|
Blog > Komentarze do wpisu
Gmail naBUZZowanyOto słowo stało się ciałem! Plotki jakie pojawiały się w ostatnim czasie okazały się prawdą. Wprowadzając usługę Buzz Google postanowiło namieszać wśród sieci społecznościowych, mikroblogów i lifestreamingu. Czy tego chcemy czy nie, z dnia na dzień, nasze skrzynki mailowe, ostatni bastion prywatności, stały się nagle uspołecznione. OczekiwanieSłuchając konferencji prasowej, na której Google Buzz miał swoją premierę miałem mieszane uczucia. Gołym okiem było widać, że Google, w przeciwieństwie do Apple, to głównie kadra inżynierska. Za dużo tam było o technikaliach, podniecania się nic nie znaczącymi dla zwykłego użytkownika detalami (jak wykorzystanie skrótów klawiaturowych). Za mało pozytywnej energii i emocji, które sprawiłyby, że od razu chciałbym pobuzzować. Potem nastąpiło długie, pełne napięcia i niepewności oczekiwanie na włączenie Buzza na moim podstawowym koncie. Jedyne co mogłem zrobić to obejrzeć bardzo fajny filmik z prezentacją, czytać na blipie relację już podłączonych i co kilkanaście minut odświeżać Gmaila. Gdy już zacząłem wątpić, czy to kiedykolwiek nastąpi... pojawił się! Kilka osób zostało mi na starcie zaproponowanych, kilka sam wyszukałem i można było rozpocząć testy. Pierwsze wrażeniaTo dopiero drugi dzień Buzzowania, więc ciężko jeszcze wydać jednoznaczną opinię. Na razie mam jeszcze dość mieszane uczucia, jednak z przewagą tych pozytywnych. Całość jest bardzo bardzo Googlowa - prosta w obsłudze, estetyczna (jeśli ktoś lubi ten minimalizm), dobrze przemyślana i zawiera tylko to co konieczne. Zero niepotrzebnych wodotrysków, które tylko utrudniały by korzystanie. Jeśli chodzi o możliwości przypomina mi trochę Flakera (Friendfeeda nie znam, więc się nie wypowiadam). Brak ograniczenia długości buzznięć, możliwość wstawienia dowolnej ilośc obrazków lub zdjęć, możliwość załączenia filmów z YouTube. Do tego możliwość komentowania buzznięć innych, obcja "Lubię to" i ignorowania. Oczywiście nie mogło zabraknąć integracji z innymi Googlowymi usługami - statusami na Google Talk, Picasą, Google Readerem (udostępnianione elementy i komentarze), Bloggerem. Na szczęście Buzz nie jest całkiem zamknięty, w tym momencie mogę jeszcze podpiąć konto na Flickr, Twitterze (są spore opóźnienia w publikowaniu twitnięć), własnego bloga (ale nie wiem czy dlatego, że jest podpięty pod profil Google, czy z powodu użycia Webmaster Tools). Jednak to nadal mało, mam nadzieję że otworzy się jeszcze bardziej na zewnętrzne usługi. Czego brakuje? Jest kilka rzeczy, które bardzo by się przydały. Choćby możliwość robienia rebuzzów (publikowania czyichś buzznięć w swoim strumieniu), ograniczenie możliwości edycji opublikowanych buzznięć i komentarzy (może prowadzić do nadużyć), łatwego blokowania niechcianych użytkowników (już wprowadzone!), czy więcej możliwości sortowania i filtrowania (na przykład przez listy użytkowników jak na Twitterze). Bardzo chętnie widziałbym również możliwość Buzzowania poza Gmailem. Należy jednak pamiętać, że to Buzz ma dopiero kilka dni i wprowadził go Google, więc w ciągu najbliższych miesięcy jeszcze wiele się może zmienić. PrywatnośćJak wspomniałem wcześniej Buzz na starcie proponuje nam listę użytkowników do śledzenia (jak i nas proponuje innym). Podejrzewam, że lista tworzona jest na podstawie tego z kim najczęściej mailujemy i gadamy na Google Talku, jak i czyje strony mamy w Google Readerze. Z jednej strony to dobrze, bo już na starcie mamy z kim pogadać i łatwo możemy zbudować sobie listę znajomych. Z drugiej może być zagrożeniem dla prywatności, gdyż domyślnie włączone jest udostępnianie innym naszej listy obserwowanych i obserwujących, na co nie każdy ma ochotę. Wystarczy wyłączyć opcję udostępniania kontaktów w ustawieniach profilu Google (szczegóły na Niebezpieczniku, nie ma sensu bym się powtarzał). Problemem może być też "wyciekanie" znajomych w widocznych dla wszystkich komentarzach do Buzznięć. Z tym jak na razie nic nie zrobimy. Co najwyżej możemy przestać używać Buzza. Kilka trikówPierwszą rzeczą jaką zrobiłem to ustawienie filtra ukrywającego Buzz ze skrzynki odbiorczej. Niestety wprowadza to zbyt dużo zamieszania i potrafi zabić produktywność jeszcze skuteczniej niż włączony Blip na komunikatorze. Wystarczy wybrać Utwórz filtr, w polu Zawiera słowa wpisać Warto też wiedzieć o możliwości prostego formatowania tekstu. By uzyskać pogrubienie wystarczy otoczyć tekst gwiazdkami (*tekst*), kurswę stosując podkreślnik (_tekst_), przekreślenie z użyciem myślnika (-tekst-). Jeśli w treści buzzniećia wpiszemy @ADRES_EMAIL to buzznięcie pojawi się u danej osoby, bez względu na to, czy nas obserwuje, czy nie. Działa to również dla buzznieć prywatnych. A jeśli ktoś woli klawiaturę od myszki może zapoznać się ze ściągawką ze skrótami klawiaturowymi dla Google Buzz. PrzyszłośćNa razie ocenianie szans Google Buzz to jak wróżenie z fusów. Może okazać się sukcesem i zagrożeniem dla Twittera i Facebooka. Może też stać się wielką klapą, jak inne społecznościowe projekty Google (orkut, Google Wave). Na pewno będzie bardzo agresywnie reklamowany (już teraz udało się wytworzyć ogromny buzz wokół Buzza). Dzięki integracji z Gmailem nie sposób go nie zauważyć. Czy to jednak wystarczy? Czy zwykli użytkownicy są gotowi go używać, czy rzeczywiście jest to im potrzebne? Zwłaszcza w Polsce, gdzie zwykłe blogowanie to chyba jeszcze egzotyka, a mikroblogowanie i lifestreaming to zupełna abstrakcja. Na razie zdecydowana większość moich nietechnicznych znajomych jeszcze nie zaczęła buzzować, co nie wróży zbyt dobrze na przyszłość. Ja osobiście zastosowanie Buzza widziałbym nie tyle jako narzędzie do publicznego mikro/mezo-blogowania, co jako sposób na szybką komunikację z wybranymi grupami osób (wysyłanie prywatnych buzzów do grup kontaktów z książki adresowej). Takie szybkie i proste tworzenie formy chat roomów - pozwalające na przeprowadzenie burzy mózgów czy dyskusji na określony temat. piątek, 12 lutego 2010, kosciak1
TrackBack
Google Buzz Cheat Sheet
z KosciaKowy blog
Moje ściągawki ze skrótami klawiaturowymi dla Gmaila i Google Readera cieszą się sporym powodzeniem. Dlatego też postanowiłem przygotować wersję dla Google Buzz. If you are English user scroll down to the end of the post for some information in ... » Wysłany 2010/02/12 20:35:44
15 rzeczy, które zepsuto w Google Buzz
z KosciaKowy blog
Minęły już ponad 2 tygodnie od startu Google Buzz i emocje związane z premierą powoli już opadają. Pomimo pozytywnego nastawienia zaczynam zauważać coraz więcej poważnych problemów utrudniających korzystanie z Buzza. Mam wrażenie, że upublicznienie ... » Wysłany 2010/02/26 13:52:47
Komentarze
Gość: ^oleg, chello087206183156.chello.pl
2010/02/12 14:48:31
zdecydowanie do burzy mózgów wolę Wave.
2010/02/12 15:01:17
Nie miałem okazji bawić się z Wave. Po przeczytaniu wielu opinii (z czego sporo niepochlebnych) nawet nie starałem się specjalnie o zaproszenie. Na tą chwilę nie widzę też u siebie zastosowania dla Wave.
2010/02/12 20:20:20
Zaproszenie mogę Ci podesłać, mam jeszcze trochę. Wave jest dobry do pracy nad projektem z wieloma osobami, zdecydowanie lepszy od przesyłania wielu maili. Działa wolno, choć teraz zdecydowanie lepiej niż w początkach.
Buzza nie włączyłem, mam dość śmietnika informacyjnego i czytania po raz dziesiąty tej samej wiadomości w RSS, Flakerze, Blipie, Twitterze i Facebooku. 2010/02/13 22:28:10
Dokładnie, Wave do pracy korporacyjnej jest bliskie ideału. Wg. mnie Google popełniło błąd wypuszczając Wave jako usługę dla posiadaczy kont Google, a nie dla Google Apps - wtedy znalazło by to zastosowanie u ludzi którzy by z tego po prostu korzystali.
|
|