|
środa, 02 listopada 2011
#WTEM! Gdy wszyscy myśleli, że blog już umarł postanowiłem coś skrobnąć. Jako, że już dawno wyszedłem z wprawy będzie krótko i treściwie. New Google Reader restyledJak pewnie zauważyliście kilka dni temu Google Reader doczekał się długo oczekiwanego redesignu. O dziwo nawet mi się prawie spodobał. Prawie mi się spodobał. No właśnie... prawie... Jako, że marudzenie nic nie daje postanowiłem zakasać rękawy i zabrać sprawy we własne ręce. Tak oto powstał styl Google Reader restyled. Prezentuje się on tak:
Rewolucyjnych zmian nie ma. Jest on po prostu bardziej zwarty, mniej tu denerwującego marnowania miejsca. Usunąłem kilka niepotrzebnych elementów. Tu i ówdzie dokonałem drobnych, kosmetycznych zmian poprawiających czytelność. Nadal nie jestem w stu procentach zadowolony, ale jest już o wiele lepiej i można wreszcie z Google Readera normalnie korzystać. Chciałem jeszcze połączyć belkę z logo i wyszukiwaniem z belką z przyciskami, niestety jakoś mi nie chciało to działać jak należy więc olałem sprawę. Smacznego!
wtorek, 14 czerwca 2011
Niedawno wrzucałem na Buzzie linka do poniższego wykładu z TED Talks. Eli Pariser wskazuje na poważny problem jakim jest stosowanie przez serwisy takie jak Facebook, czy Google "inteligentnych" mechanizmów filtrujących, które bez wiedzy użytkownika decydują jakie treści zostaną mu pokazane. Temat nie dawał mi spokoju... Dziś przeglądając sobie RSSy zdałem sobie sprawę, że przecież sam, zupełnie dobrowolnie zamknąłem się w takiej bańce. RSSowej bańce. Muszę przyznać, że z RSSów korzystam namiętnie od momentu gdy tylko je poznałem. I zawsze byłem ich wielkim orędownikiem. W końcu mogłoby się zdawać, że RSSy to same plusy. Przecież dzięki nim jest szybko, wygodnie i przede wszystkim czytelnie. W czytniku wszystko jest ładnie poukładane, zawsze pod ręką, pod pełną kontrolą. A co najważniejsze nic nie ginie i nie sposób przeoczyć nowości bez potrzeby ręcznego sprawdzania dziesiątek serwisów i blogów. Nic tylko czytać i chłonąć informacje. Ale im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej mam wrażenie, że paradoksalnie RSSy tak naprawdę od informacji odcinają i utrudniają poznawanie nowych rzeczy. Już tłumaczę dlaczego. Z początku rzeczywiście wydaje się, że jest to rozwiązanie prawie idealne. Dzięki ogromnej oszczędności czasu można sobie pozwolić na śledzenie o wiele większej liczby źródeł niż dotychczas. Liczba nowo subskrybowanych kanałów w czytniku rośnie więc lawinowo. Szybko jednak pojawiają się pierwsze problemy ze zbyt dużą ilością nadchodzących informacji. Czy to nam się podoba czy nie doba ma tylko 24 godziny, a nasze zdolności przyswajania nowych treści są ograniczone. Wyjście jest tylko jedno - selekcja. W efekcie w czytniku pozostają tylko najlepsze źródła, serwujące treści które najbardziej nas interesują, w sposób, który najbardziej nam się podoba. I tak ilość kanałów będzie utrzymywać się na względnie stałym poziomie (odrobinę powyżej naszych zdolności przerobowych). Od czasu do czasu dodamy coś nowego, od czasu do czasu zrobimy małe porządki, ale na jakieś większe rewolucje nie ma już czasu. I tu właśnie problem bańki RSSowej zaczyna dawać o sobie znać. Nieprzerwany strumień nowych treści powoduje, że przestajemy aktywnie szukać nowych rzeczy. No bo po co. W końcu wybraliśmy najlepsze znane nam źródła, a czasu ledwo starcza na bieżące czytanie tego co już jest. I rzeczywiście, póki strumień treści pozostaje nieprzerwany problemu aż tak się nie odczuwa. Jednak po roku, dwóch, góra trzech nagle okazuje się, że tak na prawdę nie ma już czego czytać. Stwierdzamy, że spora część serwisów, a blogów w szczególności, już nie jest tak ciekawa jak kiedyś. Część gdzieś po drodze zmieniła swój profil, część jest aktualizowana bardzo rzadko, a część już dawno umarła śmiercią naturalną. O ewolucji naszych własnych zainteresowań już nawet nie wspominam. Przy dobrze ponad setce subskrybowanych kanałów obniżenie poziomu, czy częstotliwości wpisów na pojedynczym blogu jest prawie niezauważalne. Lampka ostrzegawcza włącza się dopiero, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że z całego folderu tematycznego niewiele już pozostało. A wtedy już jest za późno. Na to nakłada się drugi problem - zamknięcie się w samej aplikacji. Zauważyłem, że tak bardzo przyzwyczaiłem się do wygody jaką daje mi Google Reader, że większość treści czytam bez przechodzenia na stronę źródłową, wyłącznie w czytniku. I tak stopniowo odciąłem się od komentarzy, blogrolli, całej okołoserwisowej / okołoblogowej otoczki. A więc wszystkiego tego co może być źródłem inspiracji do poszerzania horyzontów i poszukiwania nowych źródeł ciekawych treści. A miało być tak pięknie... Teraz trzeba będzie na nowo nauczyć się znajdować ciekawe blogi i serwisy.
piątek, 29 kwietnia 2011
Cóż... Na starość człowiek geeczeje, a do głowy przychodzą różne głupie pomysły. I tak zamiast kończyć przygotowania do wydania nowej wersji Python Window Organizera w wolnej chwili postanowiłem pobawić się modelami jednej z moich ulubionych gier. Quake MDL Loader
Korzystając ze znakomitego opisu formatu plików MDL autorstwa Davida Henry'ego (warto też zerknąć do Unofficial Quake Specs) napisałem sobie prosty pythonowy programik wczytujący modele z Quake'a 1. Kod źródłowy można sobie zobaczyć i pobrać z katalogu Od strony programistycznej wielkiej filozofii tu w sumie nie ma. Całość sprowadza się do użycia modułu A na koniec jeden z efektów zabawy z zaimportowanym modelem - stereoskopowy Shambler w galopie!
Słyszałem, że wszystko wygląda lepiej w 3D :-)
niedziela, 10 kwietnia 2011
Podczas prac programistycznych często trzeba na szybko wykonać jakiś fragment kodu, lub sprawdzić coś w konsoli. Zdawałoby się, że najprostszym rozwiązaniem jest wykonanie komedy Conque Shell - conque_term.vim
Jeśli ktoś nie ma ochoty na taką gimnastykę z pomocą przychodzi Conque Shell pozwalający na uruchomienie terminala w buforze VIMa. Z tego co widzę od wersji 2.0 wspierany jest również system Windows. InstalacjaBy zainstalować plugin najprościej ściągnąć Conque Shell spakowany jako vimball (plik z rozszerzeniem Konfiguracja i użytkowanieObsługa pluginu Conque Shell jest dziecinnie prosta. Wystarczy wykonać W trybie let g:ConqueTerm_EscKey = '<C-q>' Jeśli chcemy wysyłać do programu uruchomionego w Conque Shell naciścnięcia klawiszy funkcyjnych musimy ustawić: let g:ConqueTerm_SendFunctionKeys = 1 Jeśli chcemy przełączać się pomiędzy oknami VIMa bez opuszczania trybu let g:ConqueTerm_CWInsert = 1 By poprawić szybkość działania można w ustawieniach wyłączyć obsługę kolorów, czy też przejść do trybu Fast Mode wyłączającego wszelkie opcje, które mogą spowalniać: let g:ConqueTerm_Color = 0 Przydatna może być jeszcze możliwość wykonania aktualnie edytowanego pliku po naciśnięciu WerdyktJest to rozwiązanie niezwykle ciekawe. Mimo kilku niedoskonałości (na przykład problemy z prawidłowym wyświetlaniem kolorów) radzi sobie bardzo dobrze i bywa niesamowicie przydatne. Na koniec taki mały żarcik z użyciem Conque Shell...
...VIMowa Incepcja jak się patrzy! :)
sobota, 09 kwietnia 2011
Dzień jak co dzień. Włączam komputer, odpalam Vimperatora, sprawdzam pocztę, odpisuję komu trzeba, przeglądam RSSy, robię sobie prasówkę, potem praca nad różnymi projektami. Tylko jedna rzecz cały czas nie daje spokoju. Kursor myszy... Wiszący nieruchomo na środku ekranu. Krzyczący z każdą minutą coraz głośniej: "Hej! Spójrz na mnie, tu jestem! Użyj mnie wreszcie, na co czekasz?!" Po godzinie mam już dość, moja cierpliwość ma pewne granice. Sięgam w końcu po mysz tylko po to, by przesunąć kursor gdzieś na brzeg ekranu... Unclutter - ukrywanie kursora myszy
Coraz bardziej zirytowany tą sytuacją postanowiłem działać. Po chwili googlania znalazłem rozwiązanie. Program nazywa się Do najważniejszych opcji należy ustawianie czasu po jakim kursor zostanie ukryty za pomocą Jak na razie jestem bardzo zadowolony i nie zauważyłem jakichś skutków ubocznych używania uncluttera. Choć podejrzewam, że w przypadku niektórych programów (na przykład gier) może wprowadzać trochę zamieszania.
poniedziałek, 28 marca 2011
Jak każdy pewnie wie w VIMie dostępne są taby (czy też karty), jednak działają trochę inaczej niż można by się spodziewać. Nie są powiązane z otwartymi plikami (czy raczej buforami), a z określonym layoutem otwartych okien. Szczerze powiedziawszy jakoś nigdy się do nich specjalnie nie przekonałem. Na szczęście jest dostępna wtyczka, która działa dokładnie tak jak można by oczekiwać. MiniBufExplorer - minibufexpl.vim
Mini Buffer Explorer pokazuje listę otwartych buforów w formie listy tabów (kart) znanej z innych programów i pozwala na łatwe poruszanie się pomiędzy nimi. InstalacjaOryginalny plugin jest już od dawna nie rozwijany. Na szczęście dostępna jest nowa, aktywnie rozwijana wersja - MiniBufExplorer 6.4 wtyczki, która zawiera poprawki i kilka nowych funkcji. Ściągnięty plik należy umieścić w folderze Konfiguracja i użytkowanieBy otworzyć okno MiniBufExplorera używamy Domyślnie lista buforów wyświetlana jest w formie poziomej linii, jeśli ktoś chciałby wyświetlać je w pionie wystarczy ustawić szerokość okna. let g:miniBufExplVSplit = 20 Możemy również ustawić kiedy MiniBufExplorer ma się pojawiać (domyślnie gdy otwartych jest więcej niż 1 plik). By okno z listą buforów było otwarte przez cały czas ustawiamy następującą zmienną: let g:miniBufExplorerMoreThanOne=1 Kolejnymi ciekawymi ustawieniami niezmiernie ułatwiającymi pracę z wieloma oknami na raz są: let g:miniBufExplMapWindowNavVim = 1 Pozwalające odpowiednio na: przełączanie się pomiędzy oknami za pomocą Jeśli używamy wtyczek typu NERDTree, czy TagList dobrze jest ustawić poniższą zmienną by nie otwierać buforów w oknie dodatkowego eksploratora. let g:miniBufExplModSelTarget = 1 Na koniec jeszcze małe ostrzeżenie o denerwującym błędzie. W używanej przeze mnie wersji 6.4.0 próba wyjścia z VIMa, gdy otwarte jest tylko jedno okno plus widoczna jest lista buforów (czy to z użyciem WerdyktJest to jeden z pluginów, bez których nie wyobrażam sobie normalnej pracy. Wystarczy jedno spojrzenie i już widać jakie pliki są aktualnie otwarte i które z nich zawierają niezapisane zmiany. Zwłaszcza jeśli ma się ustawione
niedziela, 27 marca 2011
Ależ się porobiło... Zastój to mało powiedziane. Może i blog jeszcze nie umarł, ale powoli zaczął nieprzyjemnie pachnieć. Cóż, czasu coraz mniej, a znalezienie energii gdy za oknem ciemno, zimno i nieprzyjemnie proste nie jest. Na całe szczęście wreszcie nadeszła upragniona wiosna! Tak, wystarczy kilka promyków słońca by powrócił pozytywny nastrój, energia i chęć pisania na blogu! VIM plugin dnia - nowy cyklO mojej miłości do VIMa już tu wspominałem, ale poza notką o doborze schematu kolorów i wtyczce CSApprox i tricku z przemapowaniem ESC i CapsLocka za wiele o nim na blogu nie pisałem. Pora więc nadrobić zaległości.
Podczas wiosennych porządków w plikach konfiguracyjnych zauważyłem, że zebrało się już kilkanaście różnych pluginów do VIMa. Bez części z nich nie wyobrażam już sobie efektywnej pracy. Części zupełnie nie kojarzę - sam już nie wiem, czy ich nie używam, czy też nawet nie zdaję sobie sprawy, że używana funkcja to właśnie efekt działania wtyczki. W dodatku co najmniej drugie tyle czeka w zakładkach na sprawdzenie. Postanowiłem więc przyjrzeć się każdemu pluginowi z osobna, zaktualizować jeśli dostępna jest nowa wersja i napisać o nim kilka zdań. Stay tuned, start już jutro!
wtorek, 15 lutego 2011
Zainspirowany cyklem na RPS postanowiłem przygotować moją listę najważniejszych gier komputerowych. Bardzo osobistą listę gier ważnych przede wszystkim dla mnie. Czy się to komuś podoba, czy nie lista jest pełna staroci. Ale co zrobić gdy po raz ostatni byłem z grami na bieżąco gdzieś tak na przełomie stuleci. Oczywiście kolejnością proszę się nie sugerować.
niedziela, 16 stycznia 2011
Czytając tu i ówdzie krytyczne uwagi o projektach powstałych w ramach działania 8.1 programu POIG można odnieść wrażenie, że to głównie wyrzucanie pieniędzy w błoto. Na szczęście pojawiają się też naprawdę ciekawe serwisy mające spore szanse na sukces. Jeden z nich chciałbym wam dziś zaprezentować. eTutor.pl
eTutor to internetowy, multimedialny kurs języka angielskiego. Mimo, że jestem raczej sceptycznie nastawiony do wszelkich kursów korespondencyjnych, to muszę przyznać, że serwis robi bardzo pozytywne wrażenie. Do dyspozycji jest 150 lekcji dla różnych poziomów zaawansowania. Zawierają one listy słówek (okraszonych zdjęciami), nagrania wideo i audio, gramatykę, wypracowania i testy. Do tego system powtórek i wiele różnych ćwiczeń, w których spory nacisk położony jest na rozumienie ze słuchu. Szczerze powiedziawszy mam wątpliwości, czy kurs internetowy może zastąpić normalne kursy językowe. Nie ukrywajmy, brak tu bezpośredniego kontaktu z lektorem, brak interakcji i rywalizacji z innymi kursantami (rankingi użytkowników i forum to tylko namiastka). Na pewno jednak będzie to bardzo interesujące uzupełnienie innych metod. Podejrzewam, że może się też sprawdzić w przypadku osób, które kiedyś już uczyły się języka angielskiego i potrzebują solidnej powtórki by przypomnieć sobie słownictwo i osłuchać się trochę z językiem. Jeśli ktoś chciałby się osobiście przekonać jaka jest skuteczność eTutora może wziąć udział w konkursie i wygrać kod dostępu. Diki.pl
Drugim serwisem, który chciałbym polecić jest Diki. To "gadający" słownik polsko-angielski i angielsko-polski. Jest on całkowicie darmowy i dostępny dla każdego (a użytkownicy eTutora mają dodatkowo możliwość zintegrowania słownika z systemem powtórek). Podobnie jak w wyżej opisywanym serwisie tu też jest bardzo multimedialnie. Oprócz podanego znaczenia słowa i przykładów użycia w zwrotach i zdaniach, dostępne są nagrania z poprawną wymową (czytane przez lektorów), oraz obrazki dla wzrokowców. Podczas moich testów słownik sprawował się bardzo dobrze i wydaje się być ciekawą alternatywą dla innych internetowych słowników. Jako bonus dostajemy listę edukacyjnych podcastów, oraz opis jak dodać wyszukiwarkę słówek do przeglądarki. Nie byłbym jednak sobą gdybym się do czegoś nie przyczepił. Mój główny zarzut to brak informacji o źródłach i/lub autorach opracowanych na potrzeby słownika haseł. Wydaje mi się, że w serwisie bądź, co bądź edukacyjnym jest to informacja bardzo istotna, mająca wpływ na wiarygodność serwisu i ocenę jego wartości merytorycznej. Drugim poważnym problemem jest brak informacji o źródle wyświetlanych przy hasłach zdjęć i obrazów. Jeszcze kilka uwag mam, jednak... nie chcę psuć zabawy. Bo to właśnie propozycje zmian w słowniku Diki są tematem konkursu. Regulamin konkursu
Nie pozostaje mi już nic innego jak zaprosić do zapoznania się z serwisem i przysyłania propozycji do konkursu!
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Jak sobie przypomnę te godziny spędzone na fragowaniu botów, LAN-party organizowane ze znajomymi, no i oczywiście moje zabawy w modowanie. Znowu zrobiło się nostalgicznie. Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia... cała masa wspomnień. Tak, Quake I to niewątpliwie najważniejsza gra moich lat młodzieńczych. A wszystko to przez znakomity filmik ze speedrunem w Quake'u I (na poziomie Nightmare, kończąc plansze na 100%), na który natrafiłem kilka dni temu. Po prostu musiałem ponownie zagrać w tą znakomitą grę. Przekonać się, czy po latach przerwy nadal będzie sprawiała dziką frajdę jak kiedyś. Odpalamy Quake'a
Po długich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć płytę z grą i backup quake'owego folderu z przeróżnymi modyfikacjami. No tak, ale przecież nie będę tego uruchamiał w DOSBoxie, czy Wine. Trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie bardziej przystające do naszych czasów. Okazuje się, że nowoczesnych silników Quake'a, które działają natywnie na Linuksie jest całkiem sporo. Oto kilka z nich:
Gdyby ktoś chciał poeksperymentować to może sprawdzić pozostałe pozycje z tej listy linuksowych engine'ów Quake'a. Mi osobiście Darkplaces się spodobał i dalej już nie szukałem. Pimp my Quake
No dobra, mamy już nowoczesny silnik, ale to dopiero początek zabawy. Obecnie rozdzielczość 800x600 to nie jest już rozdzielczość wysoka, tak jak w 1996 roku, więc jak nietrudno się domyślić oryginalne grafiki nie wyglądają zbyt okazale. Pora odpicować Quake'a!
Ufff... Chyba o niczym ważnym nie zapomniałem. Jakby komuś jeszcze było mało to niech zerknie do tych dwóch tematów na forum QuakeOne.com. Może jeszcze coś ciekawego uda się tam znaleźć. Ściągnięte paczki Showtime!Tak Quake I wygląda po odpicowaniu.
A dla porównania tak to wyglądało w 1996 roku (przy dość wysokiej jak na ówczesne standardy rozdzielczości).
WrażeniaPodobnie jak w przypadku Dooma mogę powiedzieć tylko jedno. Quake I nie zestarzał się ani trochę! Nadal gra się wyśmienicie i to nawet bez tych wszystkich wypasionych tekstur i efektów! Po prostu niesamowity klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Do tego świetnie zaprojektowane poziomy, dobrze zbalansowane bronie i przeciwnicy, no i oczywiście wspaniały mroczny klimat. W tej grze wszystko jest dokładnie takie jakie być powinno być. Po porstu! |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
» Blog
» Kontakt
» Moje miejsca i projekty
» Polecam na blogu
» Czytam i polecam
Tagi
|