Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Blog > Komentarze do wpisu

Te przeklęte RSSy

Niedawno wrzucałem na Buzzie linka do poniższego wykładu z TED Talks. Eli Pariser wskazuje na poważny problem jakim jest stosowanie przez serwisy takie jak Facebook, czy Google "inteligentnych" mechanizmów filtrujących, które bez wiedzy użytkownika decydują jakie treści zostaną mu pokazane. Temat nie dawał mi spokoju... Dziś przeglądając sobie RSSy zdałem sobie sprawę, że przecież sam, zupełnie dobrowolnie zamknąłem się w takiej bańce. RSSowej bańce.


TED Talks - Eli Pariser: "Beware online "filter bubbles"

Muszę przyznać, że z RSSów korzystam namiętnie od momentu gdy tylko je poznałem. I zawsze byłem ich wielkim orędownikiem. W końcu mogłoby się zdawać, że RSSy to same plusy. Przecież dzięki nim jest szybko, wygodnie i przede wszystkim czytelnie. W czytniku wszystko jest ładnie poukładane, zawsze pod ręką, pod pełną kontrolą. A co najważniejsze nic nie ginie i nie sposób przeoczyć nowości bez potrzeby ręcznego sprawdzania dziesiątek serwisów i blogów. Nic tylko czytać i chłonąć informacje. Ale im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej mam wrażenie, że paradoksalnie RSSy tak naprawdę od informacji odcinają i utrudniają poznawanie nowych rzeczy. Już tłumaczę dlaczego.

Z początku rzeczywiście wydaje się, że jest to rozwiązanie prawie idealne. Dzięki ogromnej oszczędności czasu można sobie pozwolić na śledzenie o wiele większej liczby źródeł niż dotychczas. Liczba nowo subskrybowanych kanałów w czytniku rośnie więc lawinowo. Szybko jednak pojawiają się pierwsze problemy ze zbyt dużą ilością nadchodzących informacji. Czy to nam się podoba czy nie doba ma tylko 24 godziny, a nasze zdolności przyswajania nowych treści są ograniczone. Wyjście jest tylko jedno - selekcja. W efekcie w czytniku pozostają tylko najlepsze źródła, serwujące treści które najbardziej nas interesują, w sposób, który najbardziej nam się podoba. I tak ilość kanałów będzie utrzymywać się na względnie stałym poziomie (odrobinę powyżej naszych zdolności przerobowych). Od czasu do czasu dodamy coś nowego, od czasu do czasu zrobimy małe porządki, ale na jakieś większe rewolucje nie ma już czasu.

I tu właśnie problem bańki RSSowej zaczyna dawać o sobie znać. Nieprzerwany strumień nowych treści powoduje, że przestajemy aktywnie szukać nowych rzeczy. No bo po co. W końcu wybraliśmy najlepsze znane nam źródła, a czasu ledwo starcza na bieżące czytanie tego co już jest. I rzeczywiście, póki strumień treści pozostaje nieprzerwany problemu aż tak się nie odczuwa. Jednak po roku, dwóch, góra trzech nagle okazuje się, że tak na prawdę nie ma już czego czytać. Stwierdzamy, że spora część serwisów, a blogów w szczególności, już nie jest tak ciekawa jak kiedyś. Część gdzieś po drodze zmieniła swój profil, część jest aktualizowana bardzo rzadko, a część już dawno umarła śmiercią naturalną. O ewolucji naszych własnych zainteresowań już nawet nie wspominam. Przy dobrze ponad setce subskrybowanych kanałów obniżenie poziomu, czy częstotliwości wpisów na pojedynczym blogu jest prawie niezauważalne. Lampka ostrzegawcza włącza się dopiero, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że z całego folderu tematycznego niewiele już pozostało. A wtedy już jest za późno.

Na to nakłada się drugi problem - zamknięcie się w samej aplikacji. Zauważyłem, że tak bardzo przyzwyczaiłem się do wygody jaką daje mi Google Reader, że większość treści czytam bez przechodzenia na stronę źródłową, wyłącznie w czytniku. I tak stopniowo odciąłem się od komentarzy, blogrolli, całej okołoserwisowej / okołoblogowej otoczki. A więc wszystkiego tego co może być źródłem inspiracji do poszerzania horyzontów i poszukiwania nowych źródeł ciekawych treści.

A miało być tak pięknie... Teraz trzeba będzie na nowo nauczyć się znajdować ciekawe blogi i serwisy.

wtorek, 14 czerwca 2011, kosciak1

Polecane wpisy

  • eTutor.pl, Diki.pl i... KONKURS!

    Czytając tu i ówdzie krytyczne uwagi o projektach powstałych w ramach działania 8.1 programu POIG można odnieść wrażenie, że to głównie wyrzucanie pieniędzy w b

  • O wygodzie i jej granicach słów kilka

    Od zawsze powtarzam, że to komputer jest dla człowieka, a nie człowiek dla komputera. Inaczej mówiąc psim obowiązkiem każdego programu i serwisu jest być nie ty

  • Soup.io czy Tumblr.com - oto jest pytanie!

    Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł na bloga. A raczej na takiego tyci bloga. Zbyt małego jak na tradycyjną platformę blogową z jednej strony, a nie mi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Bańka a RSS. z Pomiędzy bitami
Temat pojawił się przy dwóch okazjach. Jedna to nadrabianie pourlopowych zaległości RSSowych podczas których dotarłem i przeczytałem wpis KosciaKa o bańce i RSS , druga to podesłanie przez redhanda linku do powiązanego z tematem linka. KosciaK IMO ... »
Wysłany 2011/06/23 15:16:09
Komentarze
2011/06/15 22:29:22
I dlatego obok RSSów są te wszystkie shared items i inne buzzy, tam trafia się na to na co zwrócili uwagę inni i bańka przestaje być bańką ;-)
-
2011/06/17 16:07:21
Dziś przeglądając sobie RSSy zdałem sobie sprawę, że przecież sam, zupełnie dobrowolnie zamknąłem się w takiej bańce. RSSowej bańce.

Właśnie, dobrowolnie. Eli raczej przestrzegał przed tym, że takie bańki tworzą się zupełnie bez naszej wiedzy, co wg mnie jest dość dużym może nie zagrożeniem, ale problemem współczesnej sieci. Gdyby chociaż użytkownicy byli świadomi istnienia tych baniek, to cała sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej.

Co do RSS-ów - od kiedy korzystam z reddita, to do czytnika zaglądam raz na tydzień ;) A tam w równie wygodny sposób mogę kontrolować to, co chcę, a czego nie chcę widzieć.
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes