Komputery, oprogramowanie, internet i okolice
Blog > Komentarze do wpisu

AdTtaily okiem blogera - wydawca to ma klawe życie

Jeśli miałbym wybrać coś, co w ostatnim czasie najbardziej namieszało w polskim internecie, chyba nie wahałbym się zbyt długo. Wskazałbym na AdTaily - serwis, któremu z sukcesem udało się zagospodarować niszę, traktowaną do tej pory po macoszemu – reklamę w długim ogonie internetu. Dotychczas to, co zarezerwowane było tylko dla dużych graczy, dostępne jest również dla takich jak ja blogerów.

Dlaczego AdTaily?

Co przekonało mnie do AdTaily? Przede wszystkim prostota. Szybka rejestracja w serwisie, podpięcie konta PayPal, wklejenie kodu widgeta na bloga i viola! Już jestem wydawcą. Bez potrzeby podpisywania skomplikowanych umów, bez udziału pośredników (nie licząc prowizji AdTaily). W dodatku mam kontrolę kto może się u mnie reklamować, jak i sam decyduję, na ile się wyceniam. Do tego bardzo korzystny dla wydawcy model rozliczeń – stała stawka za czas emisji. Można by rzec, że to ja dyktuję warunki i praktycznie od zaraz mogę zacząć zarabiać na pisaniu bloga. Niestety nie ma tak różowo, jak by się mogło wydawać. By móc cokolwiek zarobić, najpierw musi pojawić się reklamodawca, a bywa z tym różnie. Dlaczego? Powodów może być kilka.

Wygląd

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że nie przyciągniemy reklamodawcy, jeśli widget będzie słabo wyeksponowany. Inne formy reklamy, kolorowe, migające bannery i obrazki również nie zachęcą do zamieszczenia reklamy na naszym blogu. W dodatku, jeśli blog będzie przeładowany różnymi zewnętrznymi skryptami opóźniającymi załadowanie się reklamy, też nie poprawimy swojej sytuacji (dodatkowo część odłon naszego bloga nie zostanie zliczona jako odsłony reklamy).

Osobną kwestią jest dopasowanie wyglądu samej reklamy. Widget dobrze wkomponowany w szablon jest bardziej atrakcyjny. Z drugiej zaś strony niektórym może właśnie zależeć na silnym podkreśleniu, co na blogu jest reklamą, a co nie.

Profil bloga

Problemem może być też kwestia profilu tematycznego bloga. Jeśli tematyka jest zbyt szeroka, ryzykujemy, że potencjalny reklamodawca zrezygnuje z powodu zbyt słabego dopasowania treści bloga do produktu jaki chce zareklamować. Jeśli tematyka jest zbyt wąska, może się okazać, że w danej niszy po prostu nie ma reklamodawców zainteresowanych reklamą AdTaily, lub nawet niezdających sobie sprawy z istnienia tej formy reklamy.

Reklamodawcy

Musimy też w jakiś sposób dotrzeć do reklamodawcy. W końcu jak ma u nas kupić reklamę, jeśli nie jest w stanie do nas trafić i nie ma o naszym istnieniu pojęcia. W przypadku blogów o niewielkiej liczbie czytelników może to być sporym problemem. Mniej odwiedzających to mniejsza szansa na pojawienie się odwiedzającego z budżetem na reklamę. W dodatku, jeśli nasz blog generuje tylko kilkadziesiąt, sto wejść dziennie raczej nie jesteśmy zbyt atrakcyjni dla reklamodawcy. By reklama przyniosła efekt, musiałaby zostać zakupiona na stosunkowo długi okres. Nie czarujmy się, reklamodawcy chodzi o jak najwięcej kliknięć i jak najlepszą konwersję, a nie wspieranie biednych blogerów.

W mojej obecnej sytuacji reklama to bardziej eksperyment i zabawa. Wydaje mi się, że na poważnie o reklamie na blogu można zacząć myśleć przy ponad 15 tysiącach odwiedzin dziennie. A i tak jeszcze ciężko mówić o możliwości dyktowania warunków. Na to mogą sobie pozwolić tylko nieliczni, najbardziej popularni blogerzy.

Cena

Tu dochodzimy do najtrudniejszej kwestii, czyli wyceny i opłacalności emisji reklamy. Nie mając doświadczenia w reklamie tak na prawdę nie wiadomo ile można żądać za dzień reklamy. Ja posiłkowałem się wpisem Wyceniaj się rozsądnie na blogu AdTaily co i tak nie rozwiało wszystkich moich wątpliwości. Przy liczbie odsłon reklamy w okolicach 5 tysięcy miesięcznie powinienem ustalić cenę końcową na poziomie 50 - 70 groszy. W ten sposób CPM, czyli koszt tysiąca wyświetleń, wyniesie 3 - 4 złote, co jest rozsądną, rynkową ceną. Niestety po odliczeniu prowizji AdTaily do kieszeni trafia niewiele. Praktycznie stawia to pod znakiem zapytania opłacalność emitowania reklam. Już nie wspominając o tym czy tak niska wycena reklamy nie wpływa negatywnie na mój wizerunek.

Jak to wygląda u mnie?

Szczerze powiedziawszy, na razie na blogu nie miałem zbyt wielu reklam. W dodatku głównie od reklamodawców korporacyjnych. Nie uważam tego jednak za jakąś wielką tragedię. Prowadzenie bloga to dla mnie głównie zabawa, a ewentualne zyski to tylko miły skutek uboczny, a nie cel sam w sobie. Ważniejsza dla mnie jest możliwość zdobycia nowego doświadczenia w świecie marketingu w internecie, do czego nie miałem wcześniej okazji. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko pisać coraz lepiej, by przyciągnąć większą ilość czytelników a reklamy na pewno się pojawią.

A wszystkich chętnych do zareklamowania się u mnie zapraszam do zapoznania się z informacjami o statystykach i skorzystanie z widgetu po prawej.

piątek, 06 listopada 2009, kosciak1

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/06 17:41:39
Jakiś krótki czas temu sam się zastanawiałem bardzo intensywnie nad cenami reklam na swoich stronach. Z postem zgadzam się w 100% - Wydawca ma klawe życie. Nie dość, że przebiera w ofertach, to jeszcze większość ich może wykupić za grosze. Dla porównania zrobiłem rozeznanie ile kosztuje reklama w mainstreamie. Rezultaty są zaskakujące. Potrafią płacić kilka groszy za usera! Coś, o czym przeciętny bloger może jedynie pomarzyć. My, tzw. plebs możemy liczyć co najwyżej na kilka groszy za sto odsłon, a to też często przy dobrych wiatrach!

Gdyby ktoś chciał poczytać więcej na temat ceny 1000 wyświetleń reklamy i ogólnie ceny reklamy to zapraszam odpowiednio na madein3w.blogspot.com/2009/10/cpm-reklamy-w-internecie.html oraz na madein3w.blogspot.com/2009/10/cena-za-reklame.html
Spis Treści
Kanały RSS
Add to Google
Add to Netvibes