z dnia na dzień, nasze skrzynki mailowe, ostatni bastion prywatności, stały się nagle uspołecznione.

Google Buzz

Oczekiwanie

Słuchając konferencji prasowej, na której Google Buzz miał swoją premierę miałem mieszane uczucia. Gołym okiem było widać, że Google, w przeciwieństwie do Apple, to głównie kadra inżynierska. Za dużo tam było o technikaliach, podniecania się nic nie znaczącymi dla zwykłego użytkownika detalami (jak wykorzystanie skrótów klawiaturowych). Za mało pozytywnej energii i emocji, które sprawiłyby, że od razu chciałbym pobuzzować.

Potem nastąpiło długie, pełne napięcia i niepewności oczekiwanie na włączenie Buzza na moim podstawowym koncie. Jedyne co mogłem zrobić to obejrzeć bardzo fajny filmik z prezentacją, czytać na blipie relację już podłączonych i co kilkanaście minut odświeżać Gmaila. Gdy już zacząłem wątpić, czy to kiedykolwiek nastąpi... pojawił się! Kilka osób zostało mi na starcie zaproponowanych, kilka sam wyszukałem i można było rozpocząć testy.

Pierwsze wrażenia

To dopiero drugi dzień Buzzowania, więc ciężko jeszcze wydać jednoznaczną opinię. Na razie mam jeszcze dość mieszane uczucia, jednak z przewagą tych pozytywnych. Całość jest bardzo bardzo Googlowa - prosta w obsłudze, estetyczna (jeśli ktoś lubi ten minimalizm), dobrze przemyślana i zawiera tylko to co konieczne. Zero niepotrzebnych wodotrysków, które tylko utrudniały by korzystanie.

Jeśli chodzi o możliwości przypomina mi trochę Flakera (Friendfeeda nie znam, więc się nie wypowiadam). Brak ograniczenia długości buzznięć, możliwość wstawienia dowolnej ilośc obrazków lub zdjęć, możliwość załączenia filmów z YouTube. Do tego możliwość komentowania buzznięć innych, obcja "Lubię to" i ignorowania. Oczywiście nie mogło zabraknąć integracji z innymi Googlowymi usługami - statusami na Google Talk, Picasą, Google Readerem (udostępnianione elementy i komentarze), Bloggerem. Na szczęście Buzz nie jest całkiem zamknięty, w tym momencie mogę jeszcze podpiąć konto na Flickr, Twitterze (są spore opóźnienia w publikowaniu twitnięć), własnego bloga (ale nie wiem czy dlatego, że jest podpięty pod profil Google, czy z powodu użycia Webmaster Tools). Jednak to nadal mało, mam nadzieję że otworzy się jeszcze bardziej na zewnętrzne usługi.

Czego brakuje? Jest kilka rzeczy, które bardzo by się przydały. Choćby możliwość robienia rebuzzów (publikowania czyichś buzznięć w swoim strumieniu), ograniczenie możliwości edycji opublikowanych buzznięć i komentarzy (może prowadzić do nadużyć), łatwego blokowania niechcianych użytkowników (już wprowadzone!), czy więcej możliwości sortowania i filtrowania (na przykład przez listy użytkowników jak na Twitterze). Bardzo chętnie widziałbym również możliwość Buzzowania poza Gmailem. Należy jednak pamiętać, że to Buzz ma dopiero kilka dni i wprowadził go Google, więc w ciągu najbliższych miesięcy jeszcze wiele się może zmienić.

Prywatność

Jak wspomniałem wcześniej Buzz na starcie proponuje nam listę użytkowników do śledzenia (jak i nas proponuje innym). Podejrzewam, że lista tworzona jest na podstawie tego z kim najczęściej mailujemy i gadamy na Google Talku, jak i czyje strony mamy w Google Readerze. Z jednej strony to dobrze, bo już na starcie mamy z kim pogadać i łatwo możemy zbudować sobie listę znajomych. Z drugiej może być zagrożeniem dla prywatności, gdyż domyślnie włączone jest udostępnianie innym naszej listy obserwowanych i obserwujących, na co nie każdy ma ochotę. Wystarczy wyłączyć opcję udostępniania kontaktów w ustawieniach profilu Google (szczegóły na Niebezpieczniku, nie ma sensu bym się powtarzał).

Problemem może być też "wyciekanie" znajomych w widocznych dla wszystkich komentarzach do Buzznięć. Z tym jak na razie nic nie zrobimy. Co najwyżej możemy przestać używać Buzza.

Kilka trików

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to ustawienie filtra ukrywającego Buzz ze skrzynki odbiorczej. Niestety wprowadza to zbyt dużo zamieszania i potrafi zabić produktywność jeszcze skuteczniej niż włączony Blip na komunikatorze. Wystarczy wybrać Utwórz filtr, w polu Zawiera słowa wpisać label:Buzz i w następnym kroku wybrać Pomiń folder Odebrane (Archiwizuj).

Warto też wiedzieć o możliwości prostego formatowania tekstu. By uzyskać pogrubienie wystarczy otoczyć tekst gwiazdkami (*tekst*), kurswę stosując podkreślnik (_tekst_), przekreślenie z użyciem myślnika (-tekst-).

Jeśli w treści buzzniećia wpiszemy @ADRES_EMAIL to buzznięcie pojawi się u danej osoby, bez względu na to, czy nas obserwuje, czy nie. Działa to również dla buzznieć prywatnych.

A jeśli ktoś woli klawiaturę od myszki może zapoznać się ze ściągawką ze skrótami klawiaturowymi dla Google Buzz.

Przyszłość

Na razie ocenianie szans Google Buzz to jak wróżenie z fusów. Może okazać się sukcesem i zagrożeniem dla Twittera i Facebooka. Może też stać się wielką klapą, jak inne społecznościowe projekty Google (orkut, Google Wave). Na pewno będzie bardzo agresywnie reklamowany (już teraz udało się wytworzyć ogromny buzz wokół Buzza). Dzięki integracji z Gmailem nie sposób go nie zauważyć. Czy to jednak wystarczy? Czy zwykli użytkownicy są gotowi go używać, czy rzeczywiście jest to im potrzebne? Zwłaszcza w Polsce, gdzie zwykłe blogowanie to chyba jeszcze egzotyka, a mikroblogowanie i lifestreaming to zupełna abstrakcja. Na razie zdecydowana większość moich nietechnicznych znajomych jeszcze nie zaczęła buzzować, co nie wróży zbyt dobrze na przyszłość.

Ja osobiście zastosowanie Buzza widziałbym nie tyle jako narzędzie do publicznego mikro/mezo-blogowania, co jako sposób na szybką komunikację z wybranymi grupami osób (wysyłanie prywatnych buzzów do grup kontaktów z książki adresowej). Takie szybkie i proste tworzenie formy chat roomów - pozwalające na przeprowadzenie burzy mózgów czy dyskusji na określony temat.

środa, 10 lutego 2010

zanWiele osób, które nigdy nie programowały, nie potrafi zrozumieć cóż tak niesamowicie fascynującego jest w siedzeniu nad edytorem i wklepywaniu tych wszystkich "dziwacznych znaczków". A przecież fakt, że programowanie jest fascynujące nie ulega żadnej wątpliwości. Jeśli byłoby inaczej, nikt normalny nie ślęczałby tyle czasu przed monitorem i klawiaturą (i proszę mi tu nie mówić, że programiści są nienormalni!).

Zostań (s)twórcą

Któż by nie chciał mieć zaczarowanego ołówka? Możliwości tworzenia rzeczy na zawołanie? A programowanie właśnie taką możliwość daje. W jednej chwili jest tylko pomysł, a kilkadziesiąt/kilkaset linii kodu później już coś jest. Coś działąjącego. Jeśli jeszcze nie w pełni funkcjonalnego to przynajmniej zalążek, prototyp narzędzia, aplikacji, serwisu. I już można zakrzyknąć jak szalony naukowiec (w zasadzie to jak szalony inżynier): "IT'S ALIVE!" i wybuchnąć diabolicznym śmiechem.

Tak! To my powołujemy byty, idee do życia, systematyzujemy i hierarchizujemy, nazywamy, nadajemy nowe znaczenia i ustalamy reguły. Zamykamy fragment świata w naszym kodzie, przejmując nad nim kontrolę. Całkowita wolność w kreowaniu, ograniczona jedynie naszą wyobraźnią (oraz czasem, wiedzą, umiejętnościami, użytym językiem i bibliotekami, mocą procesora...).

Baw się i ucz jak dziecko

Programowanie pozwala poczuć się znowu jak dziecko. Pamiętacie jak bawiliście się klockami, rysowaliście? Widzicie jak się bawią wasze dzieci? Ten stan zaaferowania, pełnego pochłonięcia w zabawie. Ciągłe eksperymentowanie i sprawdzanie nowych rozwiązań. Bez stresu, poczucia presji, że musi się udać, bez uczucia strachu przed pomyłką, bez poczucia winy, czy wstydu. Bez tych wszystkich negatywnych uczuć jakie powstrzymują dorosłych przed działaniem.

Programowanie pozwala zanurzyć się bez reszty w pracy nad kodem. Wszystko inne przestaje być ważne i człowiek zaczyna myśleć kodem, algorytmami, strukturami danych i wzorcami projektowymi. A w snach pojawiają się diagramy UML pokazujące jak zaprojektować najtrudniejsze elementy. Jak mistrz Zen pochłonięty do reszty w medytacji.

W programowaniu błąd jest czymś całkowicie normalnym i powszechnym. Nie ma praktycznie możliwości napisania czegoś bardziej skomplikowanego od Hello World bezbłędnie. Zawsze pojawi się jakiś błąd. Literówka, błąd logiczny, błąd w założeniu lub projekcie, nieprzewidziane początkowo zdarzenia lub warunki, czy zachowanie użytkownika. Ale nie trzeba się przejmować. Jesteśmy tylko my, nasz kod, kompilator, debugger i logi. Możemy do woli zmieniać i poprawiać kod aż będzie poprawny (lub przynajmniej akceptowalny).

Powiem więcej, część technik tworzenia oprogramowania (patrz TDD) wręcz zachęca do tego by całe pisanie kodu rozpoczynać od popełniania błędów. A przecież bez błędów nie ma efektywnej nauki. Każdy popełniony błąd zbliża nas do rozwiązania problemu. Każdy popełniony błąd to weryfikacja nowej hipotezy. Każdy popełniony błąd to nowa, zweryfikowana empirycznie wiedza pozwalająca pisać jeszcze lepszy kod.

Gonienie króliczka

Programowanie ma w sobie coś z filozofii wschodu. To ciągły rozwój i doskonalenie siebie oraz kodu. To ciągłe dążenie do celu, bez możliwości dotarcia do niego. To ciągłe dążenie do doskonałości, której osiągnąć się nie da. Zawsze jest jakiś błąd do poprawienia, jakaś funkcja do dodania, fragment kodu do zoptymalizowania, czy zrefaktoryzowania. Zawsze może być lepiej, szybciej, czytelniej, bardziej przenośnie, bezpieczniej.

I właśnie to jest niesamowicie pociągające. Ciągłe wyzwania, nieustający impuls do rozwijania się by móc jeszcze sprawniej wyrazić swoje myśli w kodzie.

Szarady

Jeśli ktoś nadal nie jest przekonany, dlaczego programowanie daje tyle radości, niech pomyśli o rozwiązywaniu krzyżówek, sudoku, zagadek, szarad. W końcu nic nie daje większej satysfakcji niż wygrana - znalezienie rozwiązania problemu, trudnego problemu. A programowanie to właśnie taka ciągła gra w tworzenie i rozwiązywanie problemów, coraz trudniejszych i bardziej skomplikowanych.

Poszukiwanie piękna

Na koniec coś, co dla osób nie mających styku z programowaniem, może być trudne do zrozumienia. Kod może być piękny. Tak samo jak piękny może być wiersz, książka, obraz, rzeźba czy muzyka. Piękne może być rozwiązanie skomplikowanego problemu w kilku linijkach zwięzłego kodu. Piękny może być sposób podejścia do całej klasy problemów. Piękne bywają algorytmy, wzorce projektowe. Trzeba tylko chcieć to piękno zauważyć.

14:35, kosciak1 , Dev
Link Komentarze (26) »
wtorek, 09 lutego 2010

Niedawno prezentowałem na blogu ściągawki ze skrótami klawiaturowymi dla Gmaila i Google Readera. Wygląda na to, że jest całkiem sporo amatorów tego typu pomocy, pomagających szybko opanować podstawy obsługi różnych programów. Od kilku dni zauważyłem w statystykach sporo wejść z ciekawego serwisu będącego składnicą wszelakich technicznych ściągawek.

Devcheatcheet.com

Devcheatsheet.com

W serwisie Devcheatsheet.com znajdziemy techniczne ściągawki dla prawie wszystkiego. Są tu pomoce dla wielu języków programowania, języków znacznikowych, bibliotek i frameworków, narzędzi programistycznych, edytorów, IDE, systemów operacyjnych. Wszystko to podane w sposób schludny i przejrzysty. Nie ma problemów z dotarciem do interesujących nas ściągawek.

Warto też dodać, że serwis publikuje odnośniki do oryginalnych stron, na których ściągawki były publikowane oraz wyraźnie wskazuje ich autora.

 
1 , 2
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes